Magia grudniowej nocy - Gabriela Gargaś



Od kiedy przeczytałam pierwszą książkę marzę o urlopie w Bieszczadach. Najchętniej w trakcie śnieżnej zimy. Jestem oczarowana i przekonana, że jeśli to miejsce jest tak cudowne, jak opisuje je autorka, to powiedzenie „Rzucić wszystko i jechać w Bieszczady” może nabrać sensu… Magia grudniowej nocy jest kontynuacją świąteczno- letniej serii książek Gabrieli Gargaś z akcją osadzoną w maleńkim bieszczadzkim miasteczku. Z wielką przyjemnością wracam do tej historii. 


Do Złotkowa zjeżdżają osoby, których życie nie oszczędzało. Bohaterowie tej serii często mają wiele problemów i jeszcze więcej spraw do przemyślenia, często zostają z nimi zupełnie sami, a złych emocji nie powinno się przecież dusić w sobie. O zmartwieniach warto rozmawiać – to chyba jedna z myśli przewodnich towarzyszących książkom Gabrieli Gargaś. Lubię to w nich. Niejedna osoba odnalazłaby siebie w bohaterkach. 

W Magii grudniowej nocy pojawiają się nowe postacie, a co za tym idzie, mnożą się kolejne wątki. Moja ulubiona Michalina została odstawiona na boczny tor, czego nie do końca rozumiem. Po cliffhangerze z Lata utkanego z marzeń liczyłam na porządne rozwinięcie tematu w kontynuacji – trochę się zawiodłam. Niemniej jednak pojawił się wątek, który również przypadł mi do gustu. Dlatego jestem rozdarta... Tym razem akcja skupia się na tajemnicy z przeszłości i opowieści pani Arlety. Arleta to jedna z nowych bohaterek, mieszkanka domu spokojnej starości, związana z pewnym dworkiem, nad zakupem którego zastanawia się Amelia. Nie chciałabym zdradzać zbyt wiele, żeby nie zepsuć nikomu lektury. Dlatego tu się zatrzymam. Fabuła Magii grudniowej nocy została wypchana przeróżnymi wątkami, dosłownie po same po brzegi. Nie jestem przekonana, czy to dobrze. Mimo, że całkiem niedawno czytałam dwa poprzednie tomy, to zdarzało mi się pogubić w bieżących wydarzeniach. 

Jednak tym razem najważniejszy był dla mnie klimat świąteczny. Magia grudniowej nocy jest prawdziwie magiczna. Wydarzenia, postacie, relacje między nimi, bieszczadzkie śnieżne Złotkowo - tworzą niezwykle ciepłą i rodzinną atmosferę. Przygotowania bohaterów nastrajają świątecznie i wzbudzają mnóstwo pozytywnych emocji. Jest cudownie, aż chciałoby się już usiąść do Wigilijnego stołu.


Mogę powiedzieć tylko jedno – to książka idealna na ten czas. Lekka, przyjemna, przepełniona miłością i pachnąca cynamonem. Niczego więcej nie potrzeba :) Polecam, zarówno Magię grudniowej nocy jak i Wieczór taki jak ten!


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.

Atlas odkrywców dla niepoprawnie ciekawych świata - Michał Gaszyński, Piotr Wilkowiecki


Niejednokrotnie powtarzałam już, że przepadam za niecodziennymi książkami popularnonaukowymi. Ta zdecydowanie do takich należy. 


Atlas najczęściej kojarzy się ze szkolnymi latami – z geografią lub z historią i choć z tych szkolnych map można wyciągnąć mnóstwo informacji, to właśnie Atlas odkrywców jest prawdziwą kopalnią wiedzy. Michał Gaszyński i Piotr Wilkowiecki postanowili pójść o krok dalej i poza odwzorowaniem terytorialnym kontynentów i państw, w swojej książce zawarli informacje, których zazwyczaj nie możemy dowiedzieć się ze zwykłego atlasu. To taki zbiór ciekawostek z całego świata. Autorzy postanowili zaciekawić czytelnika krótkimi faktami dotyczącymi historii, gospodarki, flory i fauny, nauki i społeczeństwa każdego kraju – a to tylko kilka przykładów. Weźmy na przykład Rumunię, która jest najbogatszym w złoto krajem Europy, mimo, że w czasach I Wojny Światowej rząd rumuński przekazał Rosji na przechowanie około 120 ton złota – państwo do tej pory nie odzyskało swojego skarbu. Wiedzieliście, że w Brazylii, poza hiszpańskim, uznaje się aż 36 innych języków urzędowych? Brazylia to też najbardziej bioróżnorodny z krajów świata, rośnie w niej ponad 25% lasów tropikalnych! Na samym dole wpisu znajdziecie zdjęcia kilku stron z książki, do których możecie zajrzeć. Jestem przekonana, że Was zainteresują.

Ten niebanalny atlas został oprawiony w przepiękną minimalistyczną szatę graficzną, ma twardą oprawę i jest naprawdę sporych rozmiarów – prawie 40 cm wysokości. Dzięki czemu jest czytelny i przejrzysty. Na jednej stronie mieści się mnóstwo ciekawostek a jego format sprawia, że nie zlewają się ze sobą. Atlas odkrywców będzie rewelacyjnym prezentem świątecznym i nie tylko świątecznym!

Jeśli zastanawiacie się, kim jest idealny odbiorca Atlasu odkrywców, to śpieszę z odpowiedzią, że jest nim absolutnie każdy, kto choć w minimalnym stopniu interesuje się otaczającym go światem. Młodszy i starszy, mężczyzna i kobieta, chłopiec i dziewczynka. Podróżnik i ten, który podróżuje wyłącznie palcem po mapie. Ma szansę spodobać się każdemu, u mnie już ustawia się kolejka chętnych do poczytania. Chyba będę musiała szepnąć słówko Mikołajowi...

