Syn wiedźmy - Kelly Barnhill



Mieliście przyjemność poznać Dziewczynkę, która wypiła księżyc? Na mnie wywarła ogromne wrażenie i sprawiła, że pokochałam powieści dla dzieci. Przekonałam się, że warto szukać tych najbardziej wartościowych, tych magicznych i porywających. Taka właśnie była pierwsza książka Kelly Barnhill, taka też jest kolejna książka autorki – Syn Wiedźmy. Jednak zanim o wnętrzu, muszę wspomnieć o tym co widać na pierwszy rzut oka – ta okładka! Jest przepiękna i doskonale pasuje do historii. Wszyscy świetnie znamy powiedzenie, że nie ocenia się książki po okładce, ale jesteśmy wzrokowcami, a tak piękna oprawa z pewnością przyciągnie wielu czytelników. Jeśli nie okładka, to mam nadzieję, że opis jej treści, bo to najważniejszy powód, dla którego warto sięgnąć po Syna Wiedźmy.

Ned to niezwykły chłopiec, mimo, że przez wielu określany jako ten niewłaściwy. Nosi w sobie wszytą duszę tragicznie zmarłego brata i wypełniony jest magią. A magia ta przysparza mu wielu problemów. Ned próbuje ukryć się przed Królem Zabójców i jego szajką. Na swojej drodze spotyka Aine, dziewczynkę z innego świata, świata wrogo nastawionego do Neda. To córka Króla Zbójców. Czy to spotkanie będzie dla niego bezpieczne? Czy spełni się dana Ainie przepowiednia – „Uratujesz życie niewłaściwemu chłopcu, a on uratuje życie tobie”?

Autorka stworzyła niezwykły klimat. Absolutnie baśniowy i magiczny, tajemniczy i nieznany. To bardzo dobrze wykreowany świat i niezwykle ciekawie poprowadzona historia. Historia o walce dobra ze złem, pełna przygód, w której świetnie połączono fantastykę z realizmem. To coś świeżego, nowego, przede wszystkim ze względu na magię... Zaskoczył mnie sposób w jaki Kelly Barnhill o niej opowiedziała. Przedstawiła ją jako osobną postać, obdarowała charakterem, stworzyła obraz nieposkromionej, niezdyscyplinowanej, kłótliwej, niebezpiecznej bohaterki. Ciężkiej do okiełznania i groźnej, jeśli trafi w niewłaściwe ręce. Nie sposób jej opisać, to po prostu trzeba sprawdzić.

Syn Wiedźmy będzie świetnym punktem startowym do rozmowy z młodszymi czytelnikami na trudniejsze tematy – o stracie, o podejmowaniu decyzji mających wpływ nie tylko na decydującego, o rozwijaniu relacji, o sile wypowiadanych słów, o możliwych konsekwencjach, a w końcu o miłości, przyjaźń i trosce o najbliższych. Ta historia, mimo prostego języka, baśniowego stylu i żwawo rozwijającej się fabuły, może okazać się zbyt trudna. Pełno w niej powiązań i odniesień do prawdziwych sytuacji w życiu każdego człowieka, których młodszy czytelnik raczej nie będzie w stanie wyłapać sam, a co za tym idzie, nie będzie w stanie zrozumieć w pełni przesłania, jakie niesie za sobą Syn Wiedźmy. To książka, która wymagać może dodatkowego przerobienia, wytłumaczenia i zwrócenia uwagi na to co w niej najważniejsze, ale zdecydowanie jest tego warta. Książki są najlepszym narzędziem by przekazywać najważniejsze wartości i szkoda by było z nich nie skorzystać.

Syn wiedźmy ma szansę odegrać ważną rolę w życiu młodszych czytelników, starszym natomiast, pozwoli cofnąć się w czasie i przeżyć świetną, pełną trzymających w napięciu zwrotów akcji baśniową przygodę. Jestem pewna, że każdy wyciągnie z niej coś dla siebie. Ja jestem zachwycona i polecam całym sercem tę magiczną książkę młodszym i starszym!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Literackiemu.

