Pod taflą - Louise O'Neill


Wszyscy doskonale znamy historię Małej Syrenki. Najprawdopodobniej za sprawą produkcji Disneya, albo wielu innych adaptacji i interpretacji oryginalnej baśni Andersena. To jedna z moich ulubionych bajek z dzieciństwa. Oglądałam ją raz za razem w przeróżnych odsłonach. Nawet po lekturze Pod taflą odświeżyłam sobie historię Disneyowskiej Arielki. Każda z tych bajek była urocza i słodka. Tylko niektóre poruszały ważne tematy jak choćby zanieczyszczanie mórz.  Pod taflą, choć opowiada tę samą historię, jest zupełnie inne. Na próżno szukać w niej słodkości, a uroczym nie można nazwać żadnego z wydarzeń.


Najpiękniejsza i najzdolniejsza z córek Władcy Móż właśnie obchodzi piętnaste urodziny. Gaja długo wyczekiwała tego dnia. W końcu może wypłynąć na powierzchnię i zobaczyć świat o którym tak wiele słyszała. To też kolejny rok bliżej do poślubienia mężczyzny, wybranego dla niej przez ojca, a to syrena wolałaby odwlec jak najdalej w czasie. Podczas wizyty na lądzie spotyka chłopaka, a jej serce zaczyna bić szybciej. Od tej chwili nie może przestać o nim myśleć i marzy, by stać się częścią jego świata. Jednak za wolność będzie musiała zapłacić ogromną cenę.

Louise O’Neill w Pod taflą opisuje drogę piętnastoletniej dziewczyny. Dziewczyny, która całe swoje życie podporządkowywała się woli ojca,  a w której nieustannie buzowała ciekawość i chęć poznania zakazanego świata ludzi i odkrycia prawdy na temat losów swojej matki. Uwolniona spod patriarchalnych i bezkompromisowych rządów Władcy Móż syrenka poznaje świat i zwyczaje o których nie miała pojęcia. Coraz bardziej świadomie zaczyna zauważać różnice dzielące oba światy. Odkrywa prawdę o swoim ojcu i zaczyna rozumieć, że nie zasługuje na życie, którym żyła dotychczas. Każda chwila spędzona na powierzchni uczy Gaję wielu rzeczy, a jedną z tych, które odczuwa najdotkliwiej jest fakt, że to nie jej wygląd jest najważniejszy, że nie jest wyłącznie ozdobą mężczyzny, że ma prawo do własnego zdania i własnych poglądów. Kiedy małe dziewczynki wychowuje się na romantycznych bajkach o księżniczkach, w których książę zawsze wybiera tę najpiękniejszą, a postrzeganie kanonów piękna determinują wyretuszowane zdjęcia na okładkach gazet i instamodelki*, warto zwracać uwagę na to, że wartością kobiety nie jest tylko ładna buzia i piękne ciało, a przede wszystkim jej osobowość, inteligencja i poczucie humoru, czyli wszystko to, co na pierwszy rzut oka jest niewidoczne. Jestem wdzięczna Louise O’Neill za tę wersję Małej Syrenki. Pod taflą to bardzo uniwersalna książka i każdy, bez względu na wiek znajdzie w niej coś dla siebie, jednak przede wszystkim powinna przeczytać każda młoda dziewczyna i każdy młody chłopak. W tej historii poruszono wiele ważnych i wartościowych kwestii…

Czytałam tę książkę dwa razy – pierwszy przed napisaniem rekomendacji, a drugi kiedy już dostałam finalny egzemplarz. Za pierwszym skupiłam się głównie na prokobiecym przekazie, jaki za sobą niesie, za drugim zdałam sobie sprawę, że tu wcale nie chodzi tylko o kobiety. Gaja, jej siostry i cały lód syren i trytonów może symbolizować absolutnie każdego człowieka. Jestem przekonana, że każdy znajdzie w tej książce przynajmniej minimalny procent, który mógłby podciągnąć pod siebie. Chyba każdy z nas, przynajmniej raz znalazł się w sytuacji, w której ktoś próbował pokazać, że wie lepiej co będzie dla nas dobre. Bez wątpienia mogę stwierdzić, że Pod taflą dobitnie pokazuje nam, że nikt nie ma prawa decydować o tym jak będzie wyglądało nasze życie, nikt nie ma prawa podejmować za nas żadnych decyzji, nikt nie ma prawa mówić nam kogo mamy kochać, nikt nie ma prawa mówić nam jak powinniśmy wyglądać i o czym wolno nam rozmawiać. I choćbyśmy podejmowali złe decyzje, które w konsekwencji sprawiają większe lub mniejsze problemy, to zawsze będziemy w stanie wyciągnąć z nich lekcję. Czy nie o to w życiu chodzi? By nabierać doświadczenia i uczyć się na własnych błędach?

Obecnie żyjemy w świecie, w którym pod maską wolności kryje się mnóstwo małych zakazów, często niewypowiedzianych na głos, a często kierowanych przez najbliższą rodzinę i znajomych i chociaż na całe szczęście daleko nam do rządów patriarchalnych, to wyłuszczenie problemów w taki właśnie sposób, pokazało jak wiele z nich wciąż jest aktualnych.

Pod taflą jest książką, którą czyta się jednym tchem. Choć nie ma w niej pędzącej i zawiłej akcji, a wręcz częściej nie dzieje się nic emocjonującego, to została napisana w przystępnym i bardzo prostym stylu. To i sama historia Syrenki oraz ciekawość co będzie dalej sprawia, że czas przy tekturze po prosu ucieka razem z kolejnymi rozdziałami. Pod taflą można przeczytać w jeden wieczór, ale wydarzenia z książki i przemyślenia bohaterki jeszcze długo po lekturze będą krążyły po głowie i zaprzątały myśli. To książka, z której czerpie się garściami, która daje do myślenia i zwraca uwagę na kwestie o których teoretycznie wiemy, ale często mamy wrażenie, że to już było, że nas nie dotyczy. Tytuł do przeczytania i do przemyślenia. Coś mi mówi, że każdy kto sięgnie po Pod taflą wysnuje inne wnioski i wyciągnie z niej dla siebie to, co najbardziej wartościowe i najpotrzebniejsze w danym momencie.

Dumnie patronuję Pod taflą, a kiedy decyduję się objąć patronatem jakiś tytuł, muszę być do niego w 100% przekonana. Tym razem jestem pewna, że polecam Wam niezwykle wartościową książkę. Moją ulubioną baśń, przedstawioną w zupełnie innej wersji, niż znałam ją dotychczas. To mroczna, brutalna i przykra wizja podwodnego świata.

M.

Wpis we współpracy z Wydawnictwem We Need YA.