Atlas odkrywców nie jest książką, z którą siada się w fotelu i czyta za jednym zamachem popijając gorącą herbatę. Jest przyjemnością, którą dawkuje się rozważnie. To właśnie takie książki rozbudzają ciekawość i są pierwszym krokiem ku kształtowaniu się pasji. Jedna krótka ciekawostka może być impulsem do pogłębiania wiedzy, do wyszukiwania dodatkowych informacji. Rewelacyjna pozycja. Zdecydowanie warto do niej zajrzeć. Podarowana w prezencie będzie cieszyć przez długi czas!

M.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Insignis.


 ***



Zimowe i świąteczne dodatki do zdjęć 🎄 układanie kompozycji ❤



Często dostaję pytania o zdjęcia, którymi się z Wami dzielę. Jak układam kompozycję? Jak dobieram dodatki? Skąd czerpię inspiracje? Jak to możliwe, że moje zdjęcia są takie przytulne i ciepłe? To tylko kilka z nich. W tym wpisie podzielę się z Wami moimi sposobami na fotograficzne układanki, opowiem o dodatkach i rekwizytach, które planuję wykorzystywać przy zimowo-świątecznych kompozycjach. Zdradzę kilka sekretów... ;) Mam ogromną nadzieję, że taki post Wam się przyda, że uzyskacie odpowiedzi na niektóre z Waszych pytań. Będę szczęśliwa, jeśli zainspiruje Was do pracy nad Waszymi zdjęciami!

Pamiętajcie, że na fotografiach pokazujemy świat, takim jakim my go widzimy, albo jakim chcielibyśmy go widzieć. Warto mieć własny styl i jedynie inspirować się innymi. Umiejętności fotograficzne można wypracować, ale trzeba tego chcieć, być zawziętym, wychodzić ze strefy fotograficznego komfortu i po prostu robić mnóstwo zdjęć. Teoria jest ważna, owszem, ale to praktyka czyni mistrza! ;)

***


Zacznijmy od kilku przydatnych rekwizytów.




Swetry. Wcale nie trzeba kupować tych robionych ręcznie ani nawet tych z sieciówek - prawie wszystkie swetry, które widzicie na moich zdjęciach są z second handu! Żaden nie kosztował więcej niż 20 zł, mało tego, mam nawet jeden, za który zapłaciłam całe 2 złote i jest to mój ulubiony ciuch. Na swetry najlepiej polować przez cały rok. Warto kupować z głową i wybierać tylko takie, które faktycznie się przydadzą, jeśli nie do ubrania, to do fotografowania. 

Wszelkiego rodzaju tkaniny. Nie od dziś wiadomo, że świetnym tłem do zdjęć jest... pościel! Tę z gwieździstym wzorem kupiłam w H&M HOME, przejrzałam całą ofertę i niestety, wyprzedała się. Możecie też użyć zwykłego białego zestawu. Na przykład tego najbardziej podstawowego z IKEA. Zdradzę Wam jeden zakulisowy sekret. Swoją pierwszą czysto białą poszwę typowo do zdjęć kupiłam w... second handzie ;) Nawlekłam ją na pościel gościnną i wyciągałam tylko do zdjęć. Miała ogromną dziurę przy szwie, ale kosztowała mnie około 5 zł. Nie było mi szkoda, tu zobaczycie pierwsze zdjęcie z jej użyciem.

Więcej tekstyliów - szalik w kratę może posłużyć Wam jako koc. Zupełnie jak mnie posłużył wielokrotnie w zeszłym roku. Sprawdźcie sami. Możecie wykorzystać wszystko co Wam przyjdzie do głowy i stworzyć z tego co tylko chcecie. Włączcie kreatywność! Pamiętajcie tylko, żeby wzory nie były zbyt krzykliwe, mogłyby niepotrzebnie zdominować zdjęcie. W tym roku, zamiast wykorzystywać szaliki, postawiłam spróbować pobawić się sztuczną owczą skórką.

Jeśli nie przekonują Was tkaniny możecie spróbować jednolitego tła np. białego blatu. Zamiennikami blatu są np. brystole, okleiny, tapety. Możecie też wykorzystać drewniany stół - tu też w zastępstwie może przyjść okleina, ale uważajcie na nią. Potrafi wyglądać bardzo sztucznie i może zepsuć zdjęcie. Polecam wybrać się do sklepu budowlanego i kupić najzwyklejsze drewniane listwy. Ich ceny różnią się w zależności od szerokości i długości. Można zrobić z nich blat, który będzie imitował drewniany stół. Ja wykorzystałam takie listwy jako zagłówek do łóżka. Bardzo lubiły się z aparatem.

Kubek, najlepiej z pyszną zawartością! Nie musicie kupować specjalnego świątecznego kubka, ale jeśli chcecie, mogę polecić Wam dwa sklepy, w których kupiłam swoje (prawdopodobnie jeszcze się na jakiś skuszę - takie uzależnienie). Zajrzyjcie do TK Maxx, tam udało mi się znaleźć 2 kubki ze zdjęcia - HO HO HO i FA LA LA. Mam jeszcze taki z Homla. To już 100% świąteczny kicz, ale co tam. Sprawia mi to przyjemność, a ja lubię jak jest przyjemnie. Jeśli nie macie ochoty kupować nowych kubków, używajcie tych, które już macie. Do herbaty dorzućcie cytrynę lub pomarańczę, korę cynamonową, gwiazdkę anyżu lub gałązkę rozmarynu, Będzie pięknie wyglądać na zdjęciu i pysznie smakować. Warto zadbać o kubek z białym wnętrzem, żeby jego zawartość była widoczna. Może najdzie Was ochota na kakao z piankami i bitą śmietaną - warto wkomponować je w zdjęcie, będzie wyglądało bardzo świątecznie!


***



Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, że lampki potrafią wyczarować niezwykły klimat na zdjęciu? Można ich użyć na wiele sposobów - ułożyć za fotografowanym przedmiotem lub przed obiektywem, można zmieniać kształt bokeh'u (bokeh to rozmyte punkty świetlne - o tym porozmawiamy innym razem) w bardzo prosty sposób. Warto pomyśleć o drobnych światełkach na delikatnym sznureczku np. takie jak te z Jyska. Polecam z całego serca! Zamieniłam na nie moje krótkie lampeczki z Pepco i jestem bardzo zadowolona. Oczywiście możecie używać zwykłych lampek choinkowych, wszystko zależy od Was. Zwróćcie tylko uwagę na to, żeby ich kabel nie rzucał się za bardzo w oczy - inaczej będzie odciągał uwagę od tego, co chcecie pokazać. Tu przykład takiego zdjęcia. 