Stranger Things Mroczne umysły - Gwenda Bond


Długo broniłam się przed oglądaniem Stranger Things. Obawiałam się nadnaturalnych stworów i prawdziwie upiornych scen, a kiedy już zdecydowałam się zerknąć na pierwszy odcinek, zastała mnie noc i rozpacz z powodu ostatnich sekund pierwszego sezonu. Z niecierpliwością czekam na trzeci sezon, który będzie miał premierę 4 lipca, w moje urodziny!


W serialowym Stranger Things śledzimy losy grupy bardzo młodych przyjaciół. Razem z nimi przechodzimy na Drugą Stronę, walczymy z demogorgonami i poznajemy nadprzyrodzone umiejętności pewnej dziewczynki - książkowy prequel pozwala nam przekroczyć próg laboratorium i dowiedzieć się, na czym polegały prowadzone w nim niebezpieczne eksperymenty, ale przede wszystkim poznajemy historię Terry, matki serialowej Nastki.


Ogłoszenie o naborze do udziału w płatnych badaniach laboratoryjnych to prawie jak wygranie losu na loterii dla młodzieży zamieszkującej w Bloomington w stanie Indiana. Dla Terry Ives to nie tylko dodatkowa gotówka, ale poczucie, że bierze udział w czymś naprawdę ważnym. W laboratorium spotyka Alice, Glorię i Kena, którzy tak jak ona poddawani sią eksperymentom. Uczestnicy badań zaprzyjaźniają się i wspólnie dochodzą do wniosku, że eksperymenty którym są poddawani wydają się co najmniej niepokojące. Konsekwencje udziału Terry w badaniach okazały się tragiczne. Co doprowadziło dziewczynę do stanu, w jakim mieliśmy okazję oglądać ją w drugim sezonie serialu?

Zawsze ciężko jest opowiadać o książkach, których fabuła mogłaby zdradzić zbyt wiele. Tym razem jest jeszcze trudniej – jeśli napiszę zbyt wiele popsuję Wam nie tylko powieść, ale i serial, na podstawie którego powstała. Umówmy się, że nie wspomnę już ani słowem o fabule. Skupię się tylko na wrażeniach z lektury.

Stranger Things Mroczne umysły to sensownie skonstruowane wprowadzenie do wydarzeń z serialu, skupione przede wszystkim na prowadzonych w laboratorium eksperymentach. Nie ukrywam, że liczyłam na jakiekolwiek wyjaśnienie czym jest The Upside Down i jak doszło do pierwszego przedostania się na Drugą Stronę – tego nie dostałam. Poza tym nie miałam żadnych oczekiwań względem książki. Nie czuję się ani rozczarowana, ani zachwycona. Mroczne umysły to po prostu prequel serialu, nie próbują być niczym więcej. Okazały się prostą książką. Lekką, niewymagającą większego skupienia z dużą ilością dialogów. Czyta się błyskawicznie i bardzo przyjemnie. Konsekwencje wydarzeń z książki łatwo odnaleźć w serialu, co jest ogromnym plusem. Obie historie w naturalny sposób zazębiają się ze sobą.

Można powiedzieć, że książka i serial to ta sama opowieść, jednak ja wyraźniej odczułam różnice w klimacie obu wersji i bez wątpienia jestem większą fanką tej serialowej. Tak samo, jak pierwowzór, Mroczne umysły są melancholijnym powrotem do przeszłości. Możemy to odczuć w na wiązaniach do muzyki, literatury i ważnych wydarzeń z lat 60 i 70 XX w. Mamy tu do czynienia ze znacznie starszymi bohaterami, którzy zamiast grać w Dungeons & Dragons, zajmują się studiami, martwią opłatami za wynajmowane mieszkanie i nie stronią od używek. Żaden z nich nie wzbudził we mnie  aż tak dużej sympatii, jaką wzbudzili serialowe dzieciaki. Uważam, że Gwenda Bond dobrze poradziła sobie z książką, świetnie wykreowała postać Terry, która w końcu miała okazję powiedzieć coś więcej niż: oddychaj, słonecznik, tęcza. Tu okazała się silną i inteligentną kobietą. Z pewnością sięgnę po kolejne części książki, jeśli tylko zostaną wydane w Polsce.