*absolutnie nie mam nic do instamodelek, podziwiam ich urodę i sukcesy, nie wrzucam wszystkich do jednego worka i staram się nie oceniać. Jednak jestem zdania, że warto zdawać sobie sprawę z magii zdjęć i retuszu.

E-BOOK: Teraz zaśniesz - C.L. Tylor


Nie potrafię odmówić sobie ciekawie opisanych thrillerów. Jak tylko zobaczyłam zapowiedź Teraz zaśniesz, to wiedziałam, że prędzej czy później po nią sięgnę! Błędem były moje wygórowane oczekiwania, ale ostatecznie muszę przyznać, że się nie zawiodłam. To naprawdę dobrze napisana historia!


Wiem, że Wy też lubicie dobrze zapowiadające się thrillery, więc zostawiam Wam namiary na ebooka Teraz zaśniesz w księgarni internetowej virtualo.pl 


Anna nie może pogodzić się z wypadkiem samochodowym, w którym uczestniczyła. Niestanie mierzy się z przeszłością, nocami nie może spać, a na domiar złego, czuje, że ktoś ją obserwuje. Strach nabiera nowego wymiaru, kiedy znajduje pierwszą wiadomość kierowaną bezpośrednio do niej - SEN. Wtedy podejmuje decyzję o opuszczeniu miasta. Jednak wyjazd do Szkocji nie kończy jej problemów… Kobieta wpadła w obłęd, czy naprawdę ktoś przyjechał za nią aż tu i próbuje pozbawić ją życia? 

Dla Anny był to drugi tydzień pracy w hotelu Bay View i pierwsza większa wycieczka, jaką miała obsługiwać. Dla gości – oderwanie od rzeczywistości i chwila wytchnienia w otoczeniu morza i gór. Nikt nie spodziewał się, że nadejdzie sztorm i całkiem odetnie ich od świta. Można by sądzić, że to najlepsza okazja do poznania prawdziwej natury ludzi, jednak ktoś z nich doskonale udaje i krok po kroku realizuje swój morderczy plan. 

Teraz zaśniesz bardzo szybko skojarzyło mi się z kryminałami Agathy Christie. Głównie przez klaustrofobiczną atmosferę spowodowaną akcją rozgrywającą się w jednym miejscu, miejscu z którego nie można uciec. Z tym, że to nie klasyczny brytyjski kryminał, a thriller, w którym główna bohaterka próbuje odnaleźć osobę dopiero planującą morderstwo. 

Motyw klaustrofobicznej małej społeczności, w której każdy może być podejrzanym – i tak naprawdę każdy nim jest – to motyw, który prawdopodobnie nigdy mi się nie znudzi. Chociaż z każdą kolejną książką widzę coraz więcej schematów, którymi autorzy nie boją się posługiwać, to jeszcze mi się nie znudziło. Zwłaszcza przy kreowaniu głównej bohaterki – Anna nie różni się od innych kobiet w thrillerach, jak każda jest przestraszona, nieufna, popada w obłęd i nikt nie chce jej wierzyć. Zdecydowanie bardziej podobali mi się bohaterowie drugoplanowi. Każdy z nich jest ciekawy i wielowymiarowy. Nikt nie przyjeżdża na wyspę Rum bez powodu, a głównie po to by uciec od problemów. Mieszkańcy hotelu mają wiele do ukrycia, ich przeszłość z różnych powodów nie była łatwa. Teoretycznie każdy mógłby mieć powód by zemścić się na Annie. 

Zabrakło mi pikanterii. Chociaż nie uznaję tego za wadę, to tylko moje prywatne preferencje. Swoją drogą mam wrażenie, że pikanterii brakuje mi ostatnio w każdej książce.... Jednak tu oczekiwałam jej najbardziej, a tak na dobrą sprawę moje serce ani razu nie zabiło mocniej. Ustalmy dwie rzeczy – Teraz zaśniesz nie jest najbardziej trzymającą w napięciu książką świata, ale z całą pewnością opowiada wciągającą historię, od której ciężko się oderwać. To książka, której rozwiązanie po prostu trzeba poznać jak najszybciej. Droga do niego prowadzi przez ciężkie chwile Anny, przez poznawanie bohaterów ich słabości i zmartwień W międzyczasie dostajemy też wgląd myśli i motywacje mordercy – ok, te wywołują ciarki! Nie ma ani grama nudy, akcja posuwa się szybko i konkretnie, a ja bardzo to lubię. Z przyjemnością sięgnę po inne książki C.L. Tyler.

Teraz zaśniesz to ciekawy thriller, choć zaliczyłabym go do tych lżejszych i dobrych dla osób zaczynających z gatunkiem. Raczej nie wywołuje szybszego bicia serca, ani bezsenności, jednak fabuła jest bardzo wciągająca a bohaterowie szybko wzbudzają sympatię. Warto poświęcić jej czas, bo czyta się błyskawicznie i pozostawia dobre wrażenie. To naprawdę dobra książka :) 


Zapraszam Was do księgarni virtualo.pl, gdzie znajdziecie ebooka Teraz zaśniesz w promocyjnej cenie. 


M.


Konkurs z favi.pl | huśtawka/hamak


W lipcowym konkursie z favi.pl mam dla Was coś super! Tym razem do wygrania huśtawka/hamak w którym na 100% się zrelaksujecie. Konkurs właśnie wystartował na moim Instagramie! Bardzo serdecznie zapraszam Was do udziału. Konkurs powstał we współpracy z wyszukiwarką mebli i dekoracji favi.pl. Wygrywają 3 osoby, a pytanie konkursowe jest banalnie proste :) Nie trzeba niczego udostępniać ani obserwować.

Poniżej możecie obejrzeć zdjęcia i sprawdzić, czy huśtawka Wam się podoba. Jest bardzo ultra wygodna. Dopasowuje się do ciała i chociaż od rzazu po powieszeniu wygląda jak worek, to wystarczą dwie poduszki i staje się krzesłem. Można w niej sędzię długie godziny, serio!:) Idealnie sprawdzi się w ogrodzie, w domu, a nawet w podróży. Można ją zwinąć i nie zajmie dużo miejsca.

Odsyłam Was prosto do konkursu. Powodzenia!

Zapraszam Was też do przeglądania oferty favi.pl, ale jednocześnie uprzedzam, że wsiąkniecie na długie godziny, bo znajdziecie tam oferty ponad 100 sklepów! Można wyszukać prawdziwe cudeńka :)






E-BOOK: Ale z naszymi umarłymi - Jacek Dehnel


Mam taką zasadę przy wybieraniu książek do opisania ich na blogu, że czytam tylko jej opis na stronie księgarni. Nie chcę się zasugerować opiniami innych, albo nie uprzedzić do fabuły. Zdarza się, że nie wychodzi mi to na dobre. Tak też było przy Ale z naszymi umarłymi. Opis w żadnym stopniu nie zasygnalizował mi, że będzie tu mowa o zombie. Teraz kiedy już jestem po lekturze, to faktycznie, widzę sugestię, ale wcześniej nie miałam pojęcia po co sięgam.