Pięknie opakowane prezenty. Naprawdę niewiele trzeba, żeby wyczarować świąteczny klimat. Wystarczy jeden pakunek. Nie musicie opakowywać od razu prawdziwego prezentu - wykorzystajcie pudełeczka, które macie w domu np. te po ryżu, po lekach lub po herbacie. Jestem pewna, że coś znajdziecie. Po inspiracje do opakowywania zapraszam do wczorajszego wpisu. To bardzo prosty sposób na wprowadzenie klimatu. Sami spróbujcie. 

Gałązki drzewa iglastego, suszone pomarańcze, orzechy włoskie - absolutnie wszystko co naturalne i kojarzące się z zimą i Świętami. Warto przemycić je na zdjęciach :) Gdy nadejdzie czas - choinka! Może stanowić tło lub być główną bohaterką fotografii. 

Małe dodatki, drobne szczegóły, które potrafią wiele zmienić. Weźmy na przykład konfetti - u mnie gwiazdki i renifery. Zwykłe zdjęcie z książką może stać się świątecznym zdjęciem z książką, jeśli dorzucicie kilka maleńkich gwiazdeczek. Spróbujcie wkomponować świąteczną/zimową zakładkę. Niezmiennie polecam te od Tojkoo. Są piękne, klimatyczne i z pewnością zrobią Wam zdjęcie. Okulary - nawet jeśli ich nie nosicie, albo Wasze oprawki nie wyglądają zbyt fajnie na zdjęciu, to zawsze możecie kupić zwykłe zerówki za kilka złotych i wykorzystywać je do zdjęć.

***

Kompozycja.




Przygotowałam dla Was najprostszą fotograficzną układankę. Zdjęcia na górze przedstawiają efekt końcowy i jednocześnie mają pokazać, że z jednej aranżacji, lub po wprowadzeniu minimalnej ilości kosmetycznych zmian, możecie stworzyć kilka różnych zdjęć. Warto to robić, żeby mieć wybór, albo chociażby po to, by wykorzystać pozostałe zdjęcia w przyszłości. Spróbujcie różnych kątów np. 45  stopni, lub klasycznego flatlay. Możecie też dodać czynnik ludzki albo wrażenie ruchu. Jeśli nie macie ochoty pokazywać swojej twarzy, wystarczy jedna dłoń, nogi, Wasza sylwetka od tyłu. Pomysłów jest mnóstwo, wszystko zależy od Was. Równie łatwo wprowadzić ruch. Fotografujecie kawę? Pomyślcie o dolaniu do niej mleka. Do herbaty dodajcie miód, wyciągnijcie rękę po przedmiot znajdujący się na zdjęciu. Kombinujcie, próbujcie, bawcie się tym :)

Szybki tip: Jeśli chcecie użyć intensywnego koloru, postarajcie się o to, żeby była to jedyna mocna barwa na zdjęciu. Wykorzystałam ten trik przy jesiennych fotografiach. Postawiłam na intensywny musztardowy kolor - przyjął się rewelacyjnie. Sprawdźcie np. tu. Jednak kiedy dodałam do niego jeszcze jeden równie intensywny kolor - przestało grać. To zdjęcie jest świetnym przykładem. Zastanówcie się nad bazą w neutralnych barwach, świetnie sprawdzają się naturalne, stonowane kolory. Możecie dopasowywać do nich inne, bardziej  wyraziste. Uważajcie tylko, żeby nie przesadzić i pamiętajcie, że ostatecznie wszystko zależy od Was i Waszego gustu. :)

Na grafice poniżej pokazuję krok po kroku, jak układałam przedmioty do zdjęć, które widzicie wyżej - wykorzystałam tu wszystko, o czym opowiadałam w tym wpisie :) Zanim zacznę układać, ustawiam aparat i na bieżąco sprawdzam jak to co robię będzie prezentowało się na zdjęciu. Zazwyczaj przestawiam wszystko kilkanaście razy, aż uzyskam efekt na którym mi zależy. Jestem wymagająca i wybredna. Bardzo często zdarza się, że z początkowego pomysłu wychodzi coś zupełnie innego.


Jam jeszcze raz - mam nadzieję, że post okaże się przydatny!
M.

Jak zapakować prezent? ❤ papier ozdobny


Prezenty pakuję już teraz, ponieważ aż do Świąt posłużą mi jako rekwizyty do zdjęć. Od połowy listopada przeglądam inspiracje na Pintereście. Udało mi się wybrać kilka pomysłów z tysięcy propozycji i odtworzyć je we własnym stylu. Teraz dzielę się nimi z Tobą i mam nadzieję, że też zdecydujesz się na wykorzystanie paczek na Twoich zdjęciach (tworzą niesamowity klimat!), albo że przydadzą Ci się wskazówki co do opakowywania prezentów.


Zanim zaczniemy sprzedam Ci patent. Jeśli tak jak ja chcesz wykorzystać prezenty jako rekwizyty do zdjęć, a przy tym nie chcesz zniszczyć podarunków dla najbliższych, wykorzystaj to, co na pewno masz w domu, a co nie będzie Ci potrzebne w ciągu najbliższego miesiąca. Fajnie, jeśli prezenty na zdjęciu będą w różnych rozmiarach i kształtach. Rozejrzyj się po mieszkaniu, na pewno coś znajdziesz. Ja wykorzystałam np. książki, paczkę kart, pudełko z puzzlami, pudełka po telefonach, kartony po przesyłkach, opakowania po zegarkach, puste pudełeczka po lekach, po kaszy czy ryżu, nieotwartą paczkę herbaty. To tylko kilka pomysłów, na pewno znajdziesz ich znacznie więcej!