To książka przede wszystkim dla fanów serialu. Fajny smaczek dla tych, którzy nie mogą doczekać się nadchodzącej premiery nowego sezonu. Nie jest to historia, którą koniecznie trzeba poznać – w żaden sposób nie wpływa na rozwój fabuły serialu, nie odkrywa też żadnych wielkich tajemnic. Jest po prostu dodatkiem do historii i ciekawym zarysowaniem tła. Jeśli mieliście wątpliwości co do Stranger Things Mroczne umysły, to mam nadzieję, że je rozwiałam. 

M.


E-BOOK: Nigdziebądź - Neil Gaiman


Dużo dobrego słyszałam o Gaimanie. Czytelnicy zakochują się w jego książkach od pierwszych zdań. Do lektury zachęcają nie tylko pozytywne opinie, ale też piękne okładki - nie sposób odwrócić od nich wzroku. Musiałam w końcu sięgnąć po którąś z nich. Jedno wiedziałam na pewno - swoją przygodę z Gaimanem zacznę od jego solowego debiutu. Dlatego Nigdziebądź to moje pierwsze spotkanie z autorem. Czy oczarował mnie swoją magią? Bez wątpienia. 

Życie Richarda Mayhew'a nie różniłoby się niczym od życia przeciętnego londyńczyka, gdyby pewnego dnia nie postanowił udzielić pomocy zakrwawionej dziewczynie znalezionej na ulicy. Drzwi - bo takie imię nosi owa dziewczyna -  przenosi go do Londynu Pod - alternatywnej rzeczywistości, inspirowanej planem stacji metra. A tam zdarzyć się może wszystko. Richard i Drzwi muszą uciekać przed okrutnymi mordercami i odnaleźć legendarnego anioła Islingtona - jedyną osobę, która jest w stanie im pomóc.

Bohaterowie zostaną poddani niejednej próbie. Spotkają na swojej drodze przedziwne postaci. Będą musieli zmagać się z niesamowitymi zagadkami. Przejdą wiele, żeby odzyskać dawne życie. 
Autor ani trochę nie oszczędza bohaterów. Zadania, które przed nimi stawia wzbudzają wiele emocji i budują napięcie, a niezwalniająca akcja i niespodziewane twisty fabularne sprawiają, że nie można się oderwać od lektury.

Gaiman mistrzowsko bawi się słowem. 

Tworzy niecodzienne porównania i neologizmy (uwielbiam!) a tym samym bardzo wyraźnie określa swój styl. Można odnieść wrażenie, że wyobraźnia autora jest niczym nieograniczona. A czytelnik powinien być gotowy na wszystko, zupełnie nic nie powinno go dziwić. Tymczasem każdy nowy przedziwny stwór jest kolejnym zaskoczeniem. Autor potrzebuje tylko kilka zdań, żeby zbudować odpowiednią atmosferę. Doskonale radzi sobie z opisami - nie są przegadane, a zawierają wszystko co trzeba, by oczami pojawiły się całkiem szczegółowe obrazy.

Trzeba przyznać, że sam pomysł na fabułę nie wyróżnia się niczym specjalnym. Można by nawet stwierdzić, że jest zupełnie przeciętny. To sposób jego realizacji, a przede wszystkim wykreowany świat i niezwykła magiczna otoczka sprawiają, że całość jest tak wyjątkowa.



Jak sięgam pamięcią nie zdarzyło się, żebym nie miała absolutnie żadnych wątpliwości do ani jednego z bohaterów. 

Nie wiem czy to za sprawą wspomnianej wcześniej magii Gaimana, czy po prostu faktu, że są tak świetnie wykreowani. Każda z postaci jest wyjątkowa, każda ma do zaoferowania coś innego, każda jest przemyślana i pojawia się po coś. Moją ulubienicą jest Drzwi. Imię jest dość nietypowe (ale nie spodziewajcie się wielu typowych rzeczy po tej książce) a co za tym idzie prowokuje wiele zabawnych wydarzeń i gier słownych. Są jeszcze Markiz de Carabas i Łowczyni oraz Pan Croup i Pan Vandermar, szczurzomówcy aksamitni i wielu, wielu innych... Wszyscy tak samo intrygujący i niezwykli. 

Nigdziebądź to taka baśń dla dorosłych, a Londyn Pod można porównać do Krainy Czarów. Znacznie mroczniejszej i bardziej przerażającej, ale tak samo dziwnej i zaskakującej. Nie brak w niej miejsca na zabawne wydarzenia i chwilę refleksji. To świetny debiut - zupełnie nie dziwi ogromny sukces autora. Jeśli jeszcze nie znacie, to polecam nadrobić zaległości. :) A jeśli znacie, to podzielcie się wrażeniami w komentarzu. ;)


Jak zawsze zostawiam Wam link do ebooka w promocyjnej cenie w księgarni virtualo.pl <- Wystarczy kliknąć.
To wydanie wzbogacone zostało o opowiadanie, a treść książki uległa modyfikacjom ze strony autora. Teraz wygląda tak, jak chciałby, żeby wyglądała. Choć sam przyznaje, że może się okazać, że nie będzie to ostateczna wersja historii. :)


Wiatrodziej - Susan Dennard | bez spojlerów



Tytułowym bohaterem jest Merik, którego mieliśmy okazję poznać w poprzednim tomie. Zastajemy chłopaka w podobnej sytuacji jak bohaterki Prawdodziejki - ma poważne kłopoty! Jego statek został zaatakowany przez skrytobójcę, a on sam ledwo wychodzi z tego cało. Książę Nuberevny domyśla się, że to siostra mogła mieć interes w jego śmierci i postanawia ukryć przed nią fakt, że przeżył, a jednocześnie pokrzyżować dziewczynie szansę na objęcie tronu. Nad Czaroziemie napłynęły czarne chmury. Wojna to już fakt. Jest okrutna i brutalna, bezlitośnie zbiera swoje żniwa. Tymczasem przewrotny los rozłączył drogi Safi i Iseult. Ale przyjaciółki nawet w pojedynkę potrafią wpakować się w poważne tarapaty. Przekonajcie się jakie, czytając Wiatrodzieja, koniecznie!

Miałam możliwość sięgnięcia po Wiatrodzieja od razu po przeczytaniu pierwszego tomu. Ramy czasowe między obiema częściami przesunięte są tylko o dwa tygodnie, dlatego miałam wrażenie, jakbym czytała cały czas tę samą książkę. Jestem pewna, że niewielki przeskok w czasie ułatwi wdrożenie się w fabułę. Jest jednak mały haczyk. Jeszcze bardziej zagmatwana i ciągle rozwijająca historia może okazać się problematyczna dla osób, u których przerwa między obiema książkami była dłuższa. Można się pogubić.

Nie chciałabym zagłębiać się w fabułę, by przez przypadek nie zdradzić Wam istotnych szczegółów powieści. Dlatego skupię się na ogólnikach i zachwytach, bo - wow! - tu się dopiero dzieje! 

Tym razem akcja przedstawiana jest z perspektywy czterech bohaterów. Choć to na Maiku skupia się większa część ksiażki, to pozostałym postaciom, które poznaliśmy i polubiliśmy w pierwszym tomie, zostało poświęcone niewiele mniej uwagi. Otrzymujemy także wielu nowych bohaterów, kolejnych czarodziejów i ich nieznane nam dotąd moce. Dzięki przyswojonym już w Prawdodziejce regułom rządzącym wykreowanym przez Susan Dennard światem, z przyjemnością można chłonąć nowe informacje i delektować się nimi. Autorka mocno rozwija kwestie polityczne. Ma w tym swój udział tocząca się w Czaroziemiach wojna. Jednak opisów jest mniej, mniej jest też relacji między bohaterami - nie oznacza to natomiast, że nie ma ich wcale. Nieśmiało rozwijają się wątki miłosne, które na przekór temu, co pisałam wcześniej, bardzo mnie ucieszyły. Niemniej jednak główną rolę w książce odgrywa akcja. I kiedy przy okazji pisania o pierwszym tomie serii mówiłam, że gna, a czasu na pierdoły brak, to nie zastanawiałam się jak wytłumaczę to, co dzieje się w Wiatrodzieju.  Ale tego chyba nie da się wytłumaczyć, trzeba przekonać się na własnej skórze. Wydarzenia występują jedno po drugim, nieprzerwanie zaskakując i podsycając napięcie. Nie ma czasu na przerwę, akcja jest dynamiczna, zaskakująca a przede wszystkim niesamowicie wciągająca. Nawet nie wiem kiedy przewróciłam ostatnią stronę i z rozpaczą zakończyłam tę emocjonującą lekturę. Chcę więcej, marzę o powrocie do Czaroziemi!

Dalszy ciąg losów Safi i Iseult oraz Merika gwarantuje emocjonującą przygodę już od pierwszej strony, a moment na wytchnienie następuje dopiero skończeniu lektury. Kolejna dawka magii, intryg oraz zaskakujących i brutalnych wydarzeń. Jednak żeby zagłębić się tę książkę trzeba pamiętać, że jest ona drugim tomem serii, więc bez Prawdodziejki historia jest zupełnie niekompletna. Jeśli jeszcze nie znacie - to zdecydowanie nadróbcie;) Tymczasem polecam Wiatrodzieja, jeszcze lepszego od swojej poprzedniczki!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN.


Prawdodziejka - Susan Dennard



Na terenach Czaroziemi panuje pozorny pokój. Jednak sytuacja w Imperiach jest bardzo dynamiczna. Władcy już przygotowują swoich żołnierzy do walki. Nieustannie wpadające w kłopoty więziosiostry - czyli siostry z wyboru - Safi i Iselut, jeszcze nie zdają sobie sprawy jak dużą rolę odegrają w ich politycznej grze. Moc Safi jest potężna i bardzo rzadko spotykana, a co za tym idzie każdy władca chciałby mieć ją u swego boku, by móc wykorzystywać prawdodziejstwo do własnych celów. Dlatego dziewczyna ukrywa swoje umiejętności przed światem. Iselut natomiast, jest Więzodziejką, a to oznacza, że potrafi rozpoznać aurę każdego człowieka, ale to tylko część jej zdolności- bohaterka sama do końca nie wie jak potężną mocą włada.

Już na pierwszej stronie mamy okazję przekonać się, że ciągłe tarapaty w przypadku więziosióstr to nie żart. Bohaterki wpadły w nie lada kłopoty, a to dopiero początek powieści. Dziewczyny muszą uciekać, bo po piętach depcze im krwiodziej, który poprzez zapach krwi potrafi wytropić i określić rodzaj magii jakim włada każdy człowiek. Tu akcja goni akcję - dosłownie! Wciąż coś się dzieje, a to oznacza, że przed nimi jeszcze wiele przygód. To właśnie przygoda i akcja wiodą prym w "Prawdodziejce". Mało jest miejsca na emocje i obszerną analizę sytuacji. Bohaterowie mają ręce pełne roboty i nie zawracają sobie głowy niepotrzebnymi sprawami. Doskonale wykreowane postaci więziosióstr, które razem tworzą duet nie do przebicia szybko wzbudzają sympatię. Dziewczyny są pewne siebie i zawzięte. Zrobią dla siebie wszystko - łącząca je lojalność nie zna granic. To typowe badass! Ich obraz nie został na siłę wyidealizowany, co czyni je bardziej przystępnymi. Przyjaciółki pragną przestać się ukrywać, oczekują spokoju i prawdziwego domu, a niefortunnie trafiają w samo centrum konfliktów między imperiami Czaroiemi. Coraz to nowe intrygi napędzają bieg wydarzeń nie pozwalając im spokojnie odetchnąć. Ale skoro już o Czaroziemiach mowa...

Ze światem przedstawionym w książce trzeba się oswoić. Jest skomplikowany i nie wszystko zostało dobrze wyjaśnione. To trochę jak, jakby ktoś wywiózł Was wgłąb lasu i zostawił samym sobie. Z biegiem fabuły wiele spraw staje się jasnych, jednak wrzucenie czytelnika do nowego świata w sam środek akcji, może okazać się zniechęcające i przytłaczające. Ciężko spamiętać wszystkich czarodziejów i ich umiejętności, chociaż są one ściśle związane z nazwami: ogniodzieje władają ogniem, wiatrodzieje - wiatrem, wododzieje, analogicznie, wodą. Schemat jest logiczny, ale słowa stworzone przez autorkę, choć z początku mogą jeszcze bardziej komplikować wkręcenie się w ten świat, z czasem nabierają sensu i stają się nieodłącznym elementem całości. Nie zmienia to jednak faktu, że funkcjonowanie świata oraz polityczne zawiłości po części pozostają pod znakiem zapytania.

Poza ciężkim początkiem w Prawdodziejce nie ma nic, do czego mogłabym się przyczepić. Jestem zachwycona faktem, że autorka postanowiła stworzyć coś zupełnie innego. Książka nie wpasowuje się w żaden schemat, przez co jest absolutnie wyjątkowa. Nie uświadczycie tu modnego
od dłuższego już czas trójkąta miłosnego (nie wiem czy już kiedyś o tym wspominałam, ale to jeden z powodów, przez które przestałam tak chętnie sięgać po fantastykę dla młodzieży), tak naprawdę nie znajdziecie tu nawet porządnego wątku miłosnego! Susan Dennard skupia się na przyjaźni
i tę relację możemy obserwować przez całą fabułę. Autorka ma dar do opisywania rzeczy i nie wierzę, że to napiszę, ale żałuję, że nie zdecydowała się na obszerniejsze opisy - mogłabym je czytać bez końca.

Prawdodziejka nie jest idealna, ale przez swoją oryginalność bardzo wyjątkowa. To pozycja dla tych, którzy w fantastykach młodzieżowych szukają czegoś nowego i idealny przykład na to, że nie wszystko musi być takie samo, by mogło się podobać! Książka funduje czytelnikowi mnóstwo emocji, ogrom magii, świetnych bohaterów i nie zwalniającą akcję. Informacji do przyswojenia jest dużo, ale warto spróbować, bo kiedy już uda się wciągnąć w ten świat, to nie sposób o nim zapomnieć, a ręce same wyciągają się w stronę kolejnego tomu. Polecam!


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN.



Kamienie Elfów Shannary - Terry Brooks


Gdy starożytne drzewo Ellcrys zaczyna umierać, siły zła znajdują sposób, by powrócić na ziemię…
Magiczne drzewo Ellcrys przez lata chroniło Cztery Krainy przed powrotem demonów. Teraz drzewo umiera, a utrzymywana przez nie Ściana Zakazu słabnie, przepuszczając demony do świata ludzi, elfów, trolli i gnomów.
Księżniczka Amberle, półelf Wil Ohmsford oraz waleczna Eretria wyruszają w niebezpieczną misję, mającą doprowadzić do odrodzenia drzewa. Nad bohaterami czuwa legendarny druid, Allanon, lecz każdy krok wybrańców śledzi najgroźniejszy z demonów, bezlitosny Dagda Mor.

Terry Brooks zapisał się w mojej pamięci bardzo wyraźnie stylem i sposobem w jaki przedstawia historie. Autor nie szczędzi szczegółowych opisów miejsc i wydarzeń, które sprawiają, że powieść staje się ciężka i momentami nużąca. Kiedy sięgałam po Kamienie Elfów Shannary dokładnie wiedziałam czego się spodziewać i od samego początku byłam nastawiona na nieco cięższą historię. Muszę przyznać, że jestem zaskoczona, bo ten tom Kronik Shannary okazał się znacznie lepszy niż ich kontynuacja, co nie oznacza, że lżejszy. Szalenie długie opisy przewijają się przez całą powieść skutecznie zwalniając jej tempo. Natomiast walki toczone przez bohaterów niewątpliwie dodają powieści uroku i zdecydowanie są najmocniejszym punktem historii. Zostały świetnie dopracowane i doskonale przedstawione. Niestety, mocne starcia jeszcze bardziej uwydatniają monotonność fragmentów pomiędzy.

Obawiałam się odrobinę kiepskich bohaterów. Zdecydowanie nie polubiłam postaci w Pieśni Shannary przez co i do tych podchodziłam sceptycznie. Na szczęście Amberle, Will i Eretira okazali się dokładnie i rzetelnie wykreowanymi bohaterami z mocnymi charakterami. Chociaż nie zawsze byli zgodni a ich mentalność nie mogła różnić się bardziej, stanowili zgrany zespół i doskonale radzili sobie w walce ze złem. Ich oddanie i poświęcenie w imię ratowania Czterech Krain było godne podziwu. Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o nieco denerwującej postawie Willa. Jego niepewność siebie i brak wiary we własne możliwości szybko stały się męczące. 

Zostałam ogromną fanką demonów występujących na kartach powieści. Pomyślicie, że zwariowałam, ale tym razem przeszłam na ciemną stronę mocy i z utęsknieniem czekałam chwili, aż pojawi się któryś z przedstawicieli Zła. Szponiaste pazury, łuski na ciele przerażająca aura, którymi zostali otoczeni - wszystko to stworzyło w mojej głowie spójny obraz i sprawiło, że demony stały się nad wyraz rzeczywiste a co za tym idzie przystępne bardziej niż główni bohaterowie. Szaleństwo spowodowane nienawiścią i sposób w jaki zastało przedstawione przyprawiało mnie o dreszcze przerażenia i ekscytacji. Moją ulubioną postacią został Przemieniec zdolny do zmiany kształtu i koloru ciała w dowolny wybrany. Mogłabym pisać i pisać o demonicznej części książki, ale poprzestanę na tym. Resztę musicie poznać sami.

Kamienie Elfów Shannary zabrały mnie do krainy magii, w której przepadłam na długie godziny. Nie raz i przyprawiły mnie o szybsze bicie serca. Ciężko wraca się do rzeczywistości, gdy przygoda w niezwykle malowniczych Czterech Krainach dobiega końca. To dobry wybór dla fanów fantastyki i przygody.



Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Replika!


Siła wiary - Sandra Orzelska

Rose May nie jest zwyczajną siedemnastolatką. Pozornie to dusza towarzystwa, z wiecznym uśmiechem na twarzy, a tak naprawdę typ nadwrażliwca, romantyczka kochająca książki. Nie interesuje się modą, która pasjonuje większość jej koleżanek i… mamę. Pragnie tylko jednego – by któregoś dnia znaleźć się na miejscu bohaterek ukochanych książek. Namiastką fantastycznego świata są dla niej sny, w których co noc spotyka się z przystojnym, lecz tajemniczym i nonszalanckim chłopakiem o imieniu Damon. Któregoś razu Rose znajduje tajemniczy medalion i od tej chwili jej życie zaczyna przypominać sen. Czy na pewno właśnie to sobie wymarzyła?
Sięgając po Siłę wiary, miałam nadzieję na wejście do niesamowitego świata snu i bohaterów książek. Już po kilku stronach stało się jasne, że nie będzie to historia jakiej oczekiwałam. W zamian otrzymałam istny literacki misz-masz, gdyż na kartach powieści odnaleźć można głównie obyczajową historię dla młodzieży, podszytą tajemnicą z odrobiną wątków lekko kryminalnych na tle wydarzeń fantastycznych. Te ostatnie okazały się być najmocniejszą stroną książki.

Bazując niejako na rzeczywistości, autorka podzieliła realność na trzy światy. Świetlną Krainę (odpowiednik Nieba), Ludzki Świat, oraz Ruiny, czyli pewien rodzaj Piekła. Do Ludzkiego Świata wpuściła mieszkańców dwóch pozostałych i wmieszała ich w niczego nieświadomych ludzi. Pomysł na wątek fantastyczny, jego przedstawienie i objaśnienie wyszły fajnie. Na pewno nie jest to szczyt oryginalności, ale w połączeniu z intrygą i jej rozwiązaniem powstał interesujący motyw. Natomiast obyczajowa część książki wypada gorzej. Jest przesłodzona, przerysowana i zwyczajnie nienaturalna. Obie części ściśle się ze sobą łączą, mimo to kiedy ze świata fantastycznego wracamy do rzeczywistości czuć diametralną różnicę. 

Może wiązać się to ze zmianą narratora, a co za tym idzie sympatią do bohaterów. Wydarzenia z Ludzkiego Świata widzimy oczami Rose, która nie należy do najlepiej wykreowanych bohaterek. To typowa niezdarna, słodka, niczego nie świadoma nastolatka. Niestety, idealnie wpasowuje się do grona tysiąca takich samych postaci. Z drugiej strony, tej bardziej fantastycznej, mamy Damona i z nim sprawa wygląda nieco lepiej. Okazał się bowiem bardzo przyjemnym i sympatycznym chłopakiem i jednocześnie moim ulubionym bohaterem Siły wiary. Cieszę się, że nie powstał kolejny arogancki i wygadany dupek-Damon, takich już dostatek, a ten jest przyjemną odmianą.

Chociaż historia nie jest do końca dopracowana i widać w niej pewne niedociągnięcia, to podobała mi się. Jestem pod wrażeniem debiutu młodej polskiej Autorki i mocno trzymam kciuki za powodzenie przy kolejnych powieściach. Pozostaje mi tylko zachęcić Was do sięgnięcia książkę Sandry Orzelskiej. To przyjemna i lekka historia młodzieżowa, myślę, że wielu osobom może się spodobać. 


 



Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu NovaeRes.
Zaglądajcie na Facebook'a.






Etykiety

.kobiece .podsumowanie A.J. Finn Abbi Glines Adam Christopher Adam Kay Adrian Bednarek Agata Czykierda - Grabowska Agata Przybyłek Agnieszka Lis Alek Rogoziński Alex Marwood Alex Michaelides Alice Clayton Alice Feeney Alison Noel Andrew Mayne Aneta Jadowska Anna Bellon Anna Ekberg Anna Ficner-Ogonowska Anna Kańtoch Anna McPartlin Anna Niedbał Anna Todd Artur Chmielewski Bartosz Szczygielski Belinda Bauer Bonnie Kistler Bonnie Smith Whitehouse Brittainy C. Cherry Brittainy C.Cherry Brodi Ashton C.L. Tylor Camilla Läckberg Cara Hunter Caroline Kepnes Carolyn Egan Carolyne Faulkner Charlaine Harris Chloe Esposito Chris McGeorge Christine Feret-Fleury Claire King Colleen Hoover Corinne Sweet Cynthia D'Aprix Sweeney Cynthia Hand Dani Rabaiotti Daniel Nyari Dolores Redondo Elaine DePricne Elisa Albert Emma Farrarons Erica Spindler Erin Hunter Erwin Thoma Eva Pohler Fiona Barton Francis Duncan Fuminori Nakamura Gabriela Gargaś Gilly Macmillan Girl Online Glenda Millard Gwenda Bond Helen Russell Holly Ringland J. Sterling J.P. Monninger JP Delaney Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Janice Y.K. Lee Jem Lester Jenna Evans Welch Jennifer L. Armentrout Jennifer L.Armentrout Jenny Han Jessica Khoury Jill McGrow Joanna Szarańska Jodi Meadows Joe Sugg John Corey Whaley Jojo Moyes Jolene Hart Jonh Anderws Jorge Cham & Daniel Whiteson Josh Malerman K.A Tucker Karen Dionne Karolina Wilczyńska Katarzyna Michalak Katarzyna Misiołek Kate Atkinson Katherine Webb Kayhryn Croft Keith Stuart Kelly Barnhill Kendall Ryan Kim Hlden Kim Holden Kimberly McCreight Kiran Millwood Hargrave Layla Wheldon Leisa Rayven Liebster Blog Award Linda Geddes Linia serc Lisa De Jong Lisa Hågensen Lorena Franco Louise Jensen Louise O'Neill Lucy Vine Mads Peder Nordbo Maeve Haran Magda Stachula Magdalena Witkiewicz Maggie Stiefvater Maja Lunde Marcin Wójcik Marie Benedict Markus Zusak Marta Guzowska Mary Beth Keane Maybe Someday Megan Miranda Meik Wiking Mia Sheridan Michaela DePrince Michał Gaszyński Michele Campbell Michelle Falkoff Michelle Frances Miranda Kenneally Natalia Sońska Natasza Socha Neil Gaiman Neil deGrasse Tyson Nicholas Sparks Nick Caruso Nicolas Sparks Paola Capriolo Paul Grossman Paula Hawkins Paulo Coelho Peternelle van Arsdale Philip Roth Piotr Wilkowiecki R.J.Palacio Rainbow Rowell Regina Brett Remigiusz Mróz Renata Chaczko S. R. Masters Sally Thorne Sandra Orzelska Sarah J. Maas Sarah Vaughan Saroo Brierley Shaun Bythell Stephanie Perkins Stuart Turton Susan Dennard Susan Mallery Sylwia Trojanowska Tammara Webber Tana French Tarryn Fisher Terry Brooks Tony Trixi Von Bulow Ule Hansen Valérie Tasso Wojciech Czusz Yann Martel Zbigniew Zborowski Zoe Sugg dr Richard Shepherd rebecca Donovan
Copyright © Maw reads