Lubicie motyw Zombie? Jeśli tak, to Ale z naszymi umarłymi znajdziecie w księgarni internetowej virtualo.pl


Unikam kopiowania opisów ze strony wydawcy, księgarni albo przepisywania ich z okładek, ale tym razem zrobię wyjątek. Chciałabym, żebyście przeczytali dokładnie to co ja:

„Do Europy — tak, ale razem z naszymi umarłymi”, pisała Maria Janion. Ta myśl stała się punktem wyjścia powieści Jacka Dehnela, w której trochę śmieszno, trochę straszno, a na pewno bardzo aktualnie.

W pewnej krakowskiej kamienicy mieszka cały przekrój polskiego społeczeństwa. W tym Kuba i jego chłopak, Tomek. Kuba jest dziennikarzem. Wraz z ekipą telewizyjną trafia na cmentarz w Cikowicach pod Bochnią, skąd napływają informacje o napadach na groby i wykradzionych ciałach. Nie byłoby w tym może nic aż tak niezwykłego, gdyby nie jeden zagadkowy szczegół — nagrobne płyty zostały rozbite… od środka.

I wtedy zaczyna się prawdziwe literackie szaleństwo! Kolejny cud nad Wisłą? Próba mająca zjednoczyć naród? Polska w ferworze! Medialna gorączka, polityczne oskarżenia i społeczne nastroje, od paniki po euforię. Tymczasem sytuacja stopniowo wymyka się spod kontroli… Bo są na świecie rzeczy, o których nie śniło się czytelnikom.
Miało być trochę zabawnie, trochę strasznie, dla mnie było nieciekawie i nudno. Nie dlatego, że książka jest zła, ale po prostu okazała się nie trafiać w mój gust i zainteresowania. Założyłam, że to kryminał z medialno-polityczną aferą w roli głównej. Czuję się trochę oszukana przez opis. Spodziewałam się zupełnie innej treści, na pewno nie oczekiwałam zombiaków w żadnej formie. Muszę jednak przyznać, że Jacek Dehnel ma naprawdę ciekawy styl. Jest lekki jak na poruszane kwestie społeczne, momentami zabawny, a jego spostrzeżenia . To moje pierwsze spotkanie z autorem, mam wrażenie, że w innej tematyce mogłabym go polubić. Chętnie sprawdzę jeszcze jakąś książkę, jak tylko upewnię się, że nie będzie w niej nieumarłych. Powodem dla którego doczytałam książkę do końca, byli jej bohaterowie. To naprawdę fajnie wykreowany przekrój polskiego społeczeństwa. Z uwypuklonymi wadami i trochę schematyczny, ale w moim odczuciu ratujący fabułę. Jedno jest pewna, nasze społeczeństwo zdecydowanie może się w nich przejrzeć jak w krzywym zwierciadle. 

Nie wiem co więcej mogłabym napisać o Ale z naszymi umarłymi. Nie wiem czy ją polecać, tylko z powodu, że czuję, że to kawał całkiem dobrej literatury, czy odradzać, bo mnie nie porwało. Żałuję, że nie umiem docenić tej książki, ale nie zamierzam Was oszukiwać. 

Czuję, że autor chciał przekazać czytelnikom coś bardzo konkretnego, a ja tego nie wyłapałam. Wiecie, są książki, które na pierwszy rzut oka nie mają dostarczyć nam nic poza rozrywką, ale niektóre wydarzenia, czy postacie pojawiające się w fabule sprawiają, że zaczynamy widzieć w nich siebie albo podobne sytuacje życiowe. Zdarza się, że taka zwykła rozrywkowa książka zmienia nasze spojrzenie na pewne kwestie albo pozwala nam zrozumieć siebie/innych ludzi. I choćby nie taki był zamysł autora, albo gdyby chciał przekazać coś zupełnie innego, to nie wyłapanie tego jest w stu procentach ok, głównie dlatego, że to luźna książka, bez ważnych społecznie tematów. Zupełnie inaczej wygląda sprawa, kiedy doskonale wiesz, że trzymasz w rękach książkę, która jest ważna. I choćby opowiadała o zombiakach, to pod warstewką absurdalnego i przemielonego na wszystkie możliwe sposoby tematu, otrzymujemy tak wiele społecznie istotnych kwestii, tak wiele o Polakach, tak wiele o mediach, tak wiele o kościele i polityce, że nie można tego traktować na równi tymi rozrywkowymi książkami. Będę zupełnie szczera – ani kościół ani polityka nie leżą w grupie moich największych zainteresowań. Oczywiście, że znalazłam w książce mnóstwo trafnych tez, oczywiście, że dała mi do myślenia, oczywiście, że jest niezwykle aktualna. Jednak nadal jestem przekonana, że nie wyłapałam wszystkich ważnych kwestii, że nie do końca zrozumiałam co chciał przekazać Jacek Dehnel w Ale z naszymi umarłymi, że w momentach, w których zaczynałam się nudzić, to po prostu przestawałam myśleć o tym co czytam. Absolutnie nie chcę napisać, że to zła książka, bo wcale taka nie jest. Ja po prostu czuję, że nie powinnam jej oceniać, bo jej w jakimś stopniu nie zrozumiałam. 

A może po prostu wymyślam i ten przekaz był tak prosty, że faktycznie go wyłapałam i tak najzwyczajniej w świecie nie odnalazłam w Ale z naszymi umarłymi nic dla siebie? Nie będę się już nad tym zastanawiać i na pewno nie będę wracać do tej książki. Ale jeśli interesują Was i nie nudzą zombie, to myślę, że ta książka może się Wam spodobać.

Ebook Ale z naszymi umarłymi czeka na Was w księgarni internetowej virtualo.pl

M.



Stranger Things Ciemność nad miastem - Adam Christopher



Ah jak cieszy mnie ten lipiec, jak cieszy mnie nowy sezon Stranger Thngs i nowa książka w serii! Tym bardziej, że tym razem dostajemy historię Jima Hoppera, za którym po prostu przepadam. Widzieliście już 3 sezon? Motyw jego rozmowy z Mikem i Nastką z pierwszego odcinka to czyste złoto! :)


Ciemność nad miastem zaskoczyła mnie z dwóch powodów – jej grubość znacznie przewyższa poprzednią książkę z serii Stranger Things, co okazało się miłą niespodzianką w połączeniu z faktem, że książka jest kryminałem! I to całkiem porządnym kryminałem. Tak samo jak w przypadku Mrocznych umysłów, dostajemy w niej tło serialowej historii. Tym razem akcja rozgrywa się w Nowym Jorku, gdzie razem z o niemal dziesięć lat młodszym detektywem Hopperem mierzymy się z jedną z trudniejszych spraw w jego karierze. 

Zagadka kryminalna jest całkiem intrygująca. W Nowym Jorku grasuje seryjny morderca, nad sprawą którego pracuję detektyw Hopper i jego partnerka Delgado. Kiedy w końcu trafiają na poważny trop, sprawa zostaje im odebrana przez agentów federalnych. Detektywi nie poddają się i w tajemnicy przed przełożonym nadal badają sprawę. Ktoś wyczekuje tajemniczego Dnia Węża i przepowiada, że w tym dniu nad miastem zapanują absolutne ciemności. Muszę przyznać, że przez długi czas miałam wrażenie, że fabuła rozwinie się w coś nadnaturalnego, coś w stylu serialowego Stranger Things. Wszystko szło dokładnie w tym kierunku, ale nie. Autor pozostał w świecie realistycznym i chyba wyszło mu to na dobre. Fabuła składa się w fajną całość, rozwiązanie zagadki jest satysfakcjonujące, choć raczej nie sposób wpaść na nie samodzielnie. Akcja raz zwalnia, raz przyspiesza – co można by uznać za minus, ale mnie się podobało, momentami działo się tak dużo jak w szaleńczym filmie akcji, krótka przerwa od czasu do czasu była wręcz wskazana. Przyczepię się tylko do jednej rzeczy – za mało mi pazura w Ciemności nad miastem. To ugłaskana i stonowana historia. Z jednej strony to zrozumiałe, w końcu jest opowiadana dziecku, jednak zabrakło mi tego czegoś, małej iskry, która dopełniłaby kryminalną część książki. 

Jim Hopper opowiada swoją historię Nastce, o czym raz na jakiś czas przypominają wstawki z ich domku w Hawkings, gdzie spędzają śnieżny grudniowy dzień, jedzą gofry, a Jim popija kawę za kawą i za namową dziewczynki wspomnieniami wraca do lipca 1977 roku. Wtrącenia z teraz są świetną okazją by przyjrzeć się bliżej relacji między nimi. Jest trochę nieporadna i ostrożna, ale od razu widać, że szczera i serdeczna. I chociaż taki rodzaj więzi ojciec – córka nadal jest czymś nowym dla obu stron, to ich wzajemna troska jest niemal namacalna. Swoją drogą bohaterowie zostali bardzo fajnie odwzorowani. Nie miałam problemu, by poczuć, że książkowy Hopper to ten sam trochę cyniczny Hopper co w serialu - a Nastka, no cóż, jest Nastką ;)

Hopper to jedna z moich ulubionych dorosłych postaci w Stranger Things, dlatego bardzo ucieszyłam się z książki poświęconej jego przeszłości. Szkoda tylko, że to bardzo okrojony jej fragment. Uważam, ze Jim ma niezwykle ciekawą historię. Można z niej wyciągać i wyciągać. Weźmy na przykład motyw rodziny – co stało się z żoną i córką?, albo ten dotyczący jego służby w Wietnamie.  Szkoda, że nie dano nam więcej i że nie było bardziej prywatnie, ale mam cichą nadzieję że Jim Hopper dostanie jeszcze swoje 5 minut. 

Ciemność nad miastem podobała mi się bardziej niż Mroczne umysły, ale tylko ze względu na jej gatunek. Mam słabość do kryminałów i już. Jednak uważam, że to książka mająca mniej wspólnego z fantastycznym światem Stranger Things. Tu głównym filarem łączącym powieść z serialem jest Jim Hopper. Kolejny tytuł z serii będzie świetnym dopełnieniem ulubionego serialu, ale tym razem, dzięki znacznie bardziej uniwersalnej treści ma szansę trafić do szerszego grona odbiorców.

M.


E-BOOK: Księżycowa kołysanka - Katarzyna Misiołek




Byłam przekonana, że doskonale wiem, czego szukam w książkach i że umiem już dobierać tylko takie lektury, które będą pasowały mi pod względem formy i treści. Opis Księżycowej kołysanki mnie zaintrygował, a okładka zachwyciła. Zacierałam na nią rączki i nie mogłam doczekać się lektury. No cóż, rozczarowania to nic przyjemnego.


Jeśli macie ochotę sami przekonać się czy Księżycowa kołysanka jest czymś dla Was, to ebooka możecie kupić w księgarni internetowej virtualo.pl


Prawdziwe problemy Agaty i Adama, którzy razem z wieloletnimi przyjaciółmi Barbarą i Bartkiem zaczęły się, kiedy postanowili, że za ostatnie pieniądze kupią stary dom nad jeziorem. Jego wyremontowanie zajęło mnóstwo czasu, zjadło jeszcze więcej nerwów i odsłoniło prawdziwe oblicze przyjaciół. Lata leciały a pary spędzały każde wakacje w domku nad jeziorem, aż pewnej ciepłej nocy doszło do prawdziwej tragedii... Stary dom nad jeziorem ma swoją mroczną historię. Miejscowi nazywają go przeklętym. Czy to za sprawą klątwy ich życie tak się pokomplikuje? 

Dwutorowe prowadzenie narracji pozwala zapoznać się z wydarzeniami kiedyś – kilkanaście lat wcześniej, kiedy Agata i Adam razem z Barbarą i Bartkiem remontują stary dom nad jeziorem, oraz wydarzeniami teraz. Teraz jedna z par jest już po rozwodzie, a druga właśnie staje przed taką samą decyzją. Książkę można przeczytać błyskawicznie, przede wszystkim dlatego, że składa się głównie z dialogów. Moim zdaniem nudnych i monotonnych. Najczęściej przedstawiających kłótnie bohaterów w różnych konfiguracjach, bo ta książka po prostu stoi kłótniami, albo wstydliwe opowieści z przeszłości dotyczące czternastolatki wrzucającej majtki do torby nauczyciela, albo moczenia się po pijaku, albo dyskusji na temat odgłosów wydawanych przez mężów podczas szczytowania… Ciągłe kłótnie i niezwykle negatywny wydźwięk relacji małżeńskich i przyjacielskich przysłonił mi wszystko inne. A tragiczne wydarzenie na które czekałam od samego początku, choć faktycznie tragiczne, straciło na mocy… Mam wrażenie, że ta książka po prostu nie ma fabuły, że wszystko kręci się wokół ciągłych sporów, zazdrości, zdrady, wygórowanych oczekiwań, zerowego zaangażowania, dziecinnego zachowania i skrajnego braku odpowiedzialności bohaterów. A bohaterowie są po prostu straszni. Wiecznie obrażeni, widzący tylko negatywne strony życia i bliskich, niepotrafiący cieszyć się tym, co mają, nieustannie obwiniający innych, bez szacunku do siebie wzajemnie. Nie polubiłam nikogo, nie byłam w stanie wczuć się w sytuację żadnego z nich, a w obliczu tragedii każdy zaczął mnie jeszcze bardziej denerwować.

Zdaję sobie sprawę, że obraz małżeństwa i długoletniej przyjaźni przedstawiony przez Katarzynę Misiołek dla wielu par jest codziennością. Ktoś może powiedzieć, że Księżycowa kołysanka jest do bólu realistyczna, albo że zachowania bohaterów mogą uzmysłowić czytelnikom jakie błędy popełniają w swoich związkach i pewnie będzie miał rację, ale dla mnie wypada zwyczajnie przykro i nudno. To nic przyjemnego czytać zapisy kłótni i ciągłych pretensji. Od zawsze chciałam, żeby czytanie było dla mnie przyjemne i relaksujące – tym razem nie było. Wymęczyłam tę książkę i wynudziłam się za wszystkie czasy.

To zupełnie nie mój styl i zupełnie nie moja tematyka. Chociaż opis książki niezwykle mnie zaintrygował, a niepokojąca okładka tylko podsyciła ciekawość, to tym razem nie trafiłam. Liczyłam na mnóstwo emocji, a jedyne jakie się we mnie zrodziły to irytacja i znudzenie. Myślę, że Księżycowa kołysanka znajdzie odbiorców wśród starszych czytelników, może tych, którzy zmagają się z problemami podobnymi do problemów bohaterów, albo takich, którzy są w podobnym miejscu w życiu? Dla mnie Księżycowa kołysanka okazała się być prawdziwą kołysanką. Zasypiałam przy niej 3 noce z rzędu, a musicie wiedzieć, że mam problemy ze snem. Czuję się skrajnie rozczarowana zarówno książką jak i moim wyborem.

Nie mogę powiedzieć, że polecam, ale myślę, że Księżycowa kołysanka znajdzie wielu odbiorców i fanów, którzy w poszukiwaniu letniego czytadła sięgną po ten tytuł. To obyczajówka, poruszająca nie do końca wygodne tematy, odsłaniająca mankamenty wielu małżeństw i przyjaźni. Opowiada o tym, jak nadmierne skupienie na własnych problemach i brak odpowiedzialności mogą doprowadzić do tragedii.


Ebook Księżycowa kołysanka dostępny jest w księgarni internetowej virtualo.pl  Sprawdźcie też wpis, który opublikowałam na blogu virtualo. Polecam tam wciągające ebooki, po które warto sięgnąć w upalne dni!


M.



Pamiętnik księgarza - Shaun Bythell



W końcu doczekałam się polskiej premiery Pamiętnika księgarza! Czekałam na nią od momentu, kiedy pojawiła się na zagranicznym rynku. W końcu książka o właścicielu antykwariatu to wybór idealny dla wszystkich, którzy kochają czytać! 

Tytułowym księgarzem i autorem pamiętnika jest Shaun Bythell, który swój antykwariat o wdzięcznej nazwie The Book Shop prowadzi w małym szkockim miasteczku Wigtown. Posiadanie własnej księgarni to szczyt marzeń wielu książkoholików i niezwykle romantyczna wizja, prawda? Góry książek, mnóstwo klientów gotowych do dyskusji o tych najciekawszych tytułach, wyszukiwanie białych kruków… Brzmi jak sen? Otóż okazuje się, że wcale nie jest tak kolorowo. 

Jestem pewna, że wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę jak kiepskie czasy nadeszły dla właścicieli małych, prywatnych księgarni. Coraz mniej ludzi decyduje się na zakupy w takich miejscach. Wchodzimy do empiku, bo wybór książek jest ogromny i łatwo tam zajrzeć przy okazji innych zakupów, albo decydujemy się na księgarnie internetowe, bo jest taniej i wygodniej. Wyobraźcie sobie jak musi być w antykwariacie. Nie zdziwi Was pewnie, że bywają dni, kiedy klientów w The Book Shop zwyczajnie nie ma… Co w takim razie robi nasz księgarz? Wyobrażacie go sobie w wygodnym fotelu, z dobrą lekturą w ręce, otoczonego stosami książek czekających na swoją kolej? Ja zawsze tak wyobrażałam sobie pracę w księgarni. Romantycznie, wiem. 

Shaun Bythell, przez okrągły rok, dzień w dzień spisywał najciekawsze wydarzenia związane z prowadzeniem antykwariatu. Czasem jest to po prostu opis rozmowy telefonicznej z niewidzącą dziewięćdziesięciolatką, która prosi o przypomnienie tytułu książki jednej z autorek, czasem wzmianka o kacu jego pracownic i godzinie, o której wstały, innym razem dokładny opis całego dnia, przeszukiwania kolekcji książek innych ludzi i odkupowania ich, albo przygotowań do festiwalu literackiego. Autor wspomina też o historii antykwariatu i budynku, w którym się znajduje, nie stroni od żartów i kąśliwych uwag. Można odnieść wrażenie, że dokładnie poznało się jego zwyczaje, a The Book Shop znajduje się na sąsiedniej ulicy, a nie niemal 2,5 tysięcy kilometrów dalej. Dostajemy też pełen wgląd w ilość klientów odwiedzających księgarnię, ilość złożonych i zrealizowanych zamówień internetowych i stan kasy. 

W moim odczuciu Pamiętnik księgarza ma dwa minusy. Jednym z nich jest to, że ciężko się w niego wkręcić. Pierwsze wpisy zupełnie mnie nie porwały. Czułam się trochę znudzona, przeszkadzał mi też sposób w jaki autor wypowiada się o tym co robi i o klientach, którzy go odwiedzają - cały czas miałam w głowie tę romantyczną wizję prowadzenia księgarni, ale w końcu przyszła refleksja: no tak, po 13 latach można się przyzwyczaić, a klienci faktycznie bywają nieznośni. Zostałam też fanką poczucia humoru Shauna Bythellai, nawet nie wiem kiedy absolutnie pokochałam tę książkę. Drugim minusem jest to, że jak już się wczuje w klimat, polubi bohaterów i przeżyje razem z nimi cały rok w The Book Shop, to ciężko się z nimi rozstać. W tej chwili rozpaczliwie pragnę znaleźć się w Wigtown, odwiedzić antykwariat, poszperać w książkach zgromadzonych przez Shauna. Zamarzyłam o uczestnictwie w festiwalu literackim i choć do tej pory raczej trzymałam się od nich daleka, to temu w Wigtown nie byłabym w stanie się oprzeć… Jest mi przykro, że skończyłam tę książkę, ale wrócę do niej jeszcze. Może fajnym pomysłem byłoby czytanie jednego wpisu dziennie, zaczynając od 5 lutego? 😊 

Chociaż Shaun Bythell wydaje się pisać o swoim zajęciu bez większych emocji, to jestem przekonana, że musi naprawdę kochać to co robi. Gdyby było inaczej, już dawno zrezygnowałby z The Book Shop. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się jak wygląda życie księgarza, prowadzącego antykwariat, to dłużej nie musicie tego robić. Po prostu przeczytajcie tę książkę. Poza bezpośrednim obrazem pracy antykwariusza może okazać się też kopalnią książkowych inspiracji. I chociaż znaczna część wspominanych tytułów nie została przetłumaczona na polski, albo dotyczy specyficznej, często specjalistycznej tematyki, to jestem pewna, że wiele osób znajdzie pośród nich coś dla siebie.

M.
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Insignis.

E-BOOK: TY - Caroline Kepnes | książka vs. serial


O serialu na podstawie tej książki było bardzo głośno na przełomie 2018 i 2019 roku. Sama dałam się porwać produkcji Netflixa i razem z chłopakiem obejrzeliśmy całość w ciągu jednego posiedzenia. I chociaż znalazłoby się kilka niedociągnięć i mało logicznych momentów, to całość bardzo nas wciągnęła. U mnie z efektem wow, u R. trochę mniej. :) Po prostu musiałam sprawdzić jak serial ma się do książki.

Już teraz zdradzam, że wato przeczytać. Jeśli lubcie thrillery psychologiczne to ten jest absolutnie fascynujący i wywołujący ciarki. Ty Caroline Kepnes znajdziecie w księgarni virtualo.pl


Początkująca pisarka przechadzająca się po księgarni od razu wpadła mu w oko. Krótka rozmowa utwierdziła go w przekonaniu, że to dziewczyna idealna dla niego, że los postawił ich przed sobą. Wystarczyła chwila, by poznał jej pełne imię i nazwisko i chwila by wyszukał ją w sieci. Publiczny profil na Facebooku i aktywnie Tweetowanie bardzo szybko doprowadziły go prosto pod jej dom, dalej poszło jak z płatka. Przypadkowe spotkanie, przypadkowe ratowanie życia, przypadkowe zaginięcie telefonu… Tylko czy na pewno wszystko to jest winą przypadku? Joe Goldberg doskonale wie co robi i nie zawaha się przed niczym, by zdobyć miłość Beck.

Pierwsze co rzuca się w oczy w Ty to sposób narracji. Główny bohater zwraca się bezpośrednio do swojej ukochanej. Opowiada jej o ich pierwszym spotkaniu, o tym jakie zrobiła na nim wrażenie, o tym jak ją poznawał, a jak torował sobie drogę prosto do jej serca usuwając wszystkie przeszkody i jak dzień po dniu coraz bardziej zatracał się w chorobliwej fascynacji jej osobą. Jego obłęd jest niemal namacalny. Joe jest niezwykle wykreowany. Uwielbiam jego postać, uwielbiam sposób w jaki opowiada swoją historię, uwielbiam jego pozorny spokój i opanowanie i to jak niepokojąco elektryzującym jest bohaterem. Wywołuje u mnie zupełnie skrajne emocje – z jednej strony naprawdę go lubię i, o zgrozo, kibicuję mu, z drugiej uważam, że jest okropną, szaloną i bezwzględną osobą, której nigdy nie chciałabym spotkać w prawdziwym życiu, ale w literaturze – jak najczęściej, poproszę! Po prostu mam słabość do książkowych psychopatów, a Joe został doskonale napisany. Już w pierwszym rozdziale można wyczuć z kim mamy do czynienia i już od pierwszego rozdziału lektura jest czystą przyjemnością. Oczywiście jeśli ktoś lubi ten rodzaj narracji i trochę kontrolowanego bałaganu w jej prowadzeniu.

Choć niezwykle podoba mi się monolog Joea, to powierzenie narracji tylko jednemu, tak specyficznemu bohaterowi, odbiera możliwość lepszego poznania innych postaci. Beck przedstawiona z perspektywy Joea jest niesympatyczne, zdecydowanie za bardzo skupiona na sobie, w pewnym stopniu nieosiągalna dla czytelnika. Forma książki narzuca tą niedostępność, jednak kiedy zestawi się ją z serialem, w którym Beck otrzymała swoje pięć minut, to można poczuć niedosyt. Zdecydowanie bardziej wolę serialową Beck, zdecydowanie bardziej wolę serialowe przyjaciółki Beck, z Peaches włącznie.

Już przed lekturą Ty miałam wyrobione zdanie na temat fabuły i doskonale wiedziałam, że mi się spodoba. Nie byłam jedynie pewna, czy i jak bardzo będzie odbiegać od Ku mojemu zaskoczeniu Oczywiście, pojawia się sporo różnic, serial niejednokrotnie odbiega od wydarzeń w książce, ale pojawiają się też drobne smaczki i szczegóły, które ktoś mógłby uznać za nieistotne, a jednak fajnie, że się pojawiają. Można je odebrać jako ukłon w stronę autorki, a należy jej się co najmniej jeden! Szalenie podobało mi się, że producenci położyli nacisk na stalking internetowy. W książce nie robi on takiego wrażenia jak w serialu, a to rzeczywiście istotne zagrożenie i fajnie, że tak mocno wybrzmiało w adaptacji książki. Sama niemal całkowicie ograniczyłam dostęp do moich prywatnych social mediów i czuję się z tym zdecydowanie spokojniej. Muszę jeszcze wspomnieć o doborze aktorów – choć na początku nie mogłam pozbyć się wrażenia, że oglądam Dana z Plotkary w roli Joea i Emilly ze Słodkich kłamstewek w woli Peach, to w tej chwili nie wyobrażam sobie, żeby mieli wyglądać inaczej i kiedy czytałam książkę nieustannie miałam przed oczami niepokojącą twarz Pennyego Badgleya.

Nie potrafię traktować książki i serialu jako dwa osobne byty, prawdopodobnie dlatego, że są do siebie bardzo podobne i z całą odpowiedzialnością mogę napisać, że twórcy ani trochę nie zepsuli książki. To nie zdarza się często. Zarówno książka jak i serial trzymają w napięciu, wzbudzają mnóstwo emocji. Za kreację głównego bohatera należałby się autorce złoty medal, a Pennemu Badgleyowi nagroda! Zdecydowanie polecam przeczytać Ty, a później obejrzeć serial, jeśli jeszcze go nie wdzieliście, a jeśli widzieliście, to i tak dopełnijcie go książką. Nie pożałujecie :)

Jeśli macie przeczytać jakiś thriller w tym tygodniu, to niech to będzie ten :) E-book Ty Caroline Kenpes dostępny jest w księgarni internetowej virtualo.pl

M.


W pogoni za słońcem - Linda Geddes


Na samym początku musimy coś ustalić. Jestem fanką zimy i jesieni, uwielbiam zamiecie śnieżne i deszczowe dni. Wolę chłodek, niż upał. W końcu łatwiej ogrzać się zimą, niż ochłodzić latem. Przyznaję, że nie rozumiem jak to możliwe, że ludziom dobrze żyje się w upałach, ani jakim cudem ich skóra nie pali się pod wpływem promieni słonecznych tak samo jak moja, a nabiera brązowego koloru. 

Zawsze ostrzegano mnie przed słońcem – zakryj się, nie zapomnij o filtrze, nie patrz w słońce, bo zepsuje ci się wzrok, nie siedź tak długo na słońcu, bo dostaniesz udaru itp. W pewnym momencie nabrałam przekonania, że to całe słońce wcale nie jest takie dobre dla mojego organizmu. A w końcu byłam przekonana, że wypowiedziało mi wojnę, bo nie dość, że zaczęło wywoływać u mnie reakcje alergiczne, to rok w rok budziło do życia rośliny, których pylenie niemal wyłączało mnie z życia na całą wiosnę i całe lato. Kojarzycie książkę Ponad wszystko? Marzyłam o tak sterylnym domu, w jakim mieszkała Maccdy! Teraz już wiem, że słońce jest dobre, oczywiście, że wiem, ale nie miałam pojęcia, że aż tak dobry wpływ może mieć na ludzi – ogromne wrażenie zrobiła na mnie opowieść autorki o działaniu słońca na pacjentów w szpitalach! Linda Geddes, poważnie dała mi do myślenia. 

Linda Geddes w W pogoni za słońcem napisała o tym, jak ważne w naszym życiu jest światło słoneczne. Każdy z dziesięciu rozdziałów poświęcony jest innemu zagadnieniu i opowiada o: zegarze biologicznym, o elektryce ciała, o pracy zmianowej, o doktorze Słoneczko, o czynniku ochronnym, o mrocznym miejscu, o północnym słońcu, o świetlnym lęku, o dostrajaniu zegara, a w końcu o zegarze dla społeczeństwa. Autorka nie tylko przekazuje wiedzę, ale opowiada o procesie jej zdobywania, często powołuje się na badania i statystyki, a co za tym idzie dużo w niej poszerzających horyzonty ciekawostek. Zostawia też porady na przykład takie dotyczące radzenia sobie z jet lagiem albo podpowiadające jak funkcjonować gdy pracujemy w systemie zmianowym. Przedstawia próby naukowców dążących do stworzenia światła energetycznego jak najbardziej przypominającego światło słoneczne – to właściwie trochę przerażające jak szybko rozwija się technologia... Ta książka nie tylko przekazuje wiedzę, ale też uczy jak zrozumieć funkcjonowanie własnego organizmu. Od miesięcy zastanawiam się dlaczego nie mogę spać – teraz już wiem. Zupełnie nie spodziewałam się tego, że W pogoni za słońcem zmotywuje mnie do wprowadzenia zmian w życiu, ale faktycznie tak się stało. Może w końcu uda mi się odpowiednio wyregulować zegar biologiczny i zrozumieć go! 

Do tej pory niezmiennie twierdziłam, że mogłabym żyć bez słońca, że wcale go nie potrzebuję. W żartach niejednokrotnie przeprowadzałam się już w miejsca, w których panuje całoroczna zima, ot takie gadanie zrozpaczonej alergiczki. Ale kiedy podczas lektury zaczęłam zastanawiać się nad tym jak funkcjonuję, kiedy najlepiej myślę i najszybciej pracuję, kiedy najgorzej śpię, a kiedy zasypiam jak dziecko – za każdym razem wychodziło na to, że w każdym z tych przypadków słońce i sztuczne światło mają coś do powiedzenia – dziś cały dzień spędziłam przed komputerem, na pewno nie zasnę zbyt szybko… Już tak bardzo się nie gniewam na słońce, ale nadal wolę, kiedy ogrzewa mnie jesienią i zimą ;)

Zrodziliśmy się z wirującej planety, którą ukształtowało światło gwiazd. I chociaż obecnie tworzymy nasze własne elektryczne gwiazdy, które rozświetlają noc, nasza biologia pozostaje przywiązana do monarchy potężniejszego od nich wszystkich: naszego Słońca. 

Prawdopodobnie będę to powtarzać za każdym razem, ale wprost przepadam za popularnonaukową literaturą wydawnictwa Insignis! W pogoni za słońcem to kolejna niezwykle wartościowa książka, pełna rzetelnie przekazanej wiedzy w bardzo przystępnej formie. To lektura idealna dla wszystkich ciekawych świata. Zawsze jest coś nowego do poznania, świat jest pełen zagadek i ciekawostek. Wydawać by się mogło, że o słońcu wiemy już tak dużo, że więcej nie trzeba, a jednak Linda Geddes opowiada o rzeczach, o których jestem pewna, że większa część z nas nigdy nawet nie pomyślała. A warto pomyśleć i przyjrzeć się słońcu troszkę bliżej.

M.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Insignis.

Pieszo i beztrosko. O sztuce spacerowania - Bonnie Smith Whitehouse


Spacerowanie to, zaraz obok czytania i fotografowania, mój ulubiony sposób spędzania wolnego czasu. Nigdy nie wpadłabym na pomysł, że mogę coś zmienić w moim chodzeniu, że mogę spacerować lepiej. Aż w moje ręce wpadło Pieszo i beztrosko… i okazało się, że faktycznie mogę lepiej, uważniej, z większymi korzyściami dla duszy :)

Pieszo i beztrosko jest książką o spacerowaniu. Kiedy tylko przeczytałam jej opis wiedziałam, że to coś dla mnie, ale zastanawiałam się też co właściwie można o tym chodzeniu napisać? Otóż można bardzo dużo. Książka dzieli się na sześć części a każda z nich ma zwrócić naszą uwagę na wybrane zagadnienia - świadomość miejsca, poznanie świata, dobre samopoczucie, zaangażowanie, uwagę i transcendencję. Każdą z części poprzedza krótkie wprowadzenie, z którego przechodzimy do ćwiczeń. Ćwiczenia są różne, czasem wystarczy iść przed siebie, czasem o czymś pomyśleć, coś zauważyć, a czasem o czymś napisać albo coś narysować - na to też jest miejsce. Myślę, że śmiało mogę stwierdzić, że Pieszo i beztrosko jest w połowie dziennikiem, bo mnóstwo w niej pustych kartek przeznaczonych specjalnie do zapisywania przemyśleń i wypełniania zadań proponowanych przez autorkę. To taka książka, którą właściwie powinniśmy zapisać sami, w której, z pomocą autorki, możemy stworzyć własną historię o spacerowaniu. Jest w połowie dziennikiem, niezwykle pięknym i zachęcającym do uzupełniania. W takich momentach żałuję, że piszę jak kura pazurem, bo jestem w stanie wyobrazić sobie, jak pięknie mógłby wyglądać, gdybym miała choć trochę zdolności manualnych i plastycznych... Właściwie nigdy nie byłam typem osoby zapisującej wszystko w dziennikach, ale w moim życiu zaszło kilka zmian, trochę więcej muszę pamiętać i mam nadzieję, że dzięki Pieszo i beztrosko nie tylko poprawię jakość spacerowych doznań, ale też uda mi się wyrobić nawyk zapisywania! Fajnie byłoby zatrzymać te ulotne chwile i myśli na dłużej.

Poza tym w książce znalazło się też dużo miejsca na inspirujące cytaty i przeróżne ciekawostki dotyczące chodzenia. Rzecz widoczna na pierwszy rzut oka - jest przepięknie wydana - to chyba jedna z piękniejszych okładek w tym roku! Jej format jest idealne do tego, żeby nosić ją ze sobą na spacery i korzystać z zawartych w niej wskazówek, a tych jest całe mnóstwo. I chociaż przyznaję, że nie wszystkie z nich mi odpowiadają – nie mam ochoty i odpowiednio dużo wyobraźni, by wchodzić w duchową więź z lasem, to nie raz z przyjemnością wrócę do zadań oddziaływających na kreatywność i uważność.



Dużym zaskoczeniem było dla mnie to, że już od jakiegoś czasu, zupełnie nieświadomie wypełniam niektóre z zadań. Weźmy pierwsze z brzegu, mówiące by przejść się po najbliższej okolicy. Od lat przechadzam się po okolicy mojego domu rodzinnego i obserwuję jak się ziemia. Mieszkam na obrzeżach miasta, pełnych pięknych domków i jeszcze piękniejszych ogrodów. Spaceruję, przyglądam się im i marzę. Tymczasem Bonnie Smith Whitehouse zwróciła moją uwagę na to, żeby nie patrzeć wyłącznie na to czym się otaczam, ale też nad tym kim, żeby pomyśleć jak mogłabym opisać to miejsce innym. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, a to przecież taka prosta rzecz. Dążę do tego, że czasem potrzeba małego impulsu, żeby zwrócić uwagę na to co nas otacza, żeby docenić te najmniejsze rzeczy, cieszyć się nimi i żyć szczęśliwie. Myślę, że Pieszo i beztrosko może być właśnie tym impulsem. Dla mnie zdecydowanie było!

Tak samo jak nie mamy problemu z chodzeniem, tak samo nie powinniśmy mieć problemu z docenianiem otaczającego nas świata. Jednak w towarzyszącym nam na co dzień pośpiechu coraz trudniej znaleźć chwilę na zupełne wylogowanie się, na zapomnienie o problemach i kilka minut zupełnego wyciszenia i chwilę zachwytu. Warto to zmienić, a Pieszo i beztrosko może okazać się pomocne. Bardzo podoba mi się ten poradnik, jest niezwykle inspirujący. Wierzę, że i Wy odnajdziecie w nim coś dla siebie. Jest niezwykle inspirujący. 

M.


Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu SQN.



Etykiety

.kobiece .podsumowanie A.J. Finn Abbi Glines Adam Christopher Adam Kay Adrian Bednarek Agata Czykierda - Grabowska Agata Przybyłek Agnieszka Lis Alek Rogoziński Alex Marwood Alex Michaelides Alice Clayton Alice Feeney Alison Noel Andrew Mayne Aneta Jadowska Anna Bellon Anna Ekberg Anna Ficner-Ogonowska Anna Kańtoch Anna McPartlin Anna Niedbał Anna Todd Artur Chmielewski Bartosz Szczygielski Belinda Bauer Bonnie Kistler Bonnie Smith Whitehouse Brittainy C. Cherry Brittainy C.Cherry Brodi Ashton C.L. Tylor Camilla Läckberg Cara Hunter Caroline Kepnes Carolyn Egan Carolyne Faulkner Charlaine Harris Chloe Esposito Chris McGeorge Christine Feret-Fleury Claire King Colleen Hoover Corinne Sweet Cynthia D'Aprix Sweeney Cynthia Hand Dani Rabaiotti Daniel Nyari Dolores Redondo Elaine DePricne Elisa Albert Emma Farrarons Erica Spindler Erin Hunter Erwin Thoma Eva Pohler Fiona Barton Francis Duncan Fuminori Nakamura Gabriela Gargaś Gilly Macmillan Girl Online Glenda Millard Gwenda Bond Helen Russell Holly Ringland J. Sterling J.P. Monninger JP Delaney Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Janice Y.K. Lee Jem Lester Jenna Evans Welch Jennifer L. Armentrout Jennifer L.Armentrout Jenny Han Jessica Khoury Jill McGrow Joanna Szarańska Jodi Meadows Joe Sugg John Corey Whaley Jojo Moyes Jolene Hart Jonh Anderws Jorge Cham & Daniel Whiteson Josh Malerman K.A Tucker Karen Dionne Karolina Wilczyńska Katarzyna Michalak Katarzyna Misiołek Kate Atkinson Katherine Webb Kayhryn Croft Keith Stuart Kelly Barnhill Kendall Ryan Kim Hlden Kim Holden Kimberly McCreight Kiran Millwood Hargrave Layla Wheldon Leisa Rayven Liebster Blog Award Linda Geddes Linia serc Lisa De Jong Lisa Hågensen Lorena Franco Louise Jensen Louise O'Neill Lucy Vine Mads Peder Nordbo Maeve Haran Magda Stachula Magdalena Witkiewicz Maggie Stiefvater Maja Lunde Marcin Wójcik Marie Benedict Markus Zusak Marta Guzowska Mary Beth Keane Maybe Someday Megan Miranda Meik Wiking Mia Sheridan Michaela DePrince Michał Gaszyński Michele Campbell Michelle Falkoff Michelle Frances Miranda Kenneally Natalia Sońska Natasza Socha Neil Gaiman Neil deGrasse Tyson Nicholas Sparks Nick Caruso Nicolas Sparks Paola Capriolo Paul Grossman Paula Hawkins Paulo Coelho Peternelle van Arsdale Philip Roth Piotr Wilkowiecki R.J.Palacio Rainbow Rowell Regina Brett Remigiusz Mróz Renata Chaczko S. R. Masters Sally Thorne Sandra Orzelska Sarah J. Maas Sarah Vaughan Saroo Brierley Shaun Bythell Stephanie Perkins Stuart Turton Susan Dennard Susan Mallery Sylwia Trojanowska Tammara Webber Tana French Tarryn Fisher Terry Brooks Tony Trixi Von Bulow Ule Hansen Valérie Tasso Wojciech Czusz Yann Martel Zbigniew Zborowski Zoe Sugg dr Richard Shepherd rebecca Donovan
Copyright © Maw reads