Lista potrzebnych rzeczy:
  1. Papier do pakowania. Jeśli planujesz używać paczek jako rekwizytów do zdjęć, postaw na jednolity kolor lub taki z delikatnymi ozdobami. Zrezygnuj z krzykliwych wzorów - to nie wygląda dobrze na zdjęciu! Moim numerem jeden jest zwykły brązowy pakowy. Wpadły mi w oko paczki opakowane na biało. Nie możesz znaleźć białego papieru albo zwyczajnie nie chcesz go kupować? Możesz też wykorzystać biały papier do drukarki, żeby opakować małe paczuszki. Sama planuję wykorzystać ten patent. W tym roku szukałam papierów wyłącznie w Pepco (tu kupiłam wszystkie, które widzicie poza jednym) i TK Maxxie (ten w białe, czerwone i złote paski). Uważaj na biały ozdobny papier z Pepco. Wygląda przepięknie, ale strasznie sypie się z niego brokat. Po pakowaniu byłam cała w brokacie, tak samo jak mieszkanie... Nie przesadzam, wszystko się mieni!
  2. Sznurki. Uwielbiam owijać nimi prezenty bez względu na okazję. Wyglądają bardzo naturalnie i dodają uroku. Zwłaszcza sznurek jutowy, to moja ogromna miłość! Wszystkie szpule kupiłam w Brico Marche. Jeśli nie zależy Wam na wymyślnych kolorach, to nie dajcie się naciągnąć na ceny z kosmosu. Koszt takiego sznurka w sklepie budowlanym to mniej więcej 10 zł. Zależy od długości i grubości :)
  3. Wstążki i rozety. Zbieram wstążki przez cały rok, chowam do pudełeczka gdzie czekają na swój czas. Jeszcze nie wiem czy użyję, ale może Tobie się przydadzą :) Uwielbiam samoprzylepne rozety. Te ze zdjęcia zostały mi z zeszłego roku - kupiłam je w Pepco. Dopasuję je kolorystycznie do papierów. Będę wyglądały bardzo uroczo!
  4. Etykietki na prezenty. Możesz kupić je w sklepie - widziałam mnóstwo pięknych wzorów w TK Maxxie, albo skorzystać z darmowych wzorów dostępnych w Internecie i wydrukować w domu. Choinki ze zdjęcia odczepiłam od kubków, które kupiłam w TK Maxxie, a pozostałe kartki to właśnie wydruki. Te na żółtym tle są z bloga gatherandfeast.com, a białe z serduszkami z iheartnaptime.net :) Etykiety najlepiej drukować na sztywnym papierze. Jednak jeśli nie planujesz używać ich do niczego poza zdjęciami, nie musisz kupować ozdobnego papieru czy bloku technicznego. Wykorzystaj to co masz w domu. Etykiety będą wyglądały pięknie, jeśli wydrukujesz je na okładce bloku (tej szarej na samym końcu). Ja wykorzystałam nieużywaną już kolorowankę. Nie są to najsztywniejsze kartki świata, ale etykiety wyglądają na nim zdecydowanie lepiej niż na zwykłym papierze do drukarki.
  5. Brokat i konfetti. Jeszcze nie wiem czy wykorzystam, ale uznałam, ze warto mieć pod ręką zarówno brokat (wybrałam kolory zbliżone do kolorów papierów) jak i metalizowane konfetti w kształcie gwiazdek. Nie jest to punkt obowiązkowy. Będę eksperymentować! Brokat dostaniecie w każdym sklepie papierniczym. Konfetti zamówiłam ze strony z akcesoriami urodzinowymi za niecałe 5 zł.
  6. Gałązki z drzew iglastych. Nie wyobrażam sobie paczek bez tego zielonego dodatku. Pięknie współgra naturalnymi ozdobami. Uwielbiam gałązki w zestawieniu z szarym papierem i czerwono-białym sznurkiem. <3 Pamiętaj tylko, że gałązki z czasem uschną i trzeba będzie je wymienić. W prezentach, które będę wykorzystywała od zdjęć planuję wymieniać je od czasu do czasu, ale paczki dla najbliższych udekoruję nimi dopiero w Wigilię. 
  7. Klej, taśma klejąca, nożyczki lub nożyk do tapet.
  • kilka dodatkowych pomysłów na dekoracje, których nie znajdziesz u mnie, a które możesz wykorzystać u siebie: suszone pomarańcze, laski cynamonu, szyszki, malutkie bombki, cukrowe laski, gałązka żurawiny.


Pakowanie krok po kroku:
  1. Użyj tylko tyle papieru, ile faktycznie potrzebujesz. Ułatwi to zaginanie rogów przy pakowaniu i będzie ładniej wyglądać. Papier powinien być tylko o kilka centymetrów dłuższy niż obwód pakowanego przedmiotu. 
  2. Zostaw zapas po wewnętrznej stronie pakunku (jak na zdjęciu). Ułatwi to przymocowanie górnej warstwy papieru.
  3. Górna warstwa papieru powinna kończyć się dokładnie na brzegu opakowywanego przedmiotu. Jeśli Twój papier jest za długi - podwiń go i wyrównaj, a później przyklej klejem lub taśmą do zapasu, który zostawiłaś wcześniej.
  4. Zagnij krótszy bok. Pamiętaj, żeby zrobić naprawdę ostre i dokładne zagięcia. Będzie Ci łatwiej zagiąć dłuższe boki papieru, a prezent będzie się ładniej prezentował. Przyklej klejem lub taśmą.
  5. Zagnij dłuższy bok. Tak samo jak przy górnej warstwie, postaraj się, żeby papier kończył się dokładnie na brzegu pudełka. Zwróć uwagę gdzie znajduje się pierwsze łączenie jakie zrobiłaś. Nie chcemy, żeby żadne z nich było widoczne, warto więc zagiąć je tak, żeby znajdowało się po tej samej stronie co poprzednie. Przyklej je klejem lub taśmą. Ta strona będzie dołem naszego prezentu.
  6. Powtórz krok 4 i 5 po drugiej stronie paczki.
  7. Najtrudniejsza część za Tobą! Została ta przyjemniejsza - dekorowanie! Możesz przykleić rozetkę na sam środek, obwiązać prezent wstążką lub sznurkiem, dodać gałązkę świerku, suszoną pomarańczę, możesz zrobić wszystko co tylko przyjdzie Ci do głowy.

Poniżej znajdziesz kilka zdjęć moich prezentów, może któryś z nich Cię zainspiruje?







Powodzenia!
M.

E-BOOK: Do wszystkich chłopców, których kochałam - Jenny Han




Oh, jaką ja miałam ochotę na tę książkę. Już kilka lat temu, kiedy pokazała się u nas po raz pierwszy, a ostatnio przez przeuroczy film Netflixa :) W końcu lektura Do wszystkich chłopców, których kochałam jest za mną – pokochałam tak samo jak film! 

Po prostu musicie poznać tę historię. To lekka młodzieżówka, która rozgrzewa serca. Idealna dla młodszych i starszych, w końcu nigdy nie jest za późno na młodzieżowe obyczajówki! Ebook Do wszystkich chłopców, których kochałam w promocyjnej cenie dostępny na virtualo.pl 

Pisałyście kiedyś listy miłosne? Lara Jean pisała i ukrywała je przed światem, a przede wszystkim przed ich adresatami, w pudełku na kapelusze. Listów było pięć, jak pięciu chłopców, których pokochała w swoim dotychczasowym życiu. Pewnego dnia listy docierają do adresatów – kto je wysłał i jak Lara poradzi sobie w takiej sytuacji? 

Główna bohaterka zaczyna klasę maturalną, jest szarą myszką, wolny czas spędza z siostrami i jedyną przyjaciółką. To grzeczna, poukładana, dziewczyna. Listy nie będą jej jedynym zmartwieniem. Nowy rok to czas rozstania z siostrą, która wyjeżdża na studia, ostatni moment na to, by zaangażować się w dodatkowe zajęcia... Sytuacja w której się znalazła z pewnością jej nie pomoże! Mam zastrzeżenia co do charakterystyki Lary Jean, a właściwie to większości kreacji bohaterek książek młodzieżowych. Czy naprawdę tak zachowują się i żyją współczesne 17/18-latki? Prawdopodobnie się czepiam, ale odnoszę wrażenie, że postacie damskie są na siłę ugrzeczniane(?) i kreowane na znacznie młodsze. Nie wpływa to na mój odbiór książki - to tylko luźne przemyślenie, które nie daje mi spokoju. 

Muszę poruszyć temat filmu - to dzięki niemu zdecydowałam się na przeczytanie książki. Tak, nie zachowałam prawidłowej kolejności! Zakochałam się w filmie i w filmowym Peterze <3 Niemniej jednak jestem zdania, że to książka wypadła lepiej. Scenariusz filmu i powieść nie różnią się znacząco, aktorzy grający główne role zostali świetnie dobrani, obrazki są miłe dla oka, jednak to książka daje nam więcej. Więcej emocji, więcej treści, znacznie większą głębię w budowaniu relacji. Książka była dla mnie dopełnieniem filmu. Czytając, czułam, że wszystko składa się w całość, że pasuje, że jest udane. O to chyba chodzi w adaptacjach.

Do wszystkich chłopców, których kochałam jest przeurocze, absolutnie dziewczęce i delikatne. Książka nadzwyczaj lekka, czyta się ją na raz, napisana bardzo prostym językiem książka. Jest przyjemnie relaksująca. Historia Lary Jean może i jest nieco - ale na tyle, na ile może być nieprawdopodobna powieść dla młodzieży. Słodkości dodaje jej główna bohaterka, niewinna, grzeczna, urocza. Aż chciałoby się podsumować całość tekstem z Atomówek: cukier, słodkości i różne śliczności! Niech Was to nie przestraszy, nie jest ani trochę mdło! 

Myślę, że niewiele jest osób, które jeszcze nie przeczytały Do wszystkich chłopców, których kochałam, ale jeśli znajdujecie się w tej grupie, to mam nadzieję, że skusicie się na lekturę. Jestem w 100% przekonana, że książka spodoba się każdej nastolatce i rozgrzeje serduszka starszych czytelniczek :) Na młodzieżówki nigdy nie jest za późno. Tę książkę przeogromnie Wam polecam! Pokochałam historię Lary Jeam, czekam na kolejne części i żałuję, że kiedy byłam nastolatką nie trafiałam na takie książki! 

Ebook Do wszystkich chłopców, których kochałam znajdzie w fajnej cenie na virtualo.pl. Możecie też przejrzeć inne powieści młodzieżowe, może znadjdziecie coś dla siebie? :) Zajrzyjcie też jutro na czarnopiątkowe promocje! :D

M.



Kosmiczne zachwyty - Neil deGrasse Tyson


Moja głębsza fascynacja kosmosem rozpoczęła się w podstawówce i bardzo szybko wygasła. Byłam przerażona ogromem wszechświata - nadal jestem! Z pewnością nie należę do pasjonatów astrofizyki, ale z przyjemnością od czasu do czasu sięgam po książki lub artykuły na jej temat. Poza tym jestem absolutnie zakochana w rozgwieżdżonym niebie, więc warto byłoby mieć o nim choć minimalne pojęcie :) To może być dla Was pierwsza wskazówka, jeśli zastanawiacie się, czy książka ma szansę okazać się interesująca dla osoby, która z astrofizyką ma niewiele wspólnego. 

Kosmiczne zachwyty są zbiorem 18 esejów autora, z których każdy traktuje o innym zagadnieniu/grupie zagadnień. Przeczytamy trochę o historii astrofizyki, pierwszych odkryciach (weźmy na przykład Mikołaja Kopernika i jego przełomową teorię o tym, że ziemia jest okrągła – nie płaska i późniejsze odkrycie, że słońce leży w centrum wszechświata), o gwiazdach, o słońcu, o asteroidach, o badaniach naukowych przy pomocy kija, o gęstości wszechświata, o pozaziemskich stłuczkach i o tym, jaka góra faktycznie znajduje się najdalej od środka Ziemi? To tylko przykładowe zagadnienia, jest ich tu znacznie więcej i każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Warto zaznaczyć, że książkę można czytać nie po kolei, wybierają tyko te bardziej interesujące eseje. Obiecuję Wam jednak, że jeśli zdecydujecie się na jeden z nich, nie odpuścicie sobie pozostałych siedemnastu. 

Jakie są szanse, że pierwszy i jedyny Inteligentny gatunek w historii jest wystarczająco mądry, aby w pełni zrozumieć zjawiska zachodzące w kosmosie? Szympansy są ewolucyjnie tylko o krok za nami, a mimo to – jak długo byśmy je uczyli – raczej nie opanują trygonometrii. Spróbujmy sobie jednak wyobrazić, że na Ziemi lub gdzie indziej w kosmosie istnieje gatunek o tyle inteligentniejszy od człowieka, o ile człowiek przewyższa inteligencją szympansa. W jakim stopniu byłby on w stanie zrozumieć wszechświat?

Ten krótki fragment dał mi do myślenia i przypomniał o książce Nie mamy pojęcia, którą zachwycałam się w zeszłym roku. Co prawda to dwie absolutnie różne pozycje, ale autorzy obu zgodnie twierdzą, że nasza niewiedza jest znacznie bardziej rozległa, niż wiedza. Jednak Neil deGrasse Tyson w swoich esejach skupia się głównie na tym, co już wiemy. Astrofizyczne odkrycia są przeogromnie fascynujące i nieprawdopodobne. Ilość nazwisk, które autor wymienia jest naprawdę spora, co daje tylko obraz jak wiele osób zaangażowanych jest w odkrywanie tajemnic wszechświata i sprawia, że jestem nim jeszcze bardziej przerażona a jednocześnie coraz bardziej zainteresowana jego głębszym poznawaniem.

Ogromnie cenię luz, dowcip i przechodzący na czytelnika entuzjazm w książkach popularnonaukowych. Kosmiczne zachwyty mają każdą z wymienionych cech. Autor dosłownie zaraża miłością do kosmosu, jego eseje są porywające, podsycające ciekawość. Astrofizyka ma wiele skomplikowanych zagadnień, ale jeśli znajdziemy osobę, która potrafi o nich opowiedzieć w sposób przystępny, wcale nie jest taka straszna! Neil deGrasse Tyson zdecydowanie potrafi przekazać wiedzę. Żałuję, że nie trafiłam na podobną książkę kiedy byłam dzieckiem, może moje chwilowe zainteresowanie kosmosem nie skończyłoby tak szybko…

Nie mamy pojęcia była książką, która ponownie otworzyła moje serce na kosmiczne informacje. Dlatego jeszcze raz się do niej odniosę – jeśli podobało się Wam Nie mamy pojęcia i łakniecie więcej wiedzy – bardziej profesjonalnej, w nieco poważniejszej otoczce, ale równie przystępnie przedstawionej, to Kosmiczne zachwyty z pewnością Was zainteresują. Są dla mnie swego rodzaju krokiem w przód w tym temacie :)  Bardzo polecam lekturę Kosmicznych zachwytów. A żeby podsycić ciekawość, proponuję zajrzeć na Netflix w poszukiwaniu programu COSMOS a Spacetime Odyssey, w którym to autor w absolutnie genialny i ciekawy sposób opowiada o kosmosie. Jestem pewna, że będziecie chcieli więcej!


M.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Insignis.


E-BOOK: Randka - Louise Jensen




Tak się cieszę, że w końcu nadarzyła się okazja, by sięgnąć po kolejną książkę Louise Jensen. Ta kobieta wie jak pisać porywające thrillery psychologiczne! 

Szukacie wciągającej książki na nadchodzący weekend? Proszę bardzo, oto Randka. Ebook jest dostępny na virtualo.pl :) 

Ali nie może pogodzić się z rozstaniem z mężem. Nie ma też odwagi by zacząć nowe życie. Jednak za namową przyjaciółek decyduje się na randkę z mężczyzną poznanym przez aplikację randkową. Mimo towarzyszących jej obaw nigdy nie przypuszczałaby, że to spotkanie skończy się aż tak źle… Rozbita głowa, podarte ubrania, luki w pamięci. Czy może być gorzej? Może. I będzie, kiedy okaże się, że jej oprawca stanie się też prześladowcą.

Gdybym sięgając po lekturę Randki nie wiedziała kim jest autorka książki, już po pierwszych kilku rozdziałach byłabym pewna, że powieść należy do Louise Jensen. Jej Surogatka mnie zachwyciła. Ten styl, budowanie napięcia, sposób kreowania postaci - nie do pomylenia. Zastanawiam się tylko czy to dobrze? Z jednej strony super, że autorka wypracowała tak specyficzny styl, z drugiej - mam wrażenie, że mogłabym przepisać część opinii o Surogatce i pasowałaby ona świetnie także tutaj.

To przede wszystkim przez główną bohaterkę, która została przedstawiona bardzo podobnie do Kat ze wspomnianej już Surogatki. Niepotrafiąca przypomnieć sobie niczego z felernej randki Ali popada w obłęd. Niestanie czuje się obserwowana i zagrożona. Usilnie próbuje odnaleźć odpowiedzi na pytania coraz tłumniej kłębiące się w jej głowie. Jej emocje potęgują upływający czas, coraz to nowe poszlaki oraz powoli kształtujące się wspomnienia, które ostatecznie pozwalają złożyć w całość wydarzenia z dnia randki. Tak samo jak przy Surogatce zaczęłam podzielać uczucia towarzyszące bohaterce, ale z tyłu głowy miałam myśl, że to już było, już wcześniej się tak czułam! Znowu jestem rozdarta – cieszyć się z możliwości przeżycia podobnych emocji ponownie, czy trochę martwić powtarzalnością? Nie zrozumcie mnie źle, jestem pod wrażeniem fabuły. Jest pomysłowa i nietuzinkowa. O przypadłości, która spotkała główną bohaterkę słyszałam pierwszy raz, ale znam już ten schemat i to trochę wpływa na moją ostateczną opinię o Randce

Jensen ma niebywały talent do budowania gęstej, przerażającej atmosfery. Już od pierwszych stron czułam wszechogarniające uczucie niepokoju. Autorka dozuje informacje, które mogłyby przyczynić się do rozwiązania zagadki. Jednak nie jest to niemożliwe, kiedy połączy się fakty staje się ono dość oczywiste. Niemniej jednak przypadłość na którą cierpi główna bohaterka dodatkowo utrudnia zadanie. Książkę prawdopodobnie można by przeczytać jednym tchem, gdyby nie nieco dłużące się retrospekcje wplatane od czasu do czasu w treść. Stanowią one odskocznię od ściskających za gardło bieżących wydarzeń. A finalnie okazują się istotną częścią rozwiązania zagadki.

Randka jest prawdziwie uzależniającą książką. Nie sposób się od niej oderwać. To kolejny znak rozpoznawczy Jensen. Przez jej książki po prostu się brnie, nawet mimo drobnych niedociągnięć i tych nieco rozwlekłych fragmentów. Autorka doskonale wie jak pisać thrillery i jak przyciągnąć uwagę czytelnika. Randka jest bardzo dobrą książką, choć nieustannie mam wrażenie, że jej fabuła została wciśnięta w ustalony przez Jensen schemat. Tak czy siak jestem pewna, że sięgnę po jej każdą kolejną książkę. Wam też polecam.


Jeśli jeszcze nie mieliście okazji czytać żadnej książki Jensen, to jestem pewna, że ta historia Was zachwyci, a jeśli znacie inne książki autorki, to z pewnością wiecie, że warto zajrzeć do virtualo.pl po Randkę i spędzić pełen napięcia czas z tym thrillerem psychologicznym. :)


M.


E-BOOK: Kto porwał Daisy Mason - Cara Hunter



Na przestrzeni miesiąca (no, może trochę więcej niż miesiąca) sięgnęłam po trzy różne książki z motywem zaginionych/porwanych dzieci. Był ciężki i przytłaczający thriller psychologiczny - Rok we mgle; była książka na faktach - przerażająca Równonoc; teraz przyszedł czas na kryminał.  Kto porwał Daisy Mason to książka, która wciąga bez reszty. Nie odłożycie jej dopóki nie poznacie zakończenia.

Cieszę się przeogromnie, że znów mogę polecić Wam super wciągający kryminał. Kto porwał Daisy Mason znajdziecie w promocyjnej cenie w księgarni internetowej virtualo.pl
Równonoc, też jest. Sprawdziłam ;)


Podczas imprezy z domu rodziny Mason znika ośmioletnia Daisy. Żaden z gości nie zauważył momentu, w którym dziewczynka zaginęła, nikt nie pamięta kiedy widział dziecko po raz ostatni. Nawet rodzice, usprawiedliwiając się zamieszaniem podczas przygotowań do przyjęcia, nie są w stanie dokładnie określić kiedy ostatnio widzieli córkę. Brak zainteresowania rodziców dzieckiem zbudza niepokój śledczych. Okazuje się, że rodzina Mason ukrywa wiele sekretów, a żeby nie dopuścić do ich ujawnienia knują przeciw sobie i bez mrugnięcia okiem wrabiają się nawzajem. Gdzie jest dziecko? Kto porwał Daisy Mason? 

Dobrze zrobić sobie przerwę od konkretnego gatunku, by móc bardziej docenić go, kiedy się do niego wróci. Dawno już nie czytałam kryminału z takim zapałem i zaangażowaniem. Przez całą książkę śledzimy dochodzenie w sprawie zaginięcia ośmioletniej Daisy. Akcja skupia się wyłącznie na poszukiwaniu poszlak i przesłuchiwaniu świadków. Mogłaby się wydawać, że będzie to nudne i monotonne, ale jest wręcz odwrotnie. Ciągle wypływają nowe wskazówki, wychodzą na jaw szokujące tajemnice. Rodzina Mason ma wiele do ukrycia a odkrywanie ich sekretów jest prawdziwie wciągające. Małżeństwo toczy przedziwną grę i wykorzystuje w tym celu własne dzieci. Pojawiają się też retrospekcje, które mają przybliżyć faktyczne wydarzenia sprzed zaginięcia dziewczynki; pozwolić na lepsze poznanie poszczególnych bohaterów i ułatwić czytelnikom wytypowanie głównego podejrzanego. Chociaż uwierzcie mi, nie będzie to takie proste, bo każdy ma coś za uszami. Autorka wplotła w tekst fragmenty wypowiedzi użytkowników Twittera i Facebooka w sprawie Daisy Mason. W Internecie zawrzało, pojawiły się głosy ludzi, którzy doskonale znają takie sprawy i bez żadnych podstaw wysnuwają wnioski. Mam wrażenie, że te fragmenty wiele mówią o ludzkiej naturze. A wykorzystanie ich w tej sprawie bardzo mi się podobało.  

Temat zaginięć dzieci wcale nie jest łatwy. Wielu przeraża już sama myśl o tym, że komuś (a co gorsza jemu samemu) mogłoby zaginąć dziecko. Jednak porwania/zaginięcia dzieci są coraz chętniej wybieranym motywem w książkach. Kto porwał Daisy Mason, mimo tematyki, czyta się płynnie i lekko. Jednak w trakcie lektury trafiamy na wydarzenia, które budzą sprzeciw, niejednokrotnie obrzydzenie. Bohaterom daleko do ideału, ciężko zapałać do nich sympatią - wręcz przeciwnie są odrzucający. Ich postępowanie nawiązuje do popularnych tematów coraz częściej poruszanych w społeczeństwie Odnoszą się do spraw, które nigdy nie powinny były się wydarzyć i przenigdy nie powinny były dotyczyć dzieci... 

W natłoku książek kryminalnych wydawanych w ostatnim czasie ciężko znaleźć te, które są naprawdę warte uwagi. Treść musi się czymś wyróżniać, inaczej historia przejdzie bez echa. Kto porwał Daisy Mason wyróżnia się ciekawie utkaną intrygą, a co za tym idzie mnóstwem zaskakujących tajemnic rodzinnych; fajnie poprowadzonym dochodzeniem i akcją; zgrabnymi nawiązaniami do spraw istotnych społecznie; a w końcu zaskakującym zakończeniem. Polecam Wam bardzo gorąco tę książkę, bez względu na to czy dopiero zaczynacie przygodę z kryminałem, czy siedzicie w gatunku przez długi czas. Na pewno znajdziecie w niej coś dla siebie. 

Mam nadzieję, że już dawno poszliście na virtualo.pl, żeby od razu kupić ebooka Kto porwał Daisy Mason i zacząć czytać! Ale jeśli jeszcze tu jesteście, to przypominam, że jest fajna cena i szkoda by było z niej nie skorzystać ;)


M.



Mów własnym głosem - Regina Brett



Lektura Mów własnym głosem jest moim pierwsze spotkaniem z Reginą Brett. Nie sposób nie znać autorki, albo przynajmniej raz o niej nie słyszeć. Nie przepadam za umoralniającymi poradnikami, a przez długi czas za takie uważałam książki Brett. Nie lubię, kiedy ktoś próbuje mi wcisnąć swój sposób na życie. Komuś nawet o tym wspomniałam, używając dokładnie takich słów - umoralniający poradnik - w odpowiedzi usłyszałam jak bardzo się mylę, i że powinnam spróbować. Postanowiłam, że to zrobię, ale bez ciśnienia, dopiero wtedy, kiedy nadarzy się okazja. No i się nadarzyła. Książka Reginy Brett niemal stanęła mi na drodze ;)


Jeszcze zanim książka do mnie przyszła, poczytałam trochę o autorce. Wiem, że cieszy się ogromną popularnością w Polsce. Ale kim jest kobieta i dlaczego pisze książki poradnikowe? Skąd w niej tyle siły i motywacji by poruszać serca tysięcy ludzi? Zaskoczyła mnie jej historia. Wygrana walka z nowotworem piersi i problemem alkoholowym - to tylko przykłady przeżyć autorki. Okazało się, że Regina Brett to mocno doświadczona przez życie kobieta. Nawet pobieżne zapoznanie się z historią tej postaci sprawiło, że zapragnęłam dowiedzieć się co ma do przekazania światu, czego nauczyło ją życie. 

Autorka zadedykowała Mów własnym głosem Polakom. Przyznam, że byłam zaskoczona dlaczego akurat tę książkę postanowiła podarować nam. Od razu przyszło mi na myśl, że ma Polaków za osoby niepewne siebie i zamknięte. Jakże się myliłam. Okazało się, że Brett uważa Polskę za ojczyznę ludzi dzielnych! Jeszcze raz pozytywnie się zaskoczyłam, kiedy trafiłam na motywy Polski ciekawie wplecione w tekst. Książka podzielona jest na 50 lekcji, a te pogrupowane zostały na sześć kategorii. Każda z lekcji została urozmaicona o anegdotkę, fakt historyczny - np. nawiązujący do Polski i II Wojny Światowej, poparta cytatami osób inspirujących autorkę. Lekcje mają pokazać czytelnikom jak zacząć mówić o tym co leży nam na sercu; jak, dzięki mówieniu o tym co czujemy możemy zaoszczędzić czas sobie i innym; mają też udowodnić, że wygadanie się, wyrzucenie z siebie kotłujących emocji potrafi przynieść ogromną ulgę. Bardzo spodobała mi się forma 50 krótkich, łączących się w spólną całość lekcji. Zaczynając czytać byłam bardzo sceptycznie nastawiona. Po lekturze jestem zachwycona autorką, tym jak pięknym i dobrym wydaje się być człowiekiem. 

Słowa potrafią leczyć. Przynoszą ulgę. Regina Brett wie jak używać słów i nie boi się tego robić. Jest szczera i otwarta. Czytając Mów własnym głosem miałam wrażenie, że jestem na kawie z dobrą przyjaciółką, że rozmawiamy bez tabu, zwieramy się z najbardziej intymnych sekretów i czujemy się w tym nadzwyczaj swobodnie. Może stąd wziął się tak ogromny sukces autorki? Z tej swobody i szczerości? 

Każdy z nas ma prawo do opowiedzenia swojej historii. Bez względu na to, czego dotyczy. Nie ma potrzeby wstydzić się tego, co przeżyliśmy, bo to część naszego życia, część tego, co nas ukształtowało. I choćby wydawało się nam, że jesteśmy w tym wszystkim sami, to wcale tak nie jest. Mów własnym głosem jest książką pokrzepiającą, podnoszącą na duchu. Autorka udowadnia to przedstawiając 50 lekcji w których opisuje często nieprzyjemne historie, które przytrafiły się jej i osobom z jej otoczenia, historie, które przeżywa każdy zwykły człowiek, ale często dusi je w sobie, bo zwyczajnie nie jest na tyle pewny siebie, nie jest na tyle odważny by podzielić się nimi ze światem. A przecież każdy ma prawo do głosu. Nie warto dusić w sobie złych emocji. 

Prawdopodobnie nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo potrzebujecie tej książki. Kiedy skończyłam czytać, poczułam jakby ktoś życzliwy poklepał mnie po plecach i zapewnił, że dam radę, mimo że wcale nie potrzebowałam tego zapewnienia, mimo że wszystko u mnie dobrze. Lepiej mi, lżej, przyjemniej. Uśmiecham się na myśl o tym, że przede mną jeszcze tyle książek Reginy Brett do nadrobienia :)

M.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Insignis.


E-BOOK: Dziewczyna, która czytała w metrze -Christine Feret-Fleury

Lubimy czytać książki o książkach i ludziach kochających czytać, prawda? Ja lubię na pewno. Dlatego też skusiłam się na Dziewczynę, która czytała w metrze

Dziewczyna, która czytała w metrze czeka na wszystkich miłośników książek o książkach w księgarni virtualo.pl w bardzo fajnej cenie :) 


Juliette ma okrutnie monotonne życie. Pracuje w agencji nieruchomości, do której dojeżdża metrem. Codziennie tym samym, o tej samej porze. W drodze obserwuje zawsze tych samych ludzi czytających książki. Wyobraża sobie kim są, jak żyją i czym się interesują. Poza tym nic ciekawego nie dzieