E-BOOK: Moje wielkie greckie wakacje - Sue Roberts



Miałam szaloną ochotę na komedie romantyczne, dlatego postanowiłam uczynić wrzesień miesiącem pod ich znakiem. Cały czas w pamięci mam Wredne igraszki i to, jak dobrze bawiłam się podczas lektury. Nie ukrywam, że liczyłam na coś podobnego sięgając po Moje wielkie greckie wakacje. Szkoda, że oczekiwania zamieniły się w moją wielką grecką klapę.

Jeśli tak samo jak ja, lubicie sprawdzać co takiego złego jest w książkach, które nie podobają się innym, to zapraszam do virtualo.pl, gdzie znajdziecie ebooka Moje wielkie greckie wakacje.

Mandy prowadzi stateczne życie. Ma stałą i dobrą pracę, którą uwielbia, a w domu czeka na nią ukochany mąż. Wszystko wydaje się być na swoim miejscu. Do czasu, kiedy okazuje się, że Danny postanawia zakończyć ich małżeństwo i wyprowadza się z domu. Jej świat nagle legnie w gruzach. Żeby odciąć się od niedawnych wydarzeń i odpocząć, kobieta postanawia wyjechać do Grecji, do miejsca, które pamięta z dzieciństwa. Zainspirowana niewielką wioską, jej mieszkańcami i terenami, które ma do dyspozycji, postanawia zorganizować coś wielkiego, coś na skalę światową! Nawet nie przypuszcza, jak bardzo zmieni się przez to jej życie.

Muszę odpowiedzieć Wam na najważniejsze pytanie: dlaczego ta książka nie jest romansem, a już na pewno nie komediowym? Przede wszystkim dlatego, że brak w niej jakiegokolwiek romantyzmu. Główna bohaterka przechodzi ciężkie chwile po rozstaniu z mężem i przyłapaniu do na zdradzie – nic romantycznego. Wyjazd głównej bohaterki na wakacje do Grecji, gdzie na stopie koleżeńskiej spędza czas z synem właściciela hotelu – nic romantycznego. Późniejszych zdarzeń Wam nie zdradzę, ale zapewniam, że nie ma nich nic romantycznego. Komedia? Jedynym żartem jaki wyłapałam był ten dotyczący jogurtu greckiego. Kiedy Mandy zasnęła na słońcu i poparzyła sobie skórę, kilka spotkanych przez nią osób poradziło jej posmarowanie się jogurtem greckim. Takie to śmieszne, że wszyscy wspominali o tym jogurcie! Ha, ha, ha. W ogóle cała ta Mandy to niefajnie skonstruowana bohaterka. Tak samo jak cała książka pozbawiona wyrazu i jakiegokolwiek charakteru, tak samo jak wszyscy inni bohaterowie, o których zapomnę jak tylko skończę pisać ten tekst.

W opisie książki można przeczytać, że to podnosząca na duchu komedia romantyczna – z komedią romantyczną już się rozprawiłam, czas na podnoszącą na duchu. Dlaczego taka nie jest? Otóż śmiem przypuszczać, że żaden człowiek, który znalazłby się w sytuacji, w jakiej znalazła się główna bohaterka, nie wpadłby na tak absurdalne pomysły, na które wpadła ona. A nawet gdyby wpadł, nie byłby w stanie ich zrealizować. Prawdziwe życie nie jest takie proste, a każdy mały problem nie kończy się happy endem. Fajnie, że autorka chciała pokazać, że każdą porażkę można przekuć w sukces, szkoda tylko, że ten sukces jest tak boleśnie nierealny… Jeśli ktoś po lekturze Moich wielkich greckich wakacji uznał, że czas wziąć życie w swoje ręce i pojechał do zapomnianej przez świat wioski, gdzie postanowił ratować turystykę nie mając o niej absolutnie żadnego pojęcia i skończyło się to sukcesem, proszę niech do mnie napisze! No dobra, wykształcenie obecnie nie jest najważniejsze, ludzie robią kariery bez niego - to kupuję. Niestety w tej książce jest tak wiele zbiegów okoliczności, tak wiele niemożliwych sytuacji, że aż opadają mi ręce i nie jestem w stanie uwierzyć, ani uznać za prawdopodobne nawet jednego z wydarzeń, o których przeczytałam.

Nic nie drażni mnie tak bardzo, jak złe opisywanie książek. Czuję się oszukana i już. Moje wielkie greckie wakacje są raczej spisem myśli Mandy towarzyszących jej w związku z rozstaniem z mężem. Streszczeniem jej wyjazdu na wakacje – takim dokładnym streszczeniem. Gzie poszła, co zrobiła, co się tam wydarzyło, kogo spotkała, co zrobiła później... Do tego mnóstwo anegdotek i opowieści z jej przeszłości i życia rodziny. Kiedy pomyślę o tym, ile wydarzyło się w tej książce to mam w głowie naprawdę wiele wątków, ale są tak bardzo płaskie i bez wyrazu, że mam wrażenie, jakby nic nie znaczyły. Jakby nie były istotne. Gdybym miała podsumować tę książkę w jednym zdaniu brzmiałoby ono tak: prosto i banalnie, a jednocześnie niezwykle ciężko i topornie. To jest tak potwornie nierealistyczna historia.. Przegadana do granic wytrzymałości obyczajówka z płaskimi bohaterkami i nierealną, choć przewidywalną fabułą. W mojej ocenie nawet to mogło zdarzyć się tylko w książkach tego nie usprawiedliwia.

Może gdybym leżała plackiem na plaży i nie obchodziłoby mnie nic poza błogim relaksem to odebrałabym tę książkę inaczej? Nie wiem, możecie to sprawdzić 😊Ja jestem bardzo zawiedziona.

Jeśli wybieracie się na wakacje jeszcze w tym roku, to może mimo wszystko skusicie się n tę grecką opowieść? Ebooka Moje wielkie greckie wakacje znajdziecie w księgarni internetowej virtualo.pl


M.


E-BOOK: Pokuta - Anna Kańtoch


Anna Kańtoch zafascynowała mnie w Niepełni. Tak nieoczywistej i niejednoznacznej książce, jakiej nigdy wcześniej nie czytałam. Mam do nadrobienia jeszcze wiele jej powieści i na pewno po każdą z nich sięgnę. Kiedy wybierałam ebooka do przeczytania w tym tygodniu od razu rzuciła mi się w oczy Pokuta. Nie mogłam jej sobie odpuścić! Wiedziałam, że nie będę zawiedziona i miałam rację!


Jestem przekonana, że i Was nie zawiedzie Pokuta Anny Kańtoch. Ebook czeka na Was w księgarni internetowej virtualo.pl.


We wrześniu 1986 roku, w małym nadmorskim miasteczku doszło do morderstwa. W lesie odnaleziono ciało nastoletniej Reginy. Milicjanci z lokalnego komisariatu bardzo szybko trafili na mordercę. Chłopak od razu przyznał się do winy. Po kilku miesiącach w komisariacie zjawia się bezdomny mężczyzna twierdząc, że to on zabił Reginę. Jan Kowalski, bo tak przedstawia się mężczyzna, przyznaje się też do pięciu innych morderstw. Uparcie twierdzi, że od kilkudziesięciu lat przejeżdża do Przeradowa jesienią, we wrześniu i zabija jedną kobietę. Zawsze co siedem lat. Kim jest tajemniczy mężczyzna i czy w mieście faktycznie co siedem lat ginęły młode dziewczyny? Czy Kowalski mówi prawdę, czy jest chorym człowiekiem?  Jak to możliwe, że od tak wielu lat nikt nie zauważył regularnych działań seryjnego mordercy?

Postawiony w nietypowej sytuacji starszy sierżant Krzysztof Igielski próbuje dowiedzieć się czegoś w sprawie zeznań Kowalskiego. Opowieść mężczyzny wydaje się nieprawdopodobna, ale jest w niej coś, co nie daje milicjantowi spokoju. Dlatego postanawia bliżej przyjrzeć się wydarzeniom sprzed lat. Z uwagi na to, że wydarzenia rozgrywają się w 1986 roku, śledczy nie ma do dyspozycji żadnych pomocy technologicznych, co bardzo utrudnia dotarcie do prawdy. Niezliczoną ilość razy myślałam o testach DNA jakie można by było wykonać, o sprawdzeniu monitoringu miejskiego, o przeszukaniu multimedialnych kartotek – ostatecznie doszłam do wniosku, że ta historia miałaby znacznie mniej sensu, gdyby jej akcja rozgrywała się współcześnie. Prawdopodobnie byłaby bardzo prosta do rozwiązania. Tymczasem Igielski może korzystać wyłącznie z własnej spostrzegawczości, dedukcji i uprzejmości mieszkańców miasta, a jak powszechnie wiadomo, każdy ma inną, swoją, wersję prawdy, a pamięć z czasem się zaciera. Nie wszyscy chcą dopuszczać mężczyznę do rodzinnych sekretów.

W pewnym momencie poczułam się, jakbym sama przechadzała się ulicami nadmorskiego Przeradowa, jakbym mokła w gwałtownych ulewach i marzła w najzimniejsze śnieżne dni. Uwielbiam klimat Pokuty. Tworzą go między innymi opisy pogody – szarej, ponurej, mroźnej i bardzo depresyjnej. Doskonale ukazuje zatopione w rozpaczy miasteczko i jego mieszkańców. Niebezpiecznie majaczące w tle morze i las nieopodal w zestawieniu z jesienno-zimową pogodą, i w kontekście wydarzeń o których czytamy, potęgują niezwykły klimat i sprawiają, że staje się jeszcze bardziej mroczny i niepokojący.

Jeszcze raz muszę bardzo nisko ukłonić się autorce. Pokuta to kolejna perfekcyjnie opowiedziana historia. Anna Kańtoch skonstruowała niezwykle zawiłą fabułę. Składającą się z tak wielu wątków, tak bardzo nieoczywistą i skomplikowaną, że mogłaby się w niej pogubić nawet ona sama. Tymczasem wszystko tu składa się w doskonale pasującą do siebie całość. To naprawdę dużo znaczy – im więcej książek czytam, tym częściej z przykrością przekonuję się, że wielu autorów traktuje poboczne wątki po macoszemu, zwyczajnie ich nie wyjaśniając. W Pokucie absolutnie wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Każda, nawet najdrobniejsza zagadka finalnie dostaje swoją odpowiedź.

Musicie wiedzieć, że wciągnęłam się tak, że odłożyłam czytnik dopiero kiedy poznałam zakończenie tej historii. Szczerze mówiąc nie wiem, czy ktoś mógłby przeczytać Pokutę inaczej. Fabuła jest na tyle intrygująca, by zatrzymać czytelnika na długie godziny, a z uwagi na to, że porozrzucane po tekście wskazówki składają się w całość dopiero na samym końcu książki, siłą rzeczy trzeba przeczytać ją na jeden raz. 😊


Pokuta jest niezwykle klimatyczną i absolutnie fascynującą powieścią kryminalno-obyczajową w stylu retro. Jej bohaterowie są rewelacyjnie wykreowani, tło doskonale zarysowane, a klimat dusznego, klaustrofobicznego, nadmorskiego miasteczka to absolutny majstersztyk. Czego chcieć więcej?


Niczego! Dlatego jeszcze raz najmocniej zachęcam Was do sięgnięcia po Pokutę Anny Kańtoch. Ebooka znajdziecie na stronie virtualo.pl. Tyko pamiętajcie, żeby zaparzyć cały dzbanek herbaty, zanim zaczniecie czytać! 😉


M.




Nasz dom płonie - Bonnie Kistler


Nie potrafię wyjaśnić dlaczego, ale kiedy sięgałam po Nasz dom płonie, byłam absolutnie przekonana, że będę czytała książkę w klimacie Kwiatów na poddaszu. Prawdopodobnie pomieszałam ją z inną zapowiedzią przewijającą się gdzieś w Internecie. Ale nie porównanie do Kwiatów… sprawiło, że zapragnęłam przeczytać tę powieść, a jej ciekawy opis i, nie będę Was oszukiwać, przyciągnęła mnie ta piękna orzeźwiająca okładka! Ta pokusa była warta spędzonego przy lekturze czasu.

E-BOOK: Księżycowa kołysanka - Katarzyna Misiołek




Byłam przekonana, że doskonale wiem, czego szukam w książkach i że umiem już dobierać tylko takie lektury, które będą pasowały mi pod względem formy i treści. Opis Księżycowej kołysanki mnie zaintrygował, a okładka zachwyciła. Zacierałam na nią rączki i nie mogłam doczekać się lektury. No cóż, rozczarowania to nic przyjemnego.


Jeśli macie ochotę sami przekonać się czy Księżycowa kołysanka jest czymś dla Was, to ebooka możecie kupić w księgarni internetowej virtualo.pl


Prawdziwe problemy Agaty i Adama, którzy razem z wieloletnimi przyjaciółmi Barbarą i Bartkiem zaczęły się, kiedy postanowili, że za ostatnie pieniądze kupią stary dom nad jeziorem. Jego wyremontowanie zajęło mnóstwo czasu, zjadło jeszcze więcej nerwów i odsłoniło prawdziwe oblicze przyjaciół. Lata leciały a pary spędzały każde wakacje w domku nad jeziorem, aż pewnej ciepłej nocy doszło do prawdziwej tragedii... Stary dom nad jeziorem ma swoją mroczną historię. Miejscowi nazywają go przeklętym. Czy to za sprawą klątwy ich życie tak się pokomplikuje? 

Dwutorowe prowadzenie narracji pozwala zapoznać się z wydarzeniami kiedyś – kilkanaście lat wcześniej, kiedy Agata i Adam razem z Barbarą i Bartkiem remontują stary dom nad jeziorem, oraz wydarzeniami teraz. Teraz jedna z par jest już po rozwodzie, a druga właśnie staje przed taką samą decyzją. Książkę można przeczytać błyskawicznie, przede wszystkim dlatego, że składa się głównie z dialogów. Moim zdaniem nudnych i monotonnych. Najczęściej przedstawiających kłótnie bohaterów w różnych konfiguracjach, bo ta książka po prostu stoi kłótniami, albo wstydliwe opowieści z przeszłości dotyczące czternastolatki wrzucającej majtki do torby nauczyciela, albo moczenia się po pijaku, albo dyskusji na temat odgłosów wydawanych przez mężów podczas szczytowania… Ciągłe kłótnie i niezwykle negatywny wydźwięk relacji małżeńskich i przyjacielskich przysłonił mi wszystko inne. A tragiczne wydarzenie na które czekałam od samego początku, choć faktycznie tragiczne, straciło na mocy… Mam wrażenie, że ta książka po prostu nie ma fabuły, że wszystko kręci się wokół ciągłych sporów, zazdrości, zdrady, wygórowanych oczekiwań, zerowego zaangażowania, dziecinnego zachowania i skrajnego braku odpowiedzialności bohaterów. A bohaterowie są po prostu straszni. Wiecznie obrażeni, widzący tylko negatywne strony życia i bliskich, niepotrafiący cieszyć się tym, co mają, nieustannie obwiniający innych, bez szacunku do siebie wzajemnie. Nie polubiłam nikogo, nie byłam w stanie wczuć się w sytuację żadnego z nich, a w obliczu tragedii każdy zaczął mnie jeszcze bardziej denerwować.

Zdaję sobie sprawę, że obraz małżeństwa i długoletniej przyjaźni przedstawiony przez Katarzynę Misiołek dla wielu par jest codziennością. Ktoś może powiedzieć, że Księżycowa kołysanka jest do bólu realistyczna, albo że zachowania bohaterów mogą uzmysłowić czytelnikom jakie błędy popełniają w swoich związkach i pewnie będzie miał rację, ale dla mnie wypada zwyczajnie przykro i nudno. To nic przyjemnego czytać zapisy kłótni i ciągłych pretensji. Od zawsze chciałam, żeby czytanie było dla mnie przyjemne i relaksujące – tym razem nie było. Wymęczyłam tę książkę i wynudziłam się za wszystkie czasy.

To zupełnie nie mój styl i zupełnie nie moja tematyka. Chociaż opis książki niezwykle mnie zaintrygował, a niepokojąca okładka tylko podsyciła ciekawość, to tym razem nie trafiłam. Liczyłam na mnóstwo emocji, a jedyne jakie się we mnie zrodziły to irytacja i znudzenie. Myślę, że Księżycowa kołysanka znajdzie odbiorców wśród starszych czytelników, może tych, którzy zmagają się z problemami podobnymi do problemów bohaterów, albo takich, którzy są w podobnym miejscu w życiu? Dla mnie Księżycowa kołysanka okazała się być prawdziwą kołysanką. Zasypiałam przy niej 3 noce z rzędu, a musicie wiedzieć, że mam problemy ze snem. Czuję się skrajnie rozczarowana zarówno książką jak i moim wyborem.

Nie mogę powiedzieć, że polecam, ale myślę, że Księżycowa kołysanka znajdzie wielu odbiorców i fanów, którzy w poszukiwaniu letniego czytadła sięgną po ten tytuł. To obyczajówka, poruszająca nie do końca wygodne tematy, odsłaniająca mankamenty wielu małżeństw i przyjaźni. Opowiada o tym, jak nadmierne skupienie na własnych problemach i brak odpowiedzialności mogą doprowadzić do tragedii.


Ebook Księżycowa kołysanka dostępny jest w księgarni internetowej virtualo.pl  Sprawdźcie też wpis, który opublikowałam na blogu virtualo. Polecam tam wciągające ebooki, po które warto sięgnąć w upalne dni!


M.



E-BOOK: Złota klatka - Camilla Läckberg

Wątpię, żeby wśród ludzi żywo zainteresowanych nowościami wydawniczymi i beletrystyką, znalazła się choć jedna osoba, która przynajmniej nie słyszała o Camilli Läckberg. W końcu nie bez powodu ogłoszono ją Królową szwedzkiego kryminału. Może właśnie w tym gatunku powinna pozostać?

Jeśli macie ochotę wyrobić sobie własne zdanie o Złotej klatce Camilli Läckberg, to zapraszam Was po ebooka do księgarni internetowej virtualo.pl. Z kodem ZLOTAKLATKA cena katalogowa obniży się o 14,99 zł :)

Faye wiedzie życie na najwyższym poziomie. Jest idealną żoną swojego bogatego męża, perfekcyjną matką i ma wszystko, o czym tylko zamarzy. Tak to wygląda na zewnątrz. W środku coraz częściej czuje się niedoceniona, a ciągłe spełnianie życzeń męża i nieustanna chęć sprostania jego oczekiwaniom przestaje być dla niej przyjemnością, a staje się poważnym problemem i pierwszym z wielu powodów do okrutnej zemsty.

Złota klatka okrutnie mnie wymęczyła. W trakcie lektury zdążyłam pochłonąć trzy inne powieści i gdyby nie to, że postanowiłam o niej napisać, to zrezygnowałabym z czytania już po kliku pierwszych rozdziałach. Powodem bez wątpienia nie była forma, bo język jest nadzwyczajnie prosty, rozdziały krótkie, jest sporo dialogów. Ja po prostu zupełnie nie poczułam fabuły. Bardzo szybko stała się zwyczajnie nudna, schematyczna, oderwana od rzeczywistości, a przede wszystkim na siłę kreowana na przesadnie luksusową. Autorka bezustannie żongluje nazwami największych marek i najpopularniejszych projektantów. Mam wrażenie, że buduje fabułę wokół pieniądza, władzy, hipokryzji i chorobliwego dążenia do obrzydliwej zemsty.

Mam alergię na wiele rzeczy, a jedną z nich jest przypisywanie nieodpowiednich gatunków książkom. Najbardziej nie lubię nadużywania określenia thriller psychologiczny, szczególnie wobec książek, które nie mają z nim nic wspólnego! Złota klatka, niestety, nie ma. To najzwyklejsza powieść obyczajowa z wątkami erotycznymi i małym kryminalnym epizodem, nic więcej. W dodatku ten kryminalny epizod poznajemy już na samym początku książki i jestem przekonana, że każdy, kto choć trochę myśli o tym co czyta, będzie w stanie wydedukować, co się właściwie wydarzyło, a kiedy już to zrobi, to dalsza lektura zwyczajnie straci sens. Dlaczego? Bo nie wydarzy się już nic godnego uwagi... 

Mam bardzo lekki stosunek do scen erotycznych w powieściach, jednak tu wypadają po prostu okropnie. Są wulgarne, obrzydliwe, brudne... Czuję ogromny niesmak i przechodzą mnie ciarki, kiedy sobie o nich przypomnę. Nie wiem czy seks miał być metaforą wyzwolenia? - jeśli tak, jestem jeszcze bardziej zniesmaczona, jeśli nie - zupełnie nie wiem po co pojawił się w takich ilościach i takich obrzydliwych odsłonach.

Między wydarzeniami z teraźniejszości, możemy poznać burzliwą przeszłość Faye. Przyznaję, że pokładam nadzieję w tej opowieści. Mam wrażenie, że Läckberg zbudowała sobie idealny wątek do pociągnięcia w kolejnych tomach, może wtedy będziemy mogli mówić o thrillerze psychologicznym? 

Rozumiem ideę tej książki. Miała był zabraniem głosu w zyskującym popularność na całym świecie trendzie - girl power - okazaniem wsparcia kobietom. Jednak ja, jako kobieta, trochę wstydzę się tego, że Złota klatka ma być czymś w rodzaju hołdu, jak określa ją autorka. Nie chciałabym, żeby prawdziwa girl power była choć zbliżona do tej prezentowanej przez Faye. Zakładam, że jej postać miała być inspiracją dla wszystkich kobiet podporządkowujących się mężczyznom, dla kobiet, które z jakiegoś powodu straciły prawdo do głosu, miała zobrazować, że na szczyt można dojść jeśli tylko się tego chce i jeśli tylko włoży się w to odpowiednio dużo pracy. Dlaczego nie wyszło? Przede wszystkim dlatego, że postać Faye nie jest w stanie wzbudzić sympatii. Jest jedną z najgorszych bohaterek jakie kiedykolwiek poznałam. Do bólu stereotypowa, nudna, w dodatku nie ma w sobie ani jednej pozytywnej cechy, a w Złotej klatce kreowana na bohaterkę... 

Czara goryczy przelała się w momencie kiedy przeczytałam: - Ile razy w życiu zostałaś zdradzona przez mężczyznę? (...) Zauważ, że nie spytałam c z y zostałaś zdradzona, bo traktuję to jako pewnik. (...) nie jesteś wyjątkiem. Kobiety, niezależnie od ich statusu społecznego, zostają z reguły zdradzone przez swojego mężczyznę co najmniej raz. To bardzo daleko idące wnioski, nie uważacie? Może niepotrzebnie się oburzam, ale nienawidzę generalizowania i wrzucania wszystkich do jednego worka, a właśnie to się wydarzyło. Nic już nie jest w stanie uratować tej książki w moich oczach.

Może błędem było rozpoczynanie przygody z Läckberg od Złotej klatki, jednak uznałam, że nowa seria to idealna okazja, żeby w końcu poznać Królową szwedzkiego kryminału, bez konieczności nadrabiania całego szeregu tomów sagi o Fjällbace. Nie miałam żadnych oczekiwań, nie wiedziałam czego się spodziewać, autorka miała u mnie czystą kartkę. Ta książka skutecznie mnie do niej zraziła. Nie jestem w stanie wymienić nawet najmniejszego pozytywu Złotej klatki. Poczułam się oszukana i do granic możliwości zawiedziona fabułą. Jestem już w takim momencie mojej czytelniczej przygody, że rzadko zdarza mi się zdecydować na lekturę książki, która nie ma szans trafić w mój gust. To druga w tym roku książka, której opis zamydlił mi oczy, szkoda. Może kiedy podejdziecie do Złotej klatki jako do obyczajówki/powieści erotycznej, to inaczej ją odbierzecie?

Jeśli macie ochotę przekonać się na własne skórze jak to jest z tą najnowszą książką Camilli Läckberg, to sprawdźcie ebooka - Złota klatka w księgarni internetowej virtualo.pl. Pamiętajcie o kodzie rabatowym ZLOTAKLATKA, wpisanie go w koszyku obniża cenę katalogową o 14,99 zł!

M.


Huśtawka - Agnieszka Lis


Powieściom obyczajowym, bardzo kobiecym niezwykle ciężko jest mnie zaskoczyć. Ciężko jest napisać coś czego jeszcze nie było. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że fabuła tej książki jest zupełnie inna - nie jest. Jednak jej forma i przekaz czynią z niej książkę wyjątkową i bez wątpienia wyróżniającą się na tle innych powieści obyczajowych. To mnie zaskoczyło. 


Bywa tak, że życie zmienia się z dnia na dzień. Nawet te najdokładniej zaplanowane i najbardziej uporządkowane. Ktoś zachoruje, ktoś zmieni bez wcześniejszych konsultacji zmieni plany, ktoś nowy, zupełnie niespodziewany pojawi się w życiu, a ktoś z tego życia zniknie... Jak poradzić sobie z trudnymi chwilami? 

Trzy pokolenia kobiet, cztery różne historie, jeden skrywany przez lata sekret rodzinny. 

Huśtawkę wyróżnia, przede wszystkim, nietypowa narracja. Historia przedstawiona została w stu procentach z perspektywy najstarszej kobiety w rodzinie - Wandy. Od samego początku miałam wrażenie, że czytam jej pamiętnik. A opisuje w nim eteryczne spotkania z ukochanymi mężczyznami, które same w sobie stanowią niezwykle ciekawą formę pewnego rodzaju odliczania, ale nie przy pomocy cyfr, a alfabetu, oraz codzienne wydarzenia z życia jej córek i wnuczki. "Pamiętnik" został podzielony na rozdziały dotyczące każdej z kobiet, przedstawione tak, jakby Wanda miała dostęp do myśli każdej z nich. Może nie brzmi to wiarygodnie, bo w jaki sposób osoba trzecia mogłaby uzyskać dostęp do tak prywatnych przemyśleń każdej z bohaterek? Jednak narracja skonstruowana została w sposób, który nie budzi wątpliwości. 



Autorka mocno doświadczyła życiowo bohaterki. Mogłoby się wydawać, że taka dawka problemów jak na jedną rodzinę, to zdecydowanie zbyt dużo. Ale w prawdziwym życiu często zmagamy się z jeszcze większą ilością zmartwień i zdarza się, że o niektórych z nich nawet nie mamy pojęcia, nie zauważamy ich. Jestem pod wrażeniem dopasowania przeszkód życiowych do charakterów bohaterek. A może powinnam napisać ukształtowania charakterów do przeszkód na ich życiowej drodze. Agnieszka Lis skonstruowała niezwykle wiarygodne portrety psychologiczne każdej z kobiet. Każda jest tak samo wyrazista, mimo że są zupełnie różne. Otóż mamy tutaj wchodzącą w dorosłe życie młodą kobietę, która nie do końca potrafi odnaleźć się nowej sytuacji. Wciąż szuka, poznaje i gubi się w pełnym, nie zawsze dobrych, niespodzianek świecie. Mamy zawsze doskonałą matkę, żonę i wykładowcę. Jednak nie wszystko można zaplanować i kto, jak nie przewrotny los, wie o tym najlepiej? Na idealnie poukładanym życiu kobiety powstaje poważna rysa, z którą nie będzie sobie w stanie poradzić bez wsparcia najbliższych. Mamy wiecznie młodą pięćdziesięciolatkę, która do tej pory broniła się przed ustatkowaniem, a gdy już podjęła pewne kroki, ktoś zrucił na nią zupełnie niespodziewaną informację. Informację, która może wszystko zrujnować. Czy miłość okaże się na tyle mocna, by przezwyciężyć tę przeciwność? Każda z bohaterek buja się na emocjonalnej huśtawce - raz w górę, raz w dół, w górę i w dół...

Bez względu na wiek i doświadczenia marzą o szczęściu. Dzielą się miłością, choć nie zawsze łatwo okazać uczucia. Rozpamiętują wydarzenia z przeszłości - z niektórymi już dawno się pogodziły, a niektóre wciąż nie dają im spokoju. Nie zawsze wiedzą jak radzić sobie z przeciwnościami losu, ale jedno wiedzą na pewno: w rodzinie tkwi ogromna siła. Tylko czy ta siła będzie w stanie udźwignąć wydarzenia, które właśnie nadchodzą?

Od książki nie można się oderwać. Historia przedstawiona na jej kartach wciąga, a bliskość z bohaterkami powoduje, że ich los nie jest obojętny. Dlatego emocje towarzyszące postaciom towarzyszą i nam, czytelnikom. Nie ma tu zawrotnej akcji, ale ciekawość i troska sprawiają, że momentami napięcie sięga zenitu - co będzie dalej?; jak potoczą się wydarzenia?

Huśtawka jest mądrą i wzruszającą powieścią. Dzięki przybliżeniu losów tak różnych kobiet każda czytelniczka ma szansę odnaleźć w ich historii cząstkę siebie, zatrzymać się na chwilę i przemyśleć wiele spraw. To jedna z tych cięższych, bardzo życiowych i emocjonalnych książek. Bez wątpienia warto dać jej szansę.


M.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.

Lato utkane z marzeń - Gabriela Gargaś

Na zdjęciu @kinga__em :)


W letnie dni mam ochotę na lekkie powieści. Mam ochotę się rozmarzyć, wzruszyć i pośmiać. Zaspokoić te ochoty miało Lato utkane z marzeń Gabrieli Gargaś. Udało się? ;)


W małym spokojnym miasteczku z daleka od turystycznego zgiełku, w Bieszczadach Wysokich Michalina prowadzi niewielki pensjonat, tam mieszka razem z młodszym bratem i wiedzie ustatkowane życie. Tylko od czasu do czasu zastanawia się, czy byłaby w stanie opuścić Bieszczady i w pełni oddać się związkowi z Adamem, dla którego odległość jest jednym z powodów by zakończyć ich znajomość... W najgorszym momencie w pensjonacie pojawia się Przemek, który może okazać się pomocny w podjęciu ostatecznej decyzji w sprawie Adama ;) Ludzie przyjeżdżają do Złotkowa by odpocząć, zresetować się przemyśleć wiele spraw. Pierwsze od niemal dwudziestu lat wakacje z matką spędza Amelia i jej dwie córki. Dla Amelii i Jadwigi to okazja do nadrobienia zaległości, ale może się okazać, że los przygotował dla kobiety pewną niespodziankę...


Tak mi sielsko i błogo kiedy czytam takie książki... Tym razem wzdycham do Bieszczad i do Złotkowa. Uwielbiam małomiasteczkowy klimat, wiejskie zakątki, tę swobodę, kontakt z naturą i chociaż mogę sobie tylko pomarzyć, pozachwycać się obrazami które serwuje mi wyobraźnia, to i tak jestem oczarowana. 

Do życia czasem potrzeba tylko marzeń.


W sielskich i iście letnich warunkach rozgrywa się akcja Lata utkanego z marzeń, którego głównymi bohaterkami są dwie kobiety. Kobiety silne, niezależne i tak jak każdy człowiek - pragnące prawdziwej miłości oraz dobra dla swojej rodziny. Niestety nie zawsze wszystko idzie po ich myśli a życie pisze scenariusze, których każda wolałyby uniknąć. Mimo złośliwego losu, który stawia na drodze zbyt wiele przeszkód, mimo złych decyzji i wielu zmarnowanych lat wciąż mają nadzieję, że w końcu będzie dobrze, że niczym nie będą musiały się martwić.

Autorka wykreowała przesympatycznych bohaterów. Takich, z którymi łatwo się utożsamić. Są realni, bardzo ludzcy i swojscy. Chce się o nich czytać i chciałoby się ich poznać.  Lato utkane z marzeń jest słodko-gorzką, wciągającą powieścią. Jest historią o drugich szansach oraz o tym, że nigdy nie jest za późno na szczęście. Pełna mądrych myśli, zabawnych fragmentów i luźnych przepychanek słownych. Taka lekka, taka przyjemna, taka grzejąca serducho. 

Lato utkane z marzeń jest kontynuacją Wieczór taki jak ten, ale bez problemu odnajdziecie się w fabule nie znając poprzedniego tomu. Autorka zadbała o to, by tak było. Zawarła w tekście wiele odniesień do przeszłości a także wyjaśnienia kwestii, które mogłyby być niejasne. Przy czym nie zdradziła zbyt wielu szczegółów, które prawdopodobnie zepsułyby przyjemność lektury poprzedniej książki. Jednak jestem więcej niż pewna, że zupełnie tak jak ja zapragniecie bliżej poznać bohaterów i sięgniecie po pierwszy tom. Właśnie zabieram się za Wieczór w taki jak ten i zupełnie ignoruję fakt, że mamy środek lata, a książka jest iście Świąteczna. Przecież do Bożego Narodzenia zostało niecałe pół roku, to już całkiem niewiele...

Świetnie sprawdzi się w leniwe letnie wieczory. Lato utkane z marzeń będzie doskonałym wyborem dla wszystkich, którzy szukają lekkiej i niezobowiązującej lektury, a przy tym dającej do myślenia, pocieszającej i rozgrzewającej serce, przepełnionej emocjami i czystym dobrem. Zaczytajcie się, polecam! :)



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.



Razem z wydawnictwem Czwarta Strona przygotowaliśmy dla Wam dwa egzemplarze książki. Możecie je zdobyć biorąc udział w konkursie. Regulamin znajdziecie tutaj, a szczegóły poniżej.




Zwycięskie komentarze:

Agnieszka Bartoszek 
Moje wymarzone lato to stary dom na odludziu, najlepiej w środku lasu, nieopodal jeziora. To codzinne śniadania na tarasie przy śpiewie ptaków, a w deszczowe dni przy dźwięku deszczu stukającego o parapet. To spacery przez las nad jezioro, w którym można się kąpać albo łowić ryby. I obserwowanie mojego psa, który boi się wody, ale ciekawość nie pozwala mu odejść od brzegu. To obiady przygotowywane całą rodziną, proste, nieśpieszne, takie, które smakują najlepiej. A po obiedzie czytanie w hamaku. Pod wieczór zabawa w podchody z córeczką. Wieczorem, kiedy już zaśnie, taras, wino i my dwoje. I jeszcze cykanie świerszczy. A ponieważ to wymarzone lato, nie gryzą nas komary. Na weekend przyjeżdżają bliscy znajomi. Siedzimy razem, jemy, śmiejemy się. O wiele za długo, żeby wstać rano. Ale to nic, dla odmiany dzieci przynoszą nam śniadanie do łóżek - sok i kanapki z twarożkiem posmarowane niewprawną rączką. Po jedzeniu wszyscy pieczemy ciasto z jabłkami...
A może by tak to lato przeciągnąć na zawsze?


Weronika “Verciiak” Nawrocka 
Wakacje, które zapamiętam do końca życia. Wraz z przyjaciółka planowałyśmy wybrać się nad morze. Były to nasze pierwsze samodzielne wakacje, więc wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. Podróż odbyła się bezproblemowo, gdy już zobaczyłyśmy morze, uśmiech nam nie schodził z twarzy. Już pierwszego dnia wiedziałyśmy, że nie będziemy się tam nudzić. Spacerowałyśmy po promenadzie i właśnie wtedy Go zobaczyłam. Był gitarzystą małego zespołu, który właśnie dawał koncert w jednej z knajp. Od tego czasu codziennie tam byłam, obserwując jego widoczną miłość do muzyki. Nie łudziłam się, że może mnie kiedyś zauważyć, po prostu chciałam zawsze na niego patrzeć. Nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego na czyiś widok, jednak on rozbudzał we mnie emocje, o których sama nie miałam pojęcia. W przedostatni dzień naszych wakacji, tak jak codziennie poszłyśmy do knajpy, żeby ich posłuchać. W czasie przerwy poszłyśmy zamówić sobie drinka. Chciałyśmy poszukać dla siebie jakiś stolik , jednak gdy się odwracałam ktoś na mnie wpadł i wszystko rozlał. Nieźle się wtedy wkurzyłam, sprawca tego wszystkiego także. Jednak, gdy zobaczyłam kim on jest, cała złość nagle zniknęła. To był On. Nagle z pewnej siebie stałam się zagubioną dziewczyną i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Gdy mnie zobaczył, poszedł sobie bez słowa. Byłam w szoku, że mógł mnie tak olać i po prostu sobie pójść. Przerwa się kończyła, zespół już wchodził na scenę. Jednak zamiast wokalisty na środku stanął gitarzysta. Zapowiedział, że teraz on zaśpiewa piosenkę, dla kogoś kogo chciałby przeprosić. Stałam osłupiała i nie mogłam oderwać od niego wzroku, zwłaszcza, gdy zaczął śpiewać. Słowa piosenki jeszcze bardziej mnie zaskoczyły, ponieważ spodziewałam się słów przeprosinowych. A on śpiewał o miłości od pierwszego wejrzenia. Po piosence nadal nie mogłam się zmusić do choćby najmniejszego ruchu. To on podszedł do mnie, przeprosił jeszcze raz i spytał czy możemy zacząć od nowa. Nigdy wcześniej nie wierzyłam w miłość. A zwłaszcza w coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia. Jednak on udowodnił mi, że coś takiego naprawdę istnieje. Ta historia nie jest o przelotnym wakacyjnym romansie. Jest o prawdziwej miłości, która zdarza się tylko raz w życiu.


 

Gratuluję dziewczyny! :)

Disqs rozdzielił Wasze zgłoszenia na 2 - część przeczytacie otwierając stroną na komputerze, część na telefonie. Nie wiem skąd taki podział, ale przy podejmowaniu decyzji uwzględniłam każde zgłoszenie.

M.

Moje serce w dwóch światach - Jojo Moyes

Długo czekałam na kontynuację historii Louisy Clark. Drugi tom skończył się w sposób, który dawał nadzieję na ciąg dalszy. I o ile po Zanim się pojawiłeś miałam wątpliwości, czy będę chciała czytać Kiedy odszedłeś, o tyle byłam pewna, że Moje serce w dwóch światach będzie dla mnie lekturą obowiązkową.

Louisa postanawia zmienić swoje życie. W końcu jest w stanie spełnić życzenie Willa - po prostu żyć, próbować nowych rzeczy i pozwalać sobie na więcej. Dziewczyna wyjeżdża do Nowego Jorku, gdzie czeka na nią posada asystentki żony okropnie bogatego biznesmena. Pochłonięta nowymi obowiązkami i życiem w mieście które nigdy nie śpi coraz bardziej oddala się od czekającego i tęskniącego za nią w Londynie Sama. Jak się okazuje, miłość na odległość nie jest łatwa - zwłaszcza kiedy na horyzoncie pojawiają się atrakcyjni znajomi.

Dobrze jest wrócić do znajomych postaci, sprawdzić co słychać u tych, których zdążyliśmy polubić czytając poprzednie tomy powieści. To właśnie lubię w seriach - powroty. Długo musieliśmy czekać na dalszy ciąg historii Louisy Clark, tym większą radość sprawia możliwość ponownego zajrzenia do jej życia, do życia jej najbliższych. Bo w tej serii nie chodzi tylko o Lou, chodzi o każdą osobę pojawiającą się na kartach. Wszyscy są wyjątkowi i zapadają głęboko w pamięć. Poza postaciami, które doskonale znamy w książce pojawia się mnóstwo nowych bohaterów. Nowojorscy pracodawcy Lou - państwo Gopnikowie. Spowodują niemałe zamieszanie w życiu Louisy. Na jej drodze staną nowi przyjaciele - każdy z nich będzie inny, ale równie istotny dla rozwoju fabuły.  Pozna też mężczyznę uderzająco podobnego do Willa... oraz cudowną starszą panią, która odegra jedną z ważniejszych ról w życiu głównej bohaterki. Przed Lou prawdziwe rewolucje i ogromne zmiany. Najważniejsze, by w tym całym zamieszaniu pozostać sobą...


Moje serce w dwóch światach ma być tomem kończącym serię z Louisą Clark w roli głównej, ale mam wrażenie, że Moyes ponownie zostawiła sobie otwartą furtkę i jeśli kiedykolwiek będzie chciała wrócić do tej historii, to zrobi to z ogromną łatwością. Mnie by się to nawet podobało. Ta seria mogłaby ciągnąć się w nieskończoność, a ja czytałabym wszystko i prawdopodobnie pokochałabym każdą kolejną książkę. Na tę chwilę mogę śmiało stwierdzić, że Moje serce w dwóch światach było najlepszą książką Jojo Moyes jaką do tej pory czytałam - a przeczytałam już wszystkie!

Moyes po prostu potrafi pisać. Jej powieści zawsze są w dobrym stylu. Zaskakują niebanalnymi mądrościami zawartymi w niby prozaicznych, ale dających do myślenia wydarzeniach. Autorka zna umiar i potrafi stawiać sobie granice. Moje serce w dwóch światach jest jakby szyte na miarę. Idealne, w punkt. Niczego nie jest za dużo ani niczego za mało. Do świetnie wyważonej fabuły trzeba dodać piękne, bogate słownictwo i voilà, mamy powieść idealną. I chociaż przyznaję, że w pewnym momencie miałam wrażenie, że jeśli wydarzenia rozwiną się w kierunku w którym nie chciałabym, żeby się rozwijały, to już absolutnie nic nie będzie w stanie uratować tej historii... Na szczęście Moyes mnie nie zawiodła. To kolejna rewelacyjna książka - pełna ciepła, dobroci i humoru. Taka do pokochania. Nie chcielibyście jej przegapić.

Moje serce w dwóch światach jest lekturą obowiązkową dla wszystkich, którzy sięgnęli po pierwsze dwa tomy przygód Lou. Bez względu na to, czy podobała Wam się druga część, czy nie - ta książka z pewnością spełni Wasze oczekiwania. Jest idealnym dopełnieniem serii. Jeśli nie mieliście jeszcze okazji poznać Louisy, niech zachęci Was fakt, że są to jedne z piękniejszych książek obyczajowych jakie będziecie mieli okazje poznać. Uwielbiam Moyes, uwielbiam Lou, mam nadzieję, że i Wy się zakochacie, o ile jeszcze tego nie zrobiliście. 


M.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak.

E-BOOK: Chłopiec z klocków - Keith Stuart


Czuję, że zanim zacznę pisać właściwą opinię, powinnam wyjaśnić Wam jedną rzecz. Nie jestem przeciwniczką gier komputerowych. Sama od czasu do czasu gram w World of Warcraft i sprawia mi to ogromną radość. Jednak do Minectraft'a podchodzę z ogromną rezerwą. Wiem, na przykładzie dużo młodszego kuzyna, jak źle może wpłynąć na zachowanie dziecka. Oczywiście nie zakładam, że na każdego wpłynie tak samo, ale pewien niesmak i niechęć pozostają... Dlaczego wspominam o Minecrafcie? Bo pełni on w książce swego rodzaju metodę terapii, odskocznię dla chłopca chorującego na autyzm.

Nie jestem pewna jak ocenić tę książkę. Dlatego polecam przekonać się samemu. Chłopiec z klocków to z pewnością ciekawa obyczajówka. Ebooka w świetnej cenie znajdziecie na virtualo.pl

Alex znajduje się w nieciekawym położeniu. Jego życie coraz bardziej absorbuje praca, za którą notabene nie przepada. Przestaje dogadywać się z żoną, a w końcu nie rozumie syna chorującego na autyzm. Mężczyzna jest bezradny i przytłoczony. W dodatku właśnie wylądował w pokoju gościnnym przyjaciela, na dziurawym materacu. Dopiero w tej ostatecznej sytuacji zdaje sobie sprawę, że nie zrobił wszystkiego co w jego mocy, by zrozumieć własnego syna. Nieoczekiwanie z pomocą przychodzi mu gra... Minecraft.

Życie z autystykiem, nawet wysokofunkcjonującym nie jest łatwe, a Alex bardzo dobitnie się o tym przekonuje. Kiedy traci pracę i jedyne, na czym może się skupić, to analizowanie swojego położenia, za najwyższy cel stawia sobie dotarcie do Sama i odzyskanie tego, co dla niego najważniejsze, a czego do tej pory nie doceniał - rodziny. Aby zrozumieć świat ośmioletniego syna, ojciec musi wykazać się ogromną cierpliwością, wytrwałością i determinacją. Musi przezwyciężyć poczucie porażki, które pojawia się za każdym razem, kiedy próba kontaktu z nim kończy się niepowodzeniem. To będzie ciężki proces, ale warto się w niego zaangażować.




Jedną rzecz musicie o mnie wiedzieć. Studiuję pedagogikę specjalną. O autyźmie w teorii słyszałam już chyba wszystko. Przygotowałam kilka prezentacji, przeczytałam mnóstwo artykułów, obejrzałam niejeden film. Z dzieciakami chorującymi nie miałam zbyt wiele do czynienia, ot kilka krótkich spotkań na praktykach, nie było nawet okazji dokładnie przyjrzeć się ich zachowaniom. Nie uważam żebym była specjalistką, ale co nieco wiem. A postać Sama nie do końca mnie do siebie przekonuje. Wydaje mi się schematyczna i skonstruowana nieco zbyt ostrożnie, zbyt zachowawczo... Autyzmu nie można dokładnie opisać i wypatrywać wszystkich objawów u każdego chorego, wiem o tym. Jednak w kreacji chłopca jest coś, czego ja zwyczajnie nie kupuję

Nie zmienia to jednak faktu, że książka daje możliwość pozyskania podstawowych informacji na temat autyzmu. Autor potrafi zainteresować tematem, wplata w fabułę ciekawostki i fakty o chorobie. Jednak nie do końca wykorzystuje potencjał, jaki ma ta historia. Nie jestem zwolenniczką Minecrafta. Uważam, że gra nie ma zupełnie sensu, dlatego męczyłam się czytając fragmenty jej poświęcone. A jest ich sporo. Niemniej jednak, podoba mi się nietypowe podejście do terapii. I tu pojawia się problem, jaki mam z Chłopcem z klocków. Coś mi się nie podoba, ale fajnie, że zostało tak przedstawione. Mam w głowie mnóstwo sprzecznych odczuć.

Chłopiec z klocków w interesujący sposób pokazuje proces oswajania się z chorobą w rodzinie. Autor dużą uwagę skupia na przedstawieniu społecznych aspektów życia z autystykiem. Na tej płaszczyźnie książka podobała mi się najbardziej. Z każdym chorym trzeba nauczyć się współżyć. Bez względu na to, co to za choroba i czym się objawia, proces akceptacji jest ciężki. Zwłaszcza, jeśli niepełnosprawność dotyka dziecka. Keith Stuart poradził sobie świetnie z przedstawieniem odczuć Alexa względem Sama - pewnie dlatego, że sam jest ojcem autystycznego chłopca. Relacja między bohaterami wzbudza wiele emocji, często dogłębnie porusza. Ojcowska miłość zawsze mnie rozczula, tak też było tym razem. 

Mam neutralne podejście do Chłopca z klocków. Z jednej strony podoba mi się warstwa obyczajowa, polubiłam postać Alexa i nie raz łezka zakręciła mi się w oku, kiedy docierał się z synem. Z drugiej strony nie przemówił do mnie chory na autyzm Sam, nie jestem też fanką wykorzystania Minecrafta w roli niejakiej metody terapeutycznej, mimo że uważam pomysł i realizację za całkiem udane. Dawno już żadna książka nie wprowadziła mnie w stan takiego niezdecydowania co do jej oceny....

Podtrzymuję zdanie, że warto byłoby poznać Chłopca z klocków i wyrobić sobie na jego temat własną opinię. Dlatego jeszcze raz odsyłam Was do virtualo.pl gdzie znajdziecie ebooka w promocyjnej cenie. 



M.






Przedpremierowo: Hot Mess - Lucy Vine


Lubicie humor rodem z Bridget Jones i Seksu w Wielkim Mieście? Ja jestem ogromną fanką zarówno jednego jak i drugiego, dlatego kiedy przeczytałam, że Hot Mess porównywana jest do obu klasyków, wiedziałam, że muszę ją poznać. Bardzo pozytywnie nastawiałam się do tej książki. Ale zupełnie nie spodziewałam się, że niemal przez całą historię będę chichotać pod nosem i nieustannie gratulować autorce, że wykreowała tak bardzo realistyczną i genialną główną bohaterkę! Czy Eleanor Knight ma szansę stać się tak kultową postacią jak Bridget albo Carrie i stanąć na czele wszystkich zadeklarowanych singielek?


Poznajcie Ellie. Niewiele czasu zostało do jej trzydziestych urodzin. W tym wieku powinna już odhaczyć 4 punkty z listy życiowych celów każdej kobiety: stałego partnera (najlepiej męża), dziecko, własne mieszkanie oraz dobrą, przynoszącą satysfakcję pracę. Tymczasem Ellie jest singielką, praca już dawno przestała sprawiać jej radość a stan Nory (jak pieszczotliwie nazywa stancję w której obecnie mieszka) woła o pomstę do nieba. W poczuciu beznadziejności i kompletnego braku nadziei postanawia ulec namowom przyjaciół i zacząć korzystać z Tindera... 

Główna bohaterka jest mistrzynią pakowania się w niezręczne sytuacje, trafiania na nieodpowiednich facetów, podejmowania złych decyzji i zawodzenia bliskich swoją nieodpowiednią, w ich mniemaniu, postawą wobec życia. Ellie sypie anegdotkami dotyczącymi nieudanych randek  jak z rękawa, a najlepszą randkę potrafi zepsuć nagłym wybuchem płaczu. Do kompletu żenujących sytuacji i ludzi dochodzi jej ojciec - Alan, którego ja pokochałam całym sercem, a Ellie nieustannie płonie przy nim ze wstydu. Alan, po pierwsze zupełnie jak jego córka rozpoczyna randkowanie za pomocą aplikacji, a po drugie postanawia napisać własną książkę (pikantnego erotyka) którą mamy okazję poznawać między poszczególnymi rozdziałami głównej historii. To po porostu trzeba przeczytać. Lucy Vine musi mieć ogromny talent, bo napisać tekst na miarę Alana Bernarda Knighta to nie lada wyczyn! Myślałam, że spadnę z krzesła przy każdej kolejnej części Siedemdziesięciu czterech oblicz Tony'ego. Możecie się domyślać, czym inspirowana była ta książka... ;)  

Kiedy jesteś mała (...) masz w głowie mnóstwo wyobrażeń na temat tego, jak będzie wyglądało twoje życie. Wszyscy oczekują, że będziesz dążyła do spełnienia jedynego powszechnie obowiązującego marzenia dla dziewcząt, czyli bajki o małżeństwie i dzieciach. I że już jako pięciolatka zaczniesz planować swój ślub. Ale wierz mi, Ellie, życie ma w zanadrzu znacznie, znacznie więcej. Dla mnie, zwłaszcza jako kobiety, małżeństwo wiązało się z daleko posuniętym wyrzeczeniem. Nie chciałam niczego poświęcać. Nie chciałam rezygnować z własnego życia na rzecz drugiej osoby. Chciałam być szczęśliwa, a dla mnie oznaczało to samotność. Bądź szczęśliwa, Ellie, wybierz własną drogę.

Postać Ellie Knight nie wpisuje się w żadne znane mi schematy. To rewelacyjnie wykreowana, nieprzebierająca w słowach i bezkompromisowa współczesna kobieta z krwi i kości. Jej historia wyróżnia się spośród popularnych romansów, ale wiele kobiet odnajdzie w niej cząstkę swojego życia. Hot Mess w całej swojej lekkości i komediowej otoczce okazuje się być lekturą bardzo istotną w obecnych czasach. Presja posiadania drugiej połówki, ułożenia sobie życia w sposób jakiego oczekują inni, rozpoczynania kolejnych etapów i ustatkowania się jest w stanie zrujnować poczucie własnej wartości nawet tym najtwardszym babeczkom. Hot Mess pokazuje, ze pogoń za księciem na białym koniu i happy end przed ołtarzem nie jest szczytem marzeń każdej kobiety. Wydarzenia, które mamy okazję obserwować prowadzą Ellie - i nas, czytelniczki - do bardzo ważnej i oczywistej, choć nie przez wszystkich uznawanej puenty - szczęście i spełnienie życiowe nie dla każdego będzie tym samym, dlatego ślepe podążanie drogą, którą wybierają dla nas inni, lub którą narzuca społeczeństwo na pewno nie sprawi, że wszyscy będziemy tak samo szczęśliwi. Jaką drogę wybierze dla siebie Ellie - to musicie sprawdzić sami. Jedno mogę Wam obiecać. Będziecie się świetnie bawić śledząc jej poczytania.

Dawno nie uśmiałam się tak przy żadnej powieści obyczajowej. Coś mi mówi, że wiele kobiet doceni bezpośredniość głównej bohaterki i zakocha się w jej przeuroczym ojcu.  Jeśli szukacie nieszablonowej i niebanalnej książki dla kobiet, to właśnie ją znaleźliście. To świetny debiut Lucy Vine. Z chęcią zobaczyłabym Hot Mess na wielkim ekranie. Myślę, że film byłby hitem. Ale na tę chwilę mam nadzieję, że książka trafi do wielu kobiet i sprawi, że na ustach każdej z nich pojawi się wielki uśmiech.

Co prawda na Hot Mess trzeba będzie jeszcze trochę poczekać - jej premiera planowana jest na 9 maja, ale już teraz można zamówić książkę na stronie empiku. Jeśli do tej pory nie byliście pewni, czy warto ją przeczytać, to mam nadzieję, że udało mi się przekonać Was, że warto. 


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Burda Książki.

E-BOOK: We dwoje - Nicolas Sparks


Jeśli jesteście to ze mną przez dłuższy czas, to z pewnością wiecie, że moje podejście do powieści Sparksa jest, delikatnie mówiąc, sceptyczne. Próbowałam nie raz, i jak do tej pory tylko jednej książce udało się mnie nie zanudzić...  Prawdę mówiąc, tylko jedną udało mi się przeczytać w całości. Postanowiłam dać autorowi i sobie jeszcze jedną szansę. A jego najnowsza książka była do tego świetną okazją. Co z tego wyszło? 

Russel Green prowadzi spokojne życie z żoną i córką u boku. Nie ma wielu powodów do zmartwień, doba praca zapewnia poczucie bezpieczeństwa - wszystko wydaje układać się idealnie. Do czasu. Vivien postanawia wrócić do pracy. Jej kariera się rozwija, coraz więcej codziennych zajęć spada na Russela. Mężczyzna musi zająć się córką i zmienić pracę, dostosować ją do nowych obowiązków. W międzyczasie zauważa, że jego pozornie szczęśliwe małżeństwo zaczyna się rozpadać. To nie wszystkie nieszczęścia, które czekają na Russela w najbliższym czasie. Gdy już traci nadzieję, na jego drodze pojawia się znajoma z dawnych lat...

Oczekiwałam romansu z krwi i kości. W końcu z tego znany jest Sparks. Miałam ochotę się wyluzować, miałam ochotę na słodką i uroczą historię dwojga ludzi, którzy szaleńczo się w sobie zakochują, którzy są w stanie pokonać wszelkie przeciwności losu pojawiające się na drodze do szczęścia. Zachęcona pozytywnymi ocenami i opiniami czytelników, których spora część twierdzi, że to zupełnie inny Sparks, zaryzykowałam. Miłość jest - ale nie do końca taka, jakiej się spodziewałam. Z jednej strony - fajnie, to coś nowego. Z drugiej - może bezpieczniej byłoby zostać przy tradycyjnym romansie? Historia jest bardzo przewidywalna i zwyczajnie średnia.

Po pierwsze przez niemiłosierne rozwlekanie.

Autor ogromną wagę kładzie na szczegóły. Nawet najbardziej prozaicznym czynnościom poświęca dużo uwagi. Za dużo. Nigdy nie uda mi się przyzwyczaić do tych niekończących się opisów. A już z pewnością nie zrozumiem rozwlekania oczywistych kwestii na kilkadziesiąt stron. Weźmy na przykład nieudane małżeństwo Russela - bardzo szybko można wywnioskować co przyczyniło się do jego rozpadu, nie trzeba analizować każdej sekundy, wszystko jest jasne niemal od samego początku. Wolałabym, żeby te rozdziały zostały poświęcone ciekawszym kwestiom, albo zupełnie usunięte. 


Po drugie przez bohaterów. 

Mówi się, że rynek wydawniczy zasypują powieści z głównymi bohaterkami, które są całkowicie pozbawione wyrazu. Wiecie co jest gorsze? Męskie postacie, które są całkowicie pozbawione wyrazu. Russel Green to największa ciepła klucha na świecie. Mam wrażenie, że jego jedyną zasługą jest fakt, że został sam z córką i za to należą mu się owacje na stojąco. Gdyby nie rodzice i siostra, bardzo szybko skończyłby z ręką w nocniku. Po drugiej stronie mamy Vivian Green  - wyrachowaną, zimną jak lód i apodyktyczną kobietę biznesu. Sama nie wiem kto był gorszy - stłamszony przez żonę Russel, czy Królowa Lodu - Vivian. Mały promyczek słońca, w którym pokładałam największe nadzieje to mała London - skradła moje serce i do samego końca w nim pozostała. 


Jedyne co trzymało mnie przy lekturze to relacja ojciec - córka. Sama jestem córeczką tatusia (raczej nie w złym słów tych znaczeniu - mam tu na myśli bliskość :), dlatego chętnie poznaję tego typu stosunki. Byłam też ciekawa jak potoczą się losy tej dwójki, gdy w ich życiu pojawi się ktoś nowy. Nie mogę odmówić historii chwytających za serce momentów i kilku wydarzeń zmuszających do refleksji i wyciągnięcia wniosków. Niestety, to zdecydowanie za mało.


Bardzo chciałam, żeby tym razem mi się spodobało. Liczyłam na to. W końcu do tej pory każdy ebook, który wybrałam w virtualo.pl był strzałem w 10! Miałam nadzieję, że i tym razem przyniesie mi szczęście. :) Niestety. We dwoje zupełnie nie przypadło mi do gustu. Autor miał całkiem ciekawy pomysł na fabułę, ale popsuł wszystko beznadziejnymi bohaterami i okropnie rozwleczoną akcją.

Wiem, że znajdzie się tu wielu fanów twórczości autora, dlatego jeśli jeszcze nie udało Wam się przeczytać We dwoje, to zostawiam Wam link do ebooka w promocyjnej cenie, w księgarni virtualo.pl - wystarczy kliknąć.



INSTA SZORTY


Insta szorty, czyli krótkie opinie, które dotychczas pojawiały się tylko na Instagramie. Od dziś będziecie mogli znaleźć je również tutaj. Cyklicznie - raz, dwa razy w miesiącu. Za każdym razem w zestawieniu po trzy. Tym razem zaczynamy od thrillera psychologicznego, następnie łagodzimy trochę klimat z powieścią obyczajową. Kończymy mocnym akcentem - kontrowersyjnym reportażem. Zapraszam.



BAD MOMMY. ZŁA MAMA - TARRYN FISHER


W Bad mommy główne skrzypce gra Fig - choć książka podzielona jest na trzy części, to ona jest ogniwem zapalnym - która w pogoni za idealnym życiem postanawia zaskarbić sobie sympatię nowych sąsiadów - Jonene i Dariusa - i wykorzystać ją w zupełnie niekonwencjonalny sposób. Taka sama sukienka, podobne zdjęcia na Instagramie, jedzenie w tych samych knajpach a nawet identyczna zasłona prysznicowa... To czysty przypadek czy umyślne kopiowanie stylu koleżanki? Czego jeszcze zapragnie Fig? I czy odważy się po to sięgnąć?

Uwielbiam sposób w jaki Fisher kreuje swoich bohaterów. Są przerażająco autentyczni, absolutnie hipnotyzujący - psychopaci z krwi i kości. To dzięki nim jej powieści nabierają niepokojącego klimatu. Taka też zapowiadała się być "Bad mommy". Napięta atmosfera od pierwszych stron dawała o sobie znać zwiastując przepyszny thriller psychologiczny. O ile jako thriller nie sprostała moim oczekiwaniom (ubolewam nad zmarnowanym potencjałem historii), o tyle pod względem kreacji psychologicznej bohaterów jak najbardziej tak! Otóż mamy tu psychopatkę, która przejawia cechy osobowości paranoicznej, doskonale ukrywającego się socjopatę a w końcu naiwnie opiekuńczą i przyjacielską postać, która stała się ofiarą nieczystych gier i manipulacji z ich strony.
Mieszanka wybuchowa! Warto sprawdzić co z niej wyniknie. 

To jak, otworzycie drzwi, kiedy zapuka do nich nowa sąsiadka?


ÓSMY CUD ŚWIATA - MAGDALENA WITKIEWICZ



Tym razem autorka zabiera nas do Wietnamu, gdzie razem z Anną przeżywamy romantyczną przygodę. Kobieta znajduje się w ciężkim momencie swojego życia. Zupełnie straciła nadzieję na prawdziwą miłość. Czuje się samotna. Lata lecą, a ona wciąż nie znalazła kogoś, kto będzie przy niej na dobre i złe. Gdy samotność zaczyna podsuwać jej niedorzeczne pomysły, na jej drodze staje Tomasz. 

Długo zastanawiałam się co napisać o "Ósmym cudzie świata". W końcu naprawdę lubię powieści Magdaleny Witkiewicz, więc i ta powinna mi się podobać. Dlatego, że jest w takim samym klimacie jak poprzednie książki autorki. Dlatego, że tak samo kipi pozytywną energią i tak samo rozgrzewa serducho. Ale coś się zmieniło w moim podejściu do książek. Potrzebuję czegoś innego, szukam nowych wrażeń i emocji. Czytanie kolejnej, opartej na niezmiennych schematach książki z serii zrozpaczona kobieta, która straciła nadzieję na miłość - niespodziewane odnalezienie mężczyzny idealnego, takiego na całe życie sprawia, że żadna historia nie jest wyjątkowa. A czy nie tego szukamy w powieściach?

To przyjemna pozycja. Taka na raz, na jeden wieczór. Magdalena Witkiewicz tradycyjnie zapewnia szczęśliwe zakończenie, solidną dawkę uśmiechów i wzruszeń. Na jesienną aurę, do ciepłej herbaty sprawdzi się świetnie. Bez wątpienia spodoba się fanom lekkiej literatury obyczajowej. 



CELIBAT. OPOWIEŚCI O MIŁOŚCI I POŻĄDANIU - MARCIN WÓJCIK


Czytujecie reportaże? Mnie ostatnio wpadł w ręce Celibat... Marcina Wójcika. Jako że byłam świeżo po lekturze Zakonnice odchodzą po cichu, to od razy zabrałam się za czytanie. 😊

Kościół kryje wiele sekretów. A znaczna ich część dotyczy księży. Jak naprawdę żyją, z jakimi pokusami się mierzą? Co robią, żeby ich uniknąć i czy w ogóle próbują ich unikać? Co sprawia, że decydują się na zawsze zdjąć sutannę? W końcu jak rozumieją celibat i ile on dla nich znaczy...

Celibat. Opowieść o miłości i pożądaniu to odważny reportaż, który skupia w sobie historie byłych i obecnych księży oraz kobiet, które były/są z nimi związane. Opowiadając o swoich przeżyciach nie przebierają w słowach i nie bawią się w półśrodki. Może dlatego ta książka tak bardzo wbija się w pamięć, a momentami wydaje się być wręcz niewiarygodna. Mimo że poczytania księży i ich luźne podejście do celibatu są już powszechnie znane, to to co można znaleźć na kartach tej pozycji przerasta wszelkie oczekiwania...
Bez wątpienia kontrowersyjny, często wprawiający w osłupienie i pozostawiający niesmak, a jednocześnie niezwykle lekki i przystępny w odbiorze reportaż. Tę książkę pochłania się na raz. I zapamiętuje na bardzo długo.

Myślę, że nie jest to tytuł, który można polecić albo nie... Jednak jeśli ktoś interesuje się tematem albo jest zwyczajnie ciekawy i szuka mocnej lektury to może się zainteresować Celibatem... .



Która z książek przykuła Waszą uwagę? Dajcie znać w komentarzu.

Angielka - Katherine Webb



Joan od zawsze interesowała się Arabią. Fascynację rozbudził w niej ojciec, czytając Baśnie Tysiąca i jednej nocy. Młoda pani archeolog ma okazję wybrać się w podróż marzeń, i nadzieję na zbadanie fortu Jarbit. Zabiera ze sobą narzeczonego i rusza w drogę. W czasie pobytu w Maskat spotyka swoją idolkę Maudey Vickery - pierwszą kobietę, która przemierzyła pustynię. Starsza kobieta pogardliwie podchodzi do planów Joan. Strofuje ją i w pewnym stopniu miesza jej marzenia z błotem. Gdy dziewczyna traci nadzieję na realizacje swoich planów, dostaje kuszącą propozycję, która diametralnie wpłynie na jej życie.

Dużo podróżuję tego lata. Tym razem wybrałam się do pogrążonego w stanie wojny Omanu. Historia krajów arabskich nigdy nie interesowała mnie na tyle, by się w nią bezpośrednio zagłębiać. Może dlatego samo tło powieści, jakim jest wojna o Al-Dżabal al-Achdar okazało się dla mnie tak interesujące i emocjonujące. Autorka świetnie oddała niebezpieczny klimat miejsca i czasu. Osadzenie w nim akcji nadaje książce niepokojącego klimatu. Wzmaga go przygoda, którą przeżywa Joan. I jeszcze bardziej potęguje aura tajemniczości związana z historią Maudey Vickery.

Joan i Maude są doskonałym przykładem na to jak miejsca, podejmowane decyzje i przeżyte przygody zmieniają ludzi. Przemiana bohaterek następuje niespiesznie, ale jest widoczna i naprawdę fascynująca. Muszę przyznać, że po pierwszych dwóch rozdziałach, byłam przerażona i pewna, że ta książka będzie dla mnie istną męczarnią ze względu na główne bohaterki. Ani jedna, ani druga nie przypadła mi do gustu. Joan odebrałam jako rozkapryszoną i niezwykle dziecinną, Maude natomiast - wyniosłą i zgorzkniałą. Obecną postawę starszej pani wyjaśnia przedstawiona przez autorkę retrospekcja (ciekawa, wciągająca i odgrywająca kluczową rolę część całej historii), która ciągnie się od 1890 roku i ma swój finał w bierzących wydarzeniach. Irytujący charakterek Joan nadal pozostaje dla mnie zagadką. Niestety nawet przemiana jaką przechodzi kobieta nie jest w stanie go przyćmić. Nie można jednak odmówić jej odwagi i determinacji. Mimo wszystko to naprawdę ciekawa postać. Obie kobiety są silne i wbrew wszystkiemu sięgają po swoje marzenia. 

Katherine Webb za pomocą słów przenosi w miejsca o których pisze i przelewa emocje towarzyszące bohaterom na czytelnika. Zatem zagłębiając się w Angielce można poczuć parzące promienie słońca na skórze, podziwiać gwieździste niebo nad pustynią. I chociaż nigdy tam nie byłam, mam wrażenie jakbym wraz z zamknięciem książki wróciła z przepełnionej przygodami wyprawy po upalnej pustyni. Pozostaje mi tylko otrzeć pot z czoła i z niemałym żalem wrócić do rzeczywistości. Już nawet macham ręką na przewidywalność Angielki. Tak bardzo podoba mi się styl Webb, że nawet najbardziej oczywiste domknięcia wątków jestem w stanie jej wybaczyć.

Angielka to niebanalna i porywająca przygoda, romans i intryga w jednym. Książka dla kobiet w każdym wieku. Warto ją przeczytać a później postawić na swojej domowej biblioteczce.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Insignis.

Etykiety

.kobiece .podsumowanie A.J. Finn Abbi Glines Adam Christopher Adam Kay Adrian Bednarek Agata Czykierda - Grabowska Agata Przybyłek Agnieszka Lis Alek Rogoziński Alex Marwood Alex Michaelides Alice Clayton Alice Feeney Alison Noel Andrew Mayne Aneta Jadowska Anna Bellon Anna Ekberg Anna Ficner-Ogonowska Anna Kańtoch Anna McPartlin Anna Niedbał Anna Todd Artur Chmielewski Bartosz Szczygielski Belinda Bauer Bonnie Kistler Bonnie Smith Whitehouse Brittainy C. Cherry Brittainy C.Cherry Brodi Ashton C.L. Tylor Camilla Läckberg Cara Hunter Caroline Kepnes Carolyn Egan Carolyne Faulkner Charlaine Harris Chloe Esposito Chris McGeorge Christine Feret-Fleury Claire King Colleen Hoover Corinne Sweet Cynthia D'Aprix Sweeney Cynthia Hand Dani Rabaiotti Daniel Nyari Dolores Redondo Elaine DePricne Elisa Albert Emma Farrarons Erica Spindler Erin Hunter Erwin Thoma Eva Pohler Fiona Barton Francis Duncan Fuminori Nakamura Gabriela Gargaś Gilly Macmillan Girl Online Glenda Millard Gwenda Bond Helen Russell Holly Ringland J. Sterling J.P. Monninger JP Delaney Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Janice Y.K. Lee Jem Lester Jenna Evans Welch Jennifer L. Armentrout Jennifer L.Armentrout Jenny Han Jessica Khoury Jill McGrow Joanna Szarańska Jodi Meadows Joe Sugg John Corey Whaley Jojo Moyes Jolene Hart Jonh Anderws Jorge Cham & Daniel Whiteson Josh Malerman K.A Tucker Karen Dionne Karolina Wilczyńska Katarzyna Michalak Katarzyna Misiołek Kate Atkinson Katherine Webb Kayhryn Croft Keith Stuart Kelly Barnhill Kendall Ryan Kim Hlden Kim Holden Kimberly McCreight Kiran Millwood Hargrave Layla Wheldon Leisa Rayven Liebster Blog Award Linda Geddes Linia serc Lisa De Jong Lisa Hågensen Lorena Franco Louise Jensen Louise O'Neill Lucy Vine Mads Peder Nordbo Maeve Haran Magda Stachula Magdalena Witkiewicz Maggie Stiefvater Maja Lunde Marcin Wójcik Marie Benedict Markus Zusak Marta Guzowska Mary Beth Keane Maybe Someday Megan Miranda Meik Wiking Mia Sheridan Michaela DePrince Michał Gaszyński Michele Campbell Michelle Falkoff Michelle Frances Miranda Kenneally Natalia Sońska Natasza Socha Neil Gaiman Neil deGrasse Tyson Nicholas Sparks Nick Caruso Nicolas Sparks Paola Capriolo Paul Grossman Paula Hawkins Paulo Coelho Peternelle van Arsdale Philip Roth Piotr Wilkowiecki R.J.Palacio Rainbow Rowell Regina Brett Remigiusz Mróz Renata Chaczko S. R. Masters Sally Thorne Sandra Orzelska Sarah J. Maas Sarah Vaughan Saroo Brierley Shaun Bythell Stephanie Perkins Stuart Turton Susan Dennard Susan Mallery Sylwia Trojanowska Tammara Webber Tana French Tarryn Fisher Terry Brooks Tony Trixi Von Bulow Ule Hansen Valérie Tasso Wojciech Czusz Yann Martel Zbigniew Zborowski Zoe Sugg dr Richard Shepherd rebecca Donovan
Copyright © Maw reads