INSTA SZORTY | do kuchennej biblioteczki

Witam Was ponownie w Insta-szortach!
Książki kucharskie to moja ogromna słabość. Dlatego to im poświęcam dzisiejszy post. Każda z nich jest inna. Mamy tu coś dla wielbicieli przetworów, rewelacyjną książkę autorki popularnego bloga kulinarnego i w końcu encyklopedię smaku, która powinna znaleźć się na półce każdego, kto lubi łączyć smaki. Zapraszam!



Batch - Joel MacCharles, Dana Harrison

Lubicie przetwory? Ja uwielbiam! Problem w tym, że sama nigdy nie byłam w tym dobra... Kiedyś odtworzyłam przepis cioci na ogórki krokodylki, i wyszły tak pikantne, że nie dało się ich jeść. Pomyślałam, że lepiej zostać przy dżemach i tak też zrobiłam. Ale zawsze chciałam mieć spiżarnię pełną własnych przetworów. I nadal chcę! Dlatego cieszę się, że mam na swojej półce "Batch".

W książce znajdziemy porady jak konswerować żywność - nie tylko zakręcać słoiki, kisić i pastseyzować, ale i suszyć, mrozić albo infuzować... Do każdej z metod konserwacji autorzy sporządzili solidne "instrukcje". Znajdziemy w niej mnóstwo przepisów i pomysłów jak wykorzystać gotowe już przetwory. To skarbnica wiedzy! Do tego przepięknie wydana! Perełka na moim kuchennym regale. Czas ponownie zmierzyć się ze słoikami.



Wydawnictwo Otwarte.


Leksykon smaków - Niki Segnit


W łapkach trzymam Leksykon Smaków, który zaskoczył mnie ilością informacji, które zawiera. To wszystko, co musicie wiedzieć o łączeniu smaków. Ale nie tylko - pojawia się mnóstwo ciekawostek. Niektóre zestawienia zaskakują, inne doskonale znamy, a całośc tworzy genialne kompedium wiedzy na temat smaków. Możecie być pewni, że nic więcej nie potrzebujecie, żeby sanodzielnie, bez pomocy przepisów, wyczarować coś pysznego. 

Wydawnictwo Buchmann.





Smitten Kitchen czyli Nowy Jork na talerzu - Deb Perelman


Jakiś czas temu, korzystając z promocji w księgarni Znak kupiłam "Nowy Jork na talerzu", za niecałe 19zł!, i przepadłam!  Nigdy nie sądziłam, że przeczytam książkę kucharską od deski do deski, a tu proszę! Nie dość, że przepisy są ciekawe, o różnorodnej trudności i bardzo szczegółowo opisane, to do każdego z nich autorka dorzuca anegdotkę i dodatkowe wskazówki. W komplecie z pięknymi zdjęciami (książka jest wydana obłednie) i niezwykle przyjemną formą przekazu, tworzy kolejną perełkę w mojej kuchennej biblioteczce. Warto się za nią rozejrzeć na promocjach w księgarni internetowej Znaku, wciąż pojawia się w tej świetnej cenie.


Wydawnictwo Znak.



Macie jakąś z nich u siebie? A może polecicie mi książkę kucharską, którą Wy najbardziej lubicie? :)




Lokatorka - JP Delaney




Mieszkanie przy Folgate Street 1 jest niezwykłe. To nowoczesne, przerażająco minimalistyczne, w pełni skomputeryzowane miejsce, w którym wykorzystane zostały najnowsze technologie. Jest nie tylko chlubą właściciela, ale także chętnie podziwianym przez ludzi z zewnątrz dziełem architektonicznym. Nie każdy może w nim zamieszkać. Właściciel przygotował specjalny test psychologiczny, dzięki któremu wybiera odpowiednich kandydatów. Poza tym umowa najmu zawiera długą listę zakazów i nakazów obowiązujących w mieszkaniu. 

Jedną z lokatorek była Emma, która trafiła do niego poszukiwaniu bezpiecznego miejsca. Wydawało się idealne. Po pierwsze by rozpocząć nowy rozdział, po drugie, by wreszcie przestać się bać. Wraz z mieszkaniem do życia kobiety wkroczył właściciel - Edward Monkford. Ich romans  był intensywny, choć krótki. Pewnego dnia Emma została znaleziona martwa u podnóża schodów mieszkania przy Folgate Street 1.

Nowa lokatorka - Jane - nie tylko wyglądem przypomina Emmę. Tak samo jak ona pragnie zacząć nowe życie. Łączy je jeszcze jedno - zainteresowanie Edwarda Monkforda. Jednak Jane wydaje się być czujniejsza. Ciekawa historii poprzedniej lokatorki odkrywa tajemnice, których właściciele woleliby by nigdy nie wyszły na jaw. Kobieta dochodzi do wniosku, że i jej życie może okazać się zagrożone.

Dwa czynniki przesądziły o tym, że chcę przeczytać Lokatorkę:
  1. uwielbiam thrillery psychologiczne;
  2. bardzo zainteresował mnie motyw mieszkania.
Jako, że jestem fanką numer 1 programów w stylu HGTV, nie mogłam darować sobie Lokatorki. Opis sugerował, że mieszkanie stanie się głównym tłem historii, a także jednym z jej ważniejszych wątków. Muszę jednak przyznać, że obawiałam się potraktowania motywu domu po macoszemu. Wszyscy doskonale wiemy, jak często opisy mijają się z tym, co ostatecznie otrzymujemy... Na szczęście nie tym razem. 

Już od pierwszych stron czułam, że to będzie wyjątkowa książka. Moją uwagę przykuło wykorzystanie pytań z testu przy rozpoczynaniu kolejnych części książki. Tworzyły one coś w rodzaju zapowiedzi i subtelnego nakierowania na co zwrócić uwagę, jakich zachowań i wydarzeń można się spodziewać. A dzięki temu, że Lokatorka podzielona została na dwie przeplatające się ze sobą części - z przeszłości i teraźniejszości - można poznać historię obecnej i byłej mieszkanki domu, zajrzeć w głąb ich umysłów i przeanalizować postępowanie każdej z nich. Nie sposób nie porównywać obu postaci. Szybko okazuje się, że nie tylko wygląd, adres i kochanek łączy kobiety. Opowiadają o wydarzeniach, które wyglądają niemal identycznie zarówno u Emmy jak i Jane. Zupełnie jakby ktoś zaplanował scenariusz i odtwarzał go punkt po punkcie w życiu każdej z nich. Ta powtarzalność szybko staje się podejrzana. Historia Emmy kończy się tragicznie i wszystko wskazuje na to, że Jane podzieli jej los. 

Autor oddał naszej analizie tylko garstkę bohaterów, dlatego wytypowanie najbardziej podejrzanego z nich, okazało się całkiem proste, mimo że odkrycie prawdziwej osobowości każdej z postaci do łatwych nie należało. Dzięki złożonym i doskonale dopracowanym charakterom powstali niezwykle realistyczni bohaterowie. A ci porządnie namieszali w fabule. Poza sprawą śmierci jednej z głównych bohaterek otrzymaliśmy mnóstwo wątków pobocznych, które obnażyły niewygodne fakty i skrywane sekrety. Poza tym mniejszy lub większy sposób pozwoliły dowiedzieć się czegoś więcej o bohaterach. Nie każdy jest tym, na kogo wygląda.

I w końcu docieramy do punkt kulminacyjnego - spodziewałam się po nim czegoś lepszego. Bardzo szybko zorientowałam się co się święci, dlatego rozwiązanie zagadki śmierci Emmy nie było to dla mnie w żadnym stopniu zaskakujące. To chyba jedyna rzecz, która mnie zawiodła. Po książce ogłoszonej thrillerem roku w USA i UK i tak wielu pozytywnym opiniom spodziewałam się wbijającego w fotel zakończenia, a otrzymałam ot, takie... zupełnie oczywiste i przeciętne. 

Nie zmienia to jednak faktu, że Lokatorka to kawał dobrego thrillera psychologicznego! Po prostu mnie jako absolutnego freaka zakończeniowego ciężko zaspokoić. ;) Poza tym całość wywarła na mnie naprawdę świetne wrażenie, dlatego polecam Wam sięgnięcie po ten tytuł. Myślę, że się nie zawiedziecie.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.


Zły Romeo - Leisa Rayven


Cassie i Ethan kiedyś grali razem Szekspirowskich Romea i Julię. Recenzenci zauważyli niezwykłą chemię którą jak się okazało, czuć było nie tylko na scenie... Rozbudzona namiętność przerodziła się w związek, a ten zakończyło dramatyczne rozstanie i złamane serce. Po kilku latach propozycja zagrania w wymarzonej Broadwayowskiej sztuce ponownie skrzyżowała ich drogi. Dawni kochankowie znowu mają okazję stanąć razem na scenie. Jak to się dla nich skończy? Czy miłość rozkwitnie na nowo?

Zły Romeo podzielony jest na wydarzenia z przeszłości - dokładnie 6 lat przed bieżącymi - i czas obecny. Dzięki temu mamy okazję przyjrzeć się dokładnie historii i poznać całą genezę bieżącej sytuacji głównych bohaterów, a jednocześnie odkryć ich dwa oblicza.
Cassie i Etan sprzed sześciu lat mają zadziorne charaktery, dlatego ich rozmowy pełne są potyczek słownych i przekomarzanek. Obydwoje zostali obdarowani przez autorkę świetnym poczuciem humory. Cassie jest absolutną pozytywną wariatką z niepohamowaną obsesją na punkcie... męskich sfer intymnych, a ściślej rzecz biorąc, sfery intymnej Ethana Holta. Holt natomiast - z nie do końca jasnych przyczyn, nieustannie odmawia dziewczynie pełnego zbliżenia. Jedno i drugie jest uparte, oboje ewidentnie coś do siebie czują, ale mur postawiony przez Ethana trzyma się całkiem dobrze. Do czasu...
Dorosła Cassandra z kolei, jeszcze bardziej zyskała na zadziorności, ale niewinność i naiwność, która cechowała ją kilka lat wcześniej zupełnie zniknęły. To ciekawy obraz zmian, jakie mogą zajść w kobiecie na przestrzeni lat i pod wpływem dramatycznego rozstania. Co zmieni się w Ethanie? Musicie to sprawdzić! 

Zły Romeo jest książką z gatunku New Adult, dla starszej młodzieży. Oznacza to, że pojawiają się w niej wątki erotyczne. Samych zbliżeń jest niewiele (chwała Ci za to Leiso Rayven!), jednak wspomniana już wcześniej obsesja Cassie na punkcie przyrodzeń męskich, objawia się dość często i dosadnie. Ale co najważniejsze - ta książka naprawdę ma fabułę a wydarzenia naprawdę obracają się wokół sztuk teatralnych. Poprowadzone są interesująco, zwiększając przyjemność z czytania. Ogromnie się cieszę, ze Zły Romeo w końcu pojawił się w Polsce! Czułam, że będzie to świetna książka i ani trochę się nie pomyliłam. Z kart powieści wylewają się emocje, ciarki wywołane gorącą relacją między bohaterami nieustannie przechodzą przez ciało - napiętą i elektryzującą atmosferę czuć przez całą historię. Świetnie wykreowane postacie dopełniają doskonałego obrazu całości.

Romeo i Julia w wydaniu Cassie i Ethana to nie do końca typowa love stroy. Znajdziecie w niej rozbudzające zmysły i wyobraźnię sceny, jednak na próżno szukać romantycznych uniesień i rozpalających serca wyznań. Książka jest lekka i niezmiernie zabawna, dlatego idealnie sprawdzi się... zawsze! :) Dziewczyny, jeśli lubicie powieści w takim stylu i uważacie, że Zły Romeo będzie w stanie rozpalić wasze zmysły - a będzie! - to szykujcie portfele! Na horyzoncie świetna książka!


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Otwartemu.

Bez szans - Mia Sheridan

Bez szans na wspólną przyszłość i lepsze życie dla obojga.
Przed kim otworzą się drzwi ku dobremu?


Położone w górach Dennville - miasteczko zamieszkałe przez ludzi, którzy stracili nadzieję na lepsze jutro. To miejsce, gdzie skumulowały się niemal wszelkie nieszczęścia, a największe z nich, bieda i głód, to chleb powszedni każdego mieszkańca. Tenleigh wciąż wierzy, że uda jej się opuścić Dennville i rozpocząć nowe życie. Robi wszystko co w jej mocy, by otrzymać stypendium, które pozwoli jej wybrać wymarzone studia. Dziewczyna dokładnie zaplanowała swoją przyszłość. Nie przewidziała jednak, że na jej drodze stanie Kyland, ani że połączy ich niezwykła więź i nieoczekiwane uczucie. Nie mogła przewidzieć tego, że chłopak także będzie starał się o stypendium i jedyną szansę na lepsze życie. Tylko jedna osoba może wygrać, tylko jedna ma szansę coś zmienić. Jak potoczą się ich losy? Czy ta miłość przetrwa wszystko?

Mia Sheridan w swojej najnowszej książce poruszyła wiele ciężkich kwestii społecznych na raz. Koncentrując się głównie na aspekcie materialnym mieszkańców miasteczka. Zwróciła uwagę czytelników na skutki biedoty i jej wpływ na kształtowanie osobowości. Poza tym, położyła ogromny nacisk na relacje rodzinne. No i tu pojawia się pierwsze ale... Niestety spora część historii Tenleigh, Kylanda i ich bliskich przepełniona jest absurdami. Dopóki autorka pozostaje w sferach romansu i słodkich słówek jest ich stosunkowo niewiele. Pojawiają się przy poważniejszych aspektach życia bohaterów (głównie pewnego okresu w życiu chłopaka, ale...więcej nie zdradzę, bo to wiąże się z ujawnieniem fabuły). Chociaż  niedociągnięcia ewidentnie kują w oczy nie można odmówić powieści  przyjemnego i odprężającego charakteru.

Bez szans to połączenie romantycznej, choć przewrotnej i elektryzującej historii miłosnej z przerażającym obrazem problemów z jakimi muszą mierzyć się młodzi ludzie przed wejściem w dorosłość. Ciężkie decyzje i niespodziewane wydarzenia czyli scenariusz pisany życiem. Emocjonująca książka dla fanów miłosnych, beztroskich uniesień i bolesnych upadków okraszonych rozgrzewającymi wątkami erotycznymi. Chwila relaksu z lekką i niezobowiązującą lekturą? - czemu nie postawić na Bez szans



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Otwartemu.

Przedpremierowo: November 9 - Colleen Hoover



Dziewiąty listopada to dla bohaterów książki bardzo znacząca data. Tego dnia ich życie zmieniło się diametralnie. Ona, z powodu pożaru domu i licznych poparzeń straciła rolę w popularnym serialu, a on przeżył prawdopodobnie największy koszmar, jaki można sobie wyobrazić. Fallon i Ben poznali się 9go listopada, dokładnie dwa lata po tragicznych wydarzeniach... Początek ich znajomości był niezwykle niecodzienny, bowiem Ben postanowił udawać chłopaka dziewczyny przed jej ojcem. Para nigdy wcześniej się nie spotkała, mimo tego szybko znaleźli wspólny język. Niestety, ich znajomość nie miała szans się rozwinąć. Fallon jeszcze tego samego dnia przeprowadzała się do innego stanu... I tak pewnie zakończyła by się ich znajomość w prawdziwym świecie. Na szczęście Hoover zaplanowała dla swoich bohaterów inny scenariusz. Ben i Fallon nie mieli zamiaru tak łatwo się poddawać. By nie dać się ponieść chwili, pozwolić emocjom opaść i dać sobie szansę na spełnienie marzeń postanowili zawrzeć układ. Przez pięć lat będą spotykać się jedynie raz w roku - 9go listopada - a pomiędzy tymi spotkaniami nie będą się ze sobą kontaktować. Po tym czasie zdecydują, czy są w sobie zakochani i czy ich związek ma sens. Natomiast Ben, jako młody pisarz, stworzy z ich historii książkę. Niestety, fikcja literacka szybko zaciera wchodzi

Dzięki, a może przez rosnącą popularność powieści new adult, i wysyp nowości w tymże gatunku, coraz ciężej trafić na książkę naprawdę dobrą i wartą uwagi. Taką, która wychodzi nieco poza schemat, oferuje coś innego i jest w stanie zaskoczyć czytelnika. Na szczęście mamy Colleen Hoover, która przybywa z ratunkiem wszystkim tym, którzy rozpaczliwie potrzebują powiewu świeżości w powieściach dla młodych dorosłych. November 9 to kolejna powieść autorki, która poza rozrywką niesie za sobą niebanalne przesłanie i zmusza czytelnika do refleksji.

November 9 to całkiem niezwykła książka o całkiem niecodziennej relacji młodego pisarza i dziewczyny, która za wszelką cenę pragnie spełnić swoje marzenia. Napisana w typowym dla autorki lekkim, przyjemnym i zabawnym stylu, dzięki któremu przez powieść dosłownie się płynie. Ciekawie wykreowani bohaterowie z interesującą historią dodają książce uroku i jeszcze bardziej umilają czas przy niej spędzony. A czasu jest naprawdę niewiele, bo nie da się od niej oderwać. Ma też jeden zasadniczy minus... za szybko się kończy.

Wracając do bohaterów - do gustu przypadł mi w szczególności Ben, swoim sposobem bycia, poczuciem humoru i wrażliwością. Powinnam się już przyzwyczaić, że autorka kreuje niesamowicie dobre męskie postacie, prawda? No i nie pierwszy raz mam wątpliwości co do bohaterki... Fallon bez Bena reprezentuje poziom pierwszej lepszej postaci z pierwszej lepszej powieści NA. Natomiast w duecie tworzą spójną całość. Uczucie między nimi, głównie przez formę książki, rozwija się w nietypowy sposób, a mimo tego wypada bardzo naturalnie. Poza romansem na którym w głównej mierze skupia się powieść, ogromną rolę odgrywa w niej przeszłość bohaterów - zwłaszcza Bena. Ta natomiast bardzo długo pozostaje nie wyjaśniona. Dopiero spisana przez niego książka odkrywa całą prawdę. Książka w książce jest zdecydowanie najbardziej poruszającą częścią historii.

Po raz kolejny powieść, która wyszła spod pióra Hoover okazała się być świetnym wyborem. Wzruszająca i niebanalna historia z wieloma humorystycznymi wątkami, tak, to coś czego szuka. Dzięki tej książce, jeszcze bardziej polubiłam Hoover. Zdecydowanie uważam ją za mistrzynię gatunku, a November 9, spośród książek które czytałam, podobała mi się najbardziej. Jeśli szukacie książki, która poruszy Was do łez, rozbawi i zostanie w Waszych myślach na dłuuugi czas - November 9 będzie idealna. 


November 9 ukaże się w księgarniach... 9go listopada :)



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Otwartemu.


Przedpremierowo: Bez winy - Mia Sheridan


Kira nie ma grosza przy duszy, za to mnóstwo kłopotów. W przeszłości odebrano jej to, co najważniejsze. Teraz musi postawić wszystko na jedną kartę, aby odmienić swój los.
Grayson walczy o przerwanie pasma życiowych niepowodzeń, ale przytłaczający ciężar wyrzutów sumienia kruszy resztki jego nadziei na lepsze jutro. Kira składa mu propozycję, która może go ocalić. Wystarczy tylko, że złoży przysięgę, nawet jeśli nie zamierza jej dotrzymać…
Obiecali sobie wieczność, nie wiedząc, że jedna chwila może odmienić całe życie.
Czy miłość da im kolejną szansę, choć żadne z nich nie jest bez winy?
Gdy miejsce księcia z bajki zajmuje ziejący ogniem Smok, a księżniczką okazuje się Wiedźma - powstaje mieszanka wybuchowa. 

Kira to młoda kobieta bez grosza przy duszy. Na swoim koncie ma jedynie szereg Bardzo Złych Pomysłów, do którego postanowiła dołączyć jeszcze jeden - ślub dla pieniędzy. Jakby tego było mało, jej przyszły mężem ma zostać mężczyzna z kryminalną przeszłością - Grayson Hawthorn. Grayson to właściciel podupadającej winnicy. Rozpaczliwie potrzebujący zastrzyku gotówki. Decyzja o przystaniu na układ z Kirą jest dla niego jedynym ratunkiem. Tych dwoje już od pierwszego spotkania nie przypadło sobie do gustu. Pozory i informacje z drugiej ręki sprawiły, że mają o sobie kiepskie zdanie. Jednak ogromna potrzeba finansowa nie jest w stanie odwieść ich od Bardzo Złego Pomysły Kiry. Co wyniknie z pełnej zgryźliwości relacji między Kirą a Greysonem? 

Zawsze cieszy mnie, gdy znajduję sarkazm i ironię w książkach. W związku z tym jestem ogromną fanką przepychanek słownych między głównymi bohaterami. Przepełnione humorem potyczki słowne pojawiające się na kartach powieści sprawiały, że co chwila na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Bardzo spodobał mi się również pomysł na fabułę - nie spotkałam się z motywem biznesowego ślubu w gatunku new adult. To miłe zaskoczenie. Niestety, na tym miłe rzeczy się kończą. Pisałam już kiedyś, że nie lubię porównywania jakichkolwiek książek z wątkiem erotycznym do Greya. Nadal doprowadza mnie to do wściekłości, ale w przypadku Graysona porównania są chyba nieuniknione. Facet ma ochotę na seks dosłownie zawsze i wszędzie... W dodatku zdrobnienie jego imienia - Gray - samo narzuca skojarzenia. Jednak historia nie kręci się tylko wokół biznesowego ślubu i seksu - pojawiają się również istotne dla powieści fakty z przeszłości bohaterów. Ani dla Kiry, ani dla Graysona nie była ona łaskawa. To mocno ukształtowało ich obecny styl bycia.  A odkrywanie prawdziwej natury bohaterów jest czystą przyjemnością.

Bez winy to powieść przepełniona sarkazmem i ironią. Ciekawa, lekka i przyjemna historia o tym, by nie oceniać ludzi po pozorach. O przewrotności losu i miłości, którą doskonale definiuje powiedzonko z czasów podstawówki - kto się czubi ten się lubi. Grayson i Kira przypominają mi właśnie takie podkochujące się w sobie dzieci z podstawówki i ich końskie zaloty. Nawet burzliwa i niełatwa przeszłość nie zrujnowała uroczego i słodkiego obrazu głównych bohaterów. Dlatego też sceny seksu i dość nachalna postawa Graysona w tych sprawach, odrobinę gryzła mi się z obrazem Kiry i Greya, który powstał w mojej głowie. Niemniej jednak uważam, że Bez winy jest książką godną poznania. Jeśli szukacie pozycji przy której zapomnicie o codzienności i będziecie mogli się zrelaksować - ta książka będzie idealna. 

Premiera Bez winy już 28go września!


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.


Ugly Love - Colleen Hoover


Zasady były tylko dwie: nie pytaj o przeszłość, nigdy nie licz na przyszłość, jednak Tate, zaintrygowana nieziemsko przystojnym i tajemniczym sąsiadem z naprzeciwka weszła w to bez chwili namysłu.

Tate, zmuszona przeprowadzić się do brata, pod drzwiami jego mieszkania znajduje zalanego w trupa mężczyznę. Jak się okazuje, jest to przyjaciel a jednocześnie sąsiad Corbina  - Miles. Chociaż jego usposobienie od samego początku nie zachęca do bliższego poznania, Tate z każdym, niby przypadkowym, spotkaniem przekonuje się do nowego znajomego. Ledwo przyjacielska relacja bardzo szybko przeradza się w namiętny romans i... to wszystko. Miles wzbrania się przed związkiem stawiając dwie żelazne zasady. Czym uwarunkowane jest jego postępowanie i jak potoczą się losy bohaterów? Jeśli jesteście ciekawi koniecznie sięgnijcie po Ugly love!

Zraniony facet i głupiutka dziewczyna. Takie było moje pierwsze wrażenie. Ostatnio mam ogromny problem z typowymi romansami i nie liczyłam na wiele. Jednak Ugly love czytało mi się świetnie, polubiłam bohaterów, którzy na pewno nie zostaną moimi ulubionymi, ale będę ich miło wspominać. Szczególnie Milesa, który pod przykrywką chłodnego, wycofanego faceta kryje ogromne serce i niesamowicie wrażliwą duszę. Fabuła wciągnęła mnie na tyle, że pochłonęłam tę książkę w niespełna półtora dnia. Wiem, że wielu czytelników zaskoczyła przeszłość Milesa, ale ja po raz kolejny mniej-więcej przewidziałam to co się stanie, a właściwie stało. Mimo wszystko nie zepsuło mi to przyjemności z czytania. Narracja poprowadzona jest dwutorowo z tym że to Tate wprowadza czytelników w bieżące wydarzenia, natomiast rozdziały Milesa przedstawiają jego przeszłość. Dzięki temu możemy przyjrzeć się dokładnie temu, co ukształtowało zamkniętego w sobie i tajemniczego mężczyznę.

Pozwolę sobie odnieść się do reakcji, na które natknęłam się pod zdjęciami, na portalach i w wielu innych miejscach. Nie tylko w przypadku Ugly love ale znacznej części nowości w kategorii literatury erotycznej/dla dorosłych. Są one bardzo jednoznaczne i wszystkie wskazują na to, iż wciąż mamy klapki na oczach. Czy każdą książkę z wątkiem erotycznym będziemy traktować jak kolejnego Greya? Sceny seksu faktycznie przysłaniają nam wszystko inne? W Ugly love  akty przedstawione są tak jak powinny być przedstawione, nie ma w nich przemocy, tylko pożądanie i kiełkująca miłość. Gdzie w tym wszystkim Greyowski czerwony pokój, gdzie pejcze i poddaństwo? Możemy tu znaleźć o wiele więcej treści. To książka dająca do myślenia, jak każda inna spod pióra Hoover, mająca otworzyć czytelnikom oczy na dany problem/sytuację. A to, że autorka pisze o dwojgu dorosłych ludzi uprawiających seks, wypada bardziej naturalne, niż gdyby tego seksu nie uprawiali. Właściwie nie sprawdzałam wieku osób porównujących każdą kolejną książkę erotyczną z Greyem, ale śmiem twierdzić iż znaczna ich część w ogóle nie powinna czytać tego typu powieści. Jeśli się mylę, to mam ogromną prośbę: Kochani, zdejmijmy w końcu klapki z oczu...

Ugly love to niezwykle wartościowa powieść o początkach miłości, która miała się nie wydarzyć. Historia obrazująca walkę z samym sobą oraz przezwyciężanie własnych słabości. To doskonały przykład na to, jak ciężko wybaczyć samemu sobie i ile czasu potrzebujemy aby pogodzić się z przeszłością. Ile watra jest przysięga, jaką stawiamy sami przed sobą, ile wyrzeczeń kosztuje bycie fair wobec siebie. Jak bardzo przeszłość wpływa na teraźniejszość.

Myślę, że Ugly love będzie świetną lekturą dla każdej kobiety. Napisałabym, że to lekka historia, ale wiem, że wielu czytelników może wzruszyć i pozostawić ślad gdzieś głęboko w sercu. Mnie nie wzruszyła i nie zaskoczyła ale czas, który jej poświęciłam z pewnością nie był czasem zmarnowanym. Jestem na tak i zachęcam do lektury!

Maybe Someday - Colleen Hoover


Sydney jest zadowolona ze swojego życia. Wbrew przypuszczeniom rodziców radzi sobie świetnie. Pracuje, studiuje, związała się z fajnym chłopakiem i mieszka z najlepszą przyjaciółką. W jednej chwili wszystko co budowała roztrzaskuje się w drobny mak. Zostaje bezdomną a jej jedyną możliwością jest skorzystanie z gościnności Ridga - sąsiada z naprzeciwka, gitarzysty, którego zna od dwóch tygodni. Sydney i Ridge odnajdują wspólny język dzięki pasji do  muzyki. Dopełniają się - on komponuje a ona pisze teksty - razem tworzą coś wyjątkowego...

Znalazłam fikcyjnego faceta, będącego w stanie zastąpić mi każdego, na którego kiedykolwiek zwróciłam większą uwagę - właśnie zapomniałam o nich wszystkich. Ridge trochę mnie denerwował swoim zachowaniem w stylu: raz cię chcę a raz cię nie chcę, kocham cię ale inną kocham bardziej a tak w zasadzie to spadaj na drzewo. Mimo tego, że nieprzeciętnie irytowała mnie ta jego niezdecydowana cząstka to cieszę się że była. Dzięki temu Ridge stał się dużo bardziej realistyczny. Odnalazłam w końcu dziewczynę, która nie jest rozlazłą kluchą i mimo niepowodzeń potrafi wziąć się w garść, uśmiechnąć się i żyć dalej. Sydney jest osobą, z którą mogłabym się zaprzyjaźnić. Jest w niej trochę z hipokrytki, ale sytuacja przedstawia się dokładnie jak w przypadku Ridga - to sprawia, że jest prawdziwa. Do tego dawno nie spotkałam równie ironicznej i zdystansowanej postaci. Jestem bardzo na tak. Tych dwoje tworzy zespół doskonały - pod każdym względem - zyskując miano moich nowych ulubionych bohaterów.

Nie chcę pisać o fabule, musiałabym zdradzić kwestie, które z pewnością popsułyby lekturę wszystkim potencjalnym czytelnikom. Wspomnę więc o muzyce. Muzyka odgrywa tu ogromną rolę. Oprócz tekstów piosenek tworzonych przez głównych bohaterów, mamy możliwość odsłuchania utworów skomponowanych specjalnie na potrzeby książki. Czytanie i słuchanie w tym wypadku łączy się w nierozerwalną całość. Odtwarzając soundtrack w odpowiednich momentach czytelnik może poczuć się jakby wszedł do świata przedstawionego w książce. Te utwory potęgują wyjątkowość historii i sprawiają, że zapada nam w pamięć jeszcze bardziej.

Od jakiegoś czasu cierpię na chorobę schematów w książkach young i new adult. Po co nie sięgnę dostaję dokładnie tą samą banalną historię - tylko imiona bohaterów się zmieniają. Nie mogę powiedzieć, że Maybe Someday nie jest schematyczna - to byłoby kłamstwo. Jest też przewidywalna, ale na pewno nie ma tu ani kropli banalności. Kocham tę historię jak dawno żadnej nie kochałam. Uwielbiam bohaterów tak, jak dawno żadnych nie uwielbiałam. Autorka coś niesamowicie autentycznego. Przepadłam. Colleen Hoover, przy pomocy Maybe Someday, uwiła sobie gniazdko w moim serduszku i coś mi się wydaje, że minie dużo czasu zanim ktoś ją stamtąd przegoni.

Cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę. Dostałam wszystko czego oczekiwałam a nawet jeszcze trochę ponad to. Maybe Someday wzbudziło we mnie niezliczoną ilość emocji: od rozbawienia przez zdenerwowanie i rozczarowanie po wzruszenie. Wylałam mnóstwo łez, ciekły po policzkach nie zwracając uwagi na to, co dzieje się wokół i nie mogłam ich powstrzymać. Historia Ridga i Sydney skłania do przemyśleń, zmusza czytelnika do szybkiego przewertowania wartości jakimi kieruje się w życiu i zastanowienia się nad tym, czy nasze priorytety są odpowiednio poukładane. 

Jestem niemal pewna, że większości z Was nie trzeba przedstawiać twórczości Colleen Hoover. Jeśli nie czytaliście choćby jednej powieści tej autorki, chcielibyście ale się wahacie, nie wiecie którą pozycję wybrać, nie zastanawiajcie się dłużej. Maybe Someday to idealny wybór na początek ale i na koniec i pomiędzy - zawsze. Ta książka będzie doskonałym wyborem w każdej chwili. 

Linia serc - Rainbow Rowell


Georgie McCool jest autorką scenariuszy do seriali komediowych, które tworzy ze swoim najlepszym przyjacielem Sethem. Georgie jest też matką dwóch cudownych dziewczynek i żoną wspaniałego mężczyzny - Neala. Wydawać by się mogło, że jej życie ułożyło się idealnie. Praca sprawiająca przyjemność, szczęśliwa rodzina, zdrowe dzieci i przyjaciel zawsze u boku. Ah!, właśnie spełnia się jedno z największych marzeń Georgie i Setha mają okazję wypuścić serial nad którym pracują od... zawsze! Żeby spełnić te marzenie kobieta musi zrezygnować ze wspólnego wyjazdu świątecznego. Zaślepiona natłokiem pracy nie zauważa jak bardzo oddaliła się od męża ani jak niepewna jest jej przyszłość. W zrozumieniu błędów, przeanalizowaniu własnego życia i w podjęciu ważnych decyzji ma jej pomóc zaczarowany żółty telefon z młodości.

Nie rozumiem. Przepraszam, ale zwyczajnie nie rozumiem zachwytów nad Linią serc. Nie uważam też, jak większość, że jestem za młoda na tego typu lekturę. Doskonale rozumiem problem głównej bohaterki. Każdemu - czy młodemu czy trochę starszemu - zdarza się rozważać czy wybory, których dokonał są słuszne, może nie zawsze w sferze uczuciowej, ale jednak. Więc czego tu nie rozumieć? Proszę wytłumaczcie mi to bo może to z moim postrzeganiem jest coś nie tak. Przeczytałam wiele recenzji zanim sięgnęłam po Linię serc , pokładałam wielkie nadzieje w tej książce, w końcu to "najlepsza historia miłosna od czasu wynalezienia telefonu". Serio?

Zaczynało się ciekawie. Nie miałam okazji czytać książki, której główna bohaterka zajmuje się scenariuszami w dodatku seriali komediowych. Liczyłam w związku z tym na masę śmiechu. Śmieję się dopiero teraz, sama z siebie, że byłam taka naiwna. Georgie jest taką typową kobietą biznesu. Większą część dnia spędza poza domem. Na zabawę z córkami zostaje jej jedynie krótka chwila przed snem. Prawie w ogóle nie rozmawia z mężem - wymieniają się krótkimi zdaniami tylko wtedy, kiedy jest to konieczne. To Neal zajmuje się domem, gotuje, sprząta, załatwia wszystkie najważniejsze sprawy. To do niego zwracają się dziewczynki kiedy potrzebują pomocy, to on zrezygnował z pracy kiedy przyszły na świat. Georgie i Neal zamienili się miejscami w domowej hierarchii. Stopniowo oddalali się od siebie czego zapracowana scenarzystka nie dostrzegała, a może nie chciała dostrzec? Dopiero gdy Neal z córkami wyjechał na święta, ledwo się z nią żegnając Georgie zrozumiała, że coś jest bardzo nie tak. Brawo! No więc, co robi dorosła kobieta, gdy nie jest pewna czy jej mąż wróci? Jedzie do matki, gdzie zaszywa się w swoim pokoju z młodości i wydzwania z żółtego telefonu do rodzinnego domu męża. Jak się okazuje, Neal po drugiej stronie słuchawki jest Nealem z przeszłości. Georgie uznaje, że jest to jej jedyna i niepowtarzalna szansa, by zmienić bieg wydarzeń i sprawić, by ich życie stało się szczęśliwsze.

Jak jestem w stanie zrozumieć i zaakceptować idee zaczarowanego telefonu, łączącego z przeszłością tak za nic z świecie nie zrozumiem niedorzeczności zachowania Georgie. Wyobraźcie sobie, że to Wy znaleźliście się w tak niepewnej sytuacji, Wasz telefon działa tylko wtedy, kiedy jest podłączony do ładowania ALE nie macie ładowarki (!!!!!), przez cały tydzień rozmawialiście ze swoimi dziećmi tylko dwa, czy tam trzy razy, z mężem tylko raz. Więc zamiast od razu kupić ładowarkę i dzwonić aż do skutku, żeby wyjaśnić, wytłumaczyć i załagodzić sytuację - wolicie prowadzić całonocne rozmowy ze swoim mężem z przeszłości... Nie wiem co mam napisać, cisną mi się na usta same brzydkie wyrazy.

Poza sporą dawką niedorzeczności, ta książka jest po prostu nudna. Chociaż należy do tych krótszych ciągnęła mi się niemiłosiernie. Autorka poprzeplatała teraźniejszość z przeszłością w bardzo chaotyczny sposób i niekiedy trzeba się dobrze zastanowić czy to co czytamy ma miejsce teraz czy wydarzyło się już wcześniej. Sytuację uratowała matka Georgie - miłośniczka mopsów. Pewnie dlatego, że i ja uwielbiam te psiaczki, to ją polubiłam najbardziej. A pieskie momenty zostały moimi ulubionymi - to niewiele, ale dorzucę 0,5 punkta do ogólnej oceny. :D Całe szczęście, że na samym końcu książki w końcu coś zaczęło się dziać, chociaż to chyba zbyt duże słowo. Mimo to, dokładnie od 287 strony zaczęłam odczuwać jakąkolwiek przyjemność z lektury.

Nie zostanę fanką Linii serc - wynudziłam się jak mops (:D), czytałam z niedowierzaniem i zdenerwowaniem, ale czytałam. Byłam ciekawa co jest takiego cudownego w tej książce i czym zachwycają się osoby, które się zachwycają. Przeczytałam i nadal nie wiem. 


A jakie jest Wasze zdanie na temat tej książki? Chętnie przeczytam co macie do powiedzenia. :)

Moja ocena: 5,5/10

W krainie wodospadów - Sofia Caspari + krótkie podsumowanie


Jest mi smutno i jednocześnie cieszę się jak dziecko. Wróciłam z długiej, bo aż czterdziestojednoletniej podróży po dziewiętnastowiecznej Argentynie. Przeżyłam tam piękne chwile, poznałam wielu cudownych ludzi. Byli też tacy, których nigdy nie życzyłabym sobie spotkać ponownie na swojej drodze. Przeżyłam niejedno rozczarowanie, wzruszyłam się, przechodziłam przez najgorsze i najlepsze chwile. Poznałam wiele zwyczajów, kultur. Zakochałam się w historiach, które poznałam i polecam wszystkim, którzy jeszcze nie sięgnęli po Sagę argentyńską zrobić to przy najbliższej okazji. Tymczasem, kilka słów o ostatnim tomie W krainie wodospadów.

Tym razem na celownik bierzemy młodą i piękną Clarissę, która w tragicznych okolicznościach traci ukochanego męża. Jej życie zmienia się diametralnie, nie może wrócić do domu, ponieważ boi się zemsty ze strony rodziny męża, musi się ukrywać. Z pomocą przychodzi jej szanowany, młody lekarz Robert. Mężczyzna okazuje jej wielkie serce. Clarissa zaczyna czuć do niego coś więcej. Czy ich uczucie ma szansę przetrwać? Czy Clarissie uda się zapomnieć o pierwszym mężu i grożącym jej niebezpieczeństwie?

Ostatnia część Sagi argentyńskiej podobała mi się zdecydowanie bardziej niż jej poprzedniczka. Czytało się ją tak dobrze, że nawet nie wiem kiedy zbliżyłam się do końca. Jest mi żal, że muszę rozstać się z bohaterami tej powieści. Nie spodziewałam się, że przywiążę się do nich w takim stopniu. 

Jeśli już mowa o bohaterach - tych nowych jest trochę mniej niżeli w W krainie srebrnej rzeki.  Mnie to cieszy, łatwiej się połapać kto, gdzie i kiedy. Pociągnięte zostały również rozpoczęte, ale jakby niedokończone wątki, co jest bardzo na plus. Clarissa i Robert okazali się świetnymi postaciami. Szczególnie Robert przypadł mi do gustu. To taki mężczyzna idealny, o nic nie pyta - po prostu jest obok i wspiera kobietę we wszystkim co postanowi. Pojawia się również Aaron, nadając sens kolejnej wprowadzonej wcześniej osobie. Przyznam, że mamy tu na pęczki mężczyzn idealnych. Możemy spokojnie wybierać. ;) Nie może być zbyt kolorowo, musi pojawić się ktoś, kogo znienawidzimy całym sercem i tak właśnie się stało. Dostaliśmy kilka postaci, które przyprawiają o gęsią skórkę.

W każdym wcześniejszym tomie autorka skupiała naszą uwagę na poszczególnych aspektach życia w Argentynie. Tym razem mam wrażenie, ze na celownik wzięła jedynie relacje między bohaterami. Może odrobinę skierowała naszą uwagę na medycynę, ale ten temat nie rozwinął się tak jak moglibyśmy oczekiwać. Jak już wcześniej pisałam, rozpoczęto wiele wątków, które wymagały zakończenia i właśnie w tej części Sagi je dostały. Na początku uznałam to za minus powieści, ale już wiem, że zabieg był słuszny. W krainie wodospadów dostarcza nam nowych wrażeń. Kolejnych intryg, rozstrzygają się długoletnie spory między rodami. Przewrotny los nie raz zaskoczy bohaterów a także czytelnika. W jednej chwili będziemy cieszyć się ich szczęściem, by w następnej przeżywać najgorsze chwile.


Jestem zakochana w klimacie jaki panuje w książkach Safii Caspari, a właściwie Kirsten Schützhofer, bo tak brzmi prawdziwe nazwisko autorki tejże sagi. Stworzyła ona przepiękny obraz Argentyny. Niejednokrotnie miałam ochotę wejść do książki i trochę pobyć w miejscach w niej opisywanych. Chciałabym znaleźć się na miejscu bohaterów, albo lepiej - stać się jedną z kobiet z rodziny Hofer. Cieszyć się ich szczęściem i dzielić z nimi smutki. Chciałabym spotkać na swojej drodze osoby, tak otwarte na drugiego człowieka, pełne miłości, zawsze gotowe podać pomocną dłoń, gotowe poświecić wszystko w imię miłości i przyjaźni.

Bohaterowie Sagi argentyńskiej wdarli się do mojego serca i na długo w nim pozostaną. Narzekałam na zbyt dużą ilość nowych postaci, jednak ostatecznie każda z nich stała mi się bliska. Nie mogę wyjść z podziwu jak autorka sprytnie posplatała losy wszystkich, poznanych na kartach powieści, postaci. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z Sagą argentyńską zostałam zapytana, czy można ją czytać nie po kolei. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jakiej odpowiedzi udzielić. Zrobię to teraz - można. Jestem pewna, że każda historia z osobna również sprawiłaby czytelnikom nie małą przyjemność. Jednak całą magię będziecie w stanie ujrzeć dopiero wtedy, kiedy zaczniecie czytać od pierwszego tomu. To bardzo ważne, bo pierwszy tom daje czytelnikowi wiele do myślenia. Zwraca uwagę na najważniejsze wartości w życiu, pokazuje piękno drugiego człowieka i zmusza do refleksji. Jest doskonałym motywatorem a z niejednej postaci moglibyśmy brać przykład. Dzięki rozpoczęciu historii od samego początku zyskujemy całkiem inne spojrzenie na warzenia. Cała historia łączy się w jedną, doskonałą całość. Każdy szczegół jest ważny. Wszystko, od pierwszego zdania w pierwszym tomie, aż po ostatnie w trzecim, jest dokładnie przemyślaną, skrupulatnie ułożoną historią, od której nie sposób się oderwać. Znacie uczucie, kiedy czytając książkę macie wrażenie jakbyście oglądali film? Tak właśnie czułam się podczas lektury każdej z tych trzech książek.

Jestem wdzięczna za możliwość przeczytania Sagi argentyńskiej wydawnictwu Otwartemu. Nie spodziewałam się, że będzie to dla mnie taką cudowną przygodą. Mogę z czystym sumieniem i z ręką na sercu polecić ją każdej kobiecie, młodej czy też starszej. Myślę, że każda z nas wyciągnie z niej coś dla siebie. Z żalem żegnam Argentynę, jestem pewna, że któregoś dnia do nie wrócę.

Moja ocena: 9/10
Liczba stron: 493

Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam opasłe tomiska.

Za egzemplarz książki do recenzji, oraz zaufanie jeszcze raz serdecznie dziękuję wydawnictwu Otwartemu.

W krainie srebrnej rzeki - Sofia Caspari


Sofia Caspari w pierwszym tomie Sagi argentyńskiej wprowadza nas do Nowego Świata tak genialnie, że nie sposób oderwać się od lektury. Jak, na tle swojej poprzedniczki wypada drugi tom emocjonującej Sagi? 

Mina i Frank przyjaźnią się od kiedy oboje znaleźli się w Argentynie. Przyjaźń bardzo szybko przerodziła się w pierwszą, dziecięcą miłość. Przez długi czas byli nierozłączni, spędzali ze sobą każdą wolną chwilę. Okrutny los sprawił, że ich drogi się rozeszły. Obiecali sobie jednak, spotkać się pewnego dnia w Buenos Aires na Plaza de la Victoria podczas uroczystości niepodległości. Niestety, wciąż się mijają. Ile czasu potrzeba i jak wiele muszą przejść aby w końcu się odnaleźć? A może lepiej zapytać, czy w ogóle uda im się odnaleźć?

Pierwszy tom Sagi okazał się tak dobry, że wyjścia były dwa - albo kontynuacja utrzyma poziom a ja oszaleję z miłości do autorki, albo czeka mnie rozczarowanie. Myślę, że moje odczucia mogę umiejscowić gdzieś pośrodku. Drugi tom jest zbliżony poziomem do poprzedniego jednak w mojej opinii nieco gorszy.

Po raz kolejny zostajemy zasypani bohaterami. Tym razem losy tych, których poznaliśmy w W krainie kolibrów przeplatają się z tymi dopiero poznanymi. Tak oto dostajemy Minę i jej upiorną rodzinkę. Franka, również z rodziną. Można by pomyśleć, że osiem nowych postaci zdecydowanie wystarczy, ale pani Caspari jest innego zdania. W prezencie od niej otrzymujemy małżeństwo Weissmüllerów, szczerze mówiąc, jeśli ich wątek nie rozwinie się w ostatnim tomie, to nie widzę sensu wprowadzania ich do książki. Bardzo łatwo się pogubić, gdyż autorka postanawia przypomnieć nam o postaciach, które pojawiły się w poprzedniej części Sagi tylko na chwilę i nie odrywały żadnej znaczącej roli. Poza 'starymi' i 'nowymi' bohaterami śledzimy też losy potomków Anny, Viktorii i Gustawa. Daje nam to kolejne wątki, kolejne przygody. Ostatecznie każdy gdzieś na swojej drodze spotyka każdego, co w ogólnym rozrachunku składa się w spójną całość. Mimo to, jeśli przy okazji poprzedniego tomu wspominałam o zbyt wielu postaciach, cofam te słowa. Tu jest ich znacznie więcej i uważam, że zwyczajnie za dużo. Pani Caspari przedobrzyła. 

W Argentynie zachodzą zauważalne zmiany. Podróż do Nowego Świata nie jest już tak ciężka. Wybudowano pierwsze koleje, poziom życia odrobinę wzrasta. Autorka skupia naszą uwagę na ekonomii i gospodarce Argentyny w tamtych czasach. Otrzymujemy dokładny wgląd w postęp rolnictwa oraz zwięzły przekaz informacji w temacie polityki. Dużą rolę w W krainie srebrnej rzeki odgrywa prostytucja. Wiele mówi się tu o kobietach lekkich obyczajów. Poznajemy same prostytutki i ich życie od kuchni. Możemy dowiedzieć się, dlaczego kobiet decydują się na taki krok. Jak wygląda ich życie. Poznajemy też zdanie innych osób na temat sprzedawania swojego ciała. Ogólnie rzecz biorąc problem ten jest bardzo rozwinięty i przewija się co chwila w trakcie lektury.

Co jeszcze mogę powiedzieć? Styl pisania jest nadal ten sam. To wciąż dobra Saga. Ja niezmiennie zauroczona jestem Argentyną, spod pióra autorki. Uwielbiam klimat, w jakim utrzymana jest historia. Mimo, że W krainie srebrnej rzeki, w mojej opinii, wypada nieco słabiej niż jej poprzedniczka, to dobrze się ją czytało. A nowi bohaterowie w końcu znaleźli miejsce w moim sercu.

Cieszę się, że przede mną jeszcze jeden tom. Nadal nie mam dość podróży po Argentynie, zakochuję się coraz bardziej i pokładam wielkie nadzieje w ostatniej części. Obym się nie zawiodła.

Moja ocena: 8/10
Liczba stron: 533


Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam opasłe tomiska.
 
Za egzemplarz książki do recenzji, oraz zaufanie serdecznie dziękuję wydawnictwu Otwarte.

W krainie kolibrów - Sofia Caspari


W krainie kolibrów jest jedną z tych książek, na które zwraca się uwagę głównie przez okładkę. Zawsze w takich przypadkach ciekawi mnie osoba, która tworzy tak piękne obwoluty. Jestem pod ogromnym wrażeniem projektu pani Elizy Luty. Nie mogę się napatrzeć na całą Serię argentyńską! Jest piękna. Czy pierwszy tom jest równie piękny wewnętrznie jak i zewnętrznie? 

Jest rok 1863. Anna Weinbrenner wyrusza w podróż do Argentyny, na miejscu czeka na nią rodzina. Wyruszyli oni nieco szybciej, gdyż nadarzyła się okazja do nabycia ziemi idealnej pod uprawę. To idealna szansa aby w końcu odbić się od dna i osiągnąć coś więcej. Na statku poznaje Viktorię, która płynie do swojego męża Humbertusa. Należy on do cenionej i bogatej rodziny Santos. Kobiety, mimo, że różni ich niemal wszystko zaprzyjaźniają się. Żadna z nich nie wie, jak potoczą się ich losy w Nowym Świecie. Pełna obaw Anna, oraz nie zamartwiająca się niczym Viktoria nie zdają sobie sprawy jak wiele zmieni się w ich życiu. Niekoniecznie na lepsze.

Już od pierwszych stron książki wiedziałam, że będzie to piękna historia. Na początku było mi trochę ciężko połapać się kto jest kim, gdyż dostajemy naprawdę wielu bohaterów pobocznych, którzy odgrywają ogromną rolę w całej opowieści. Jednak szybko udało mi się wgryźć w całość i dalej poszło już gładko. Trudno mi wybrać jedną kategorię, do której mogłabym dopasować tę książkę. Na pewno jest literaturą kobiecą z dużą dawką historii. Same fakty historyczne podane są czytelnikowi w bardzo przystępny sposób, co niezmiernie mnie cieszy, gdyż nie jestem fanką nudnych i przydługich esejów historycznych. Mogłabym też uznać, że W krainie kolibrów jest pozycją przygodową. Mamy tu wiele wątków podróży, podczas których bohaterowie napotykają na swoich drogach np. plemiona indiańskie. Nie brakuje też akcji, pogoni i strzelanin co prawda pojawiają się dopiero pod koniec książki ale są i wzbudzają wiele emocji! Każda z nas znajdzie więc coś dla siebie.

Może trochę o głównych bohaterach. Anna, która stała się moją ulubioną postacią jest niesamowicie odważną, dzielną i silną kobietą. Zaimponowała mi swoją postawą chociaż zdarzyło jej się kilka wpadek i nie raz miałam ochotę w głos krzyczeć aby stuknęła się w głowę. Chciałabym aby Anna została moją przyjaciółką, takich ludzi jak ona nie często można spotkać na swojej drodze. Viktoria z kolei jest tą gorszą z przyjaciółek. Zawistna, egoistyczna i nieco próżna. Na szczęście przechodzi wewnętrzną przemianę, dorasta i staje się bardziej znośna. Oczywiście, pojawiają się też przystojni dżentelmeni, którzy mogą zostać potencjalnymi kandydatami na naszych literackich mężów, jednak przyjemność odkrywania ich pozostawię Wam. ;) Nie wyobrażam sobie by w książce nie pojawił się ktoś, kto budzi niechęć czytelnika. Musi pojawić się chociaż jedna taka postać, w tym wypadku jest ich znacznie więcej! Jak pisałam już wcześniej autorka wprowadziła do powieści wielu bohaterów pobocznych, których albo kochamy, nienawidzimy, czujemy wobec nich strach i odrazę, lub kochamy i po cichu domagamy się więcej.

Mogło by się wydawać, że pierwszy tom Sagi argentyńskiej jest przepełniony optymizmem, barwnymi opisami cudownego życia bogatych i wesołym nowym początku tych nieco biedniejszych. Nic bardziej mylnego. W krainie kolibrów przedstawia realistyczny obraz życia emigrantów w Nowym Świecie. Możemy zobaczyć, jak oczekiwania i marzenia bezlitośnie ścierają się z rzeczywistością. Nie wszystko, co opowiadano przed podróżą okazuję się prawdą, większość emigrantów upada jeszcze niżej niż sięgają ich najgorsze obawy. Ale nawet rodziny, którym się powiodło nie mogą być do końce pewni swego. Dostajemy tu ogromną liczbę intryg, oszustw, brudnych interesów, niespodziewanych zwrotów akcji i bolesnych rozczarowań. Jednak, żeby nie było tak ponuro należy dodać, że mimo wszystkich przeciwności losu można dostrzec też te szczęśliwe chwile i jest ich naprawdę sporo. W końcu to historia o prawdziwej, pięknej i bezwarunkowej miłości, dla której jest się w stanie zrobić dosłownie wszystko.

Powieść ta napisana jest cudownym językiem. Chociaż jedna rzecz niesamowicie mi przeszkadzała, mianowicie używanie słowa patrzyć, zamiast patrzeć. Zdaję sobie sprawę, ze obie te formy są poprawne. Nie mogę się jednak przyzwyczaić i bardzo rzucało mi się to w oczy. W każdym razie, całość trafiła w mój gust. Może za sprawą czasów, w których została osadzona akcja, może przez nieznane mi dotąd zwyczaje i całkiem nową kulturę. Jak już wspominałam nie raz, do tej pory unikałam jak ognia książek historycznych, naiwnie sądząc, że każda z nich ma w sobie elementy wojenne, których szczerze nie znosiłam, ale i do tego zaczynam się przekonywać...

Jestem zauroczona książką Sofii Caspari. Wybrałam się dzięki niej w piękną literacką podróż, z której nie chcę wracać. Na szczęście jeszcze nie muszę. Na półce czekają na mnie dwa kolejne tomy Sagi argentyńskiej i właśnie zabieram się za drugi.

Moja ocena: 9/10
Liczba stron: 627

Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam opasłe tomiska.

Za egzemplarz książki do recenzji, oraz zaufanie serdecznie dziękuję wydawnictwu Otwarte.

ZAPOWIEDŹ: W krainie Wodospadów - Sofia Caspari


Czy mieliście okazję czytać książki pani Sofii Caspari? Zdążyliście już poznać piękne, malownicze argentyńskie krajobrazy przedstawione w jej powieściach? Jeśli tak - to z pewnością ucieszy Was wiadomość, iż już 17 lutego na półkach księgarni pojawi się trzeci, ostatni już tom Sagi argentyńskiej, "W krainie wodospadów". 

Etykiety

.kobiece .podsumowanie A.J. Finn Abbi Glines Adam Christopher Adam Kay Adrian Bednarek Agata Czykierda - Grabowska Agata Przybyłek Agnieszka Lis Alek Rogoziński Alex Marwood Alex Michaelides Alice Clayton Alice Feeney Alison Noel Andrew Mayne Aneta Jadowska Anna Bellon Anna Ekberg Anna Ficner-Ogonowska Anna Kańtoch Anna McPartlin Anna Niedbał Anna Todd Artur Chmielewski Bartosz Szczygielski Belinda Bauer Bonnie Kistler Bonnie Smith Whitehouse Brittainy C. Cherry Brittainy C.Cherry Brodi Ashton C.L. Tylor Camilla Läckberg Cara Hunter Caroline Kepnes Carolyn Egan Carolyne Faulkner Charlaine Harris Chloe Esposito Chris McGeorge Christine Feret-Fleury Claire King Colleen Hoover Corinne Sweet Cynthia D'Aprix Sweeney Cynthia Hand Dani Rabaiotti Daniel Nyari Dolores Redondo Elaine DePricne Elisa Albert Emma Farrarons Erica Spindler Erin Hunter Erwin Thoma Eva Pohler Fiona Barton Francis Duncan Fuminori Nakamura Gabriela Gargaś Gilly Macmillan Girl Online Glenda Millard Gwenda Bond Helen Russell Holly Ringland J. Sterling J.P. Monninger JP Delaney Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Janice Y.K. Lee Jem Lester Jenna Evans Welch Jennifer L. Armentrout Jennifer L.Armentrout Jenny Han Jessica Khoury Jill McGrow Joanna Szarańska Jodi Meadows Joe Sugg John Corey Whaley Jojo Moyes Jolene Hart Jonh Anderws Jorge Cham & Daniel Whiteson Josh Malerman K.A Tucker Karen Dionne Karolina Wilczyńska Katarzyna Michalak Katarzyna Misiołek Kate Atkinson Katherine Webb Kayhryn Croft Keith Stuart Kelly Barnhill Kendall Ryan Kim Hlden Kim Holden Kimberly McCreight Kiran Millwood Hargrave Layla Wheldon Leisa Rayven Liebster Blog Award Linda Geddes Linia serc Lisa De Jong Lisa Hågensen Lorena Franco Louise Jensen Louise O'Neill Lucy Vine Mads Peder Nordbo Maeve Haran Magda Stachula Magdalena Witkiewicz Maggie Stiefvater Maja Lunde Marcin Wójcik Marie Benedict Markus Zusak Marta Guzowska Mary Beth Keane Maybe Someday Megan Miranda Meik Wiking Mia Sheridan Michaela DePrince Michał Gaszyński Michele Campbell Michelle Falkoff Michelle Frances Miranda Kenneally Natalia Sońska Natasza Socha Neil Gaiman Neil deGrasse Tyson Nicholas Sparks Nick Caruso Nicolas Sparks Paola Capriolo Paul Grossman Paula Hawkins Paulo Coelho Peternelle van Arsdale Philip Roth Piotr Wilkowiecki R.J.Palacio Rainbow Rowell Regina Brett Remigiusz Mróz Renata Chaczko S. R. Masters Sally Thorne Sandra Orzelska Sarah J. Maas Sarah Vaughan Saroo Brierley Shaun Bythell Stephanie Perkins Stuart Turton Susan Dennard Susan Mallery Sylwia Trojanowska Tammara Webber Tana French Tarryn Fisher Terry Brooks Tony Trixi Von Bulow Ule Hansen Valérie Tasso Wojciech Czusz Yann Martel Zbigniew Zborowski Zoe Sugg dr Richard Shepherd rebecca Donovan
Copyright © Maw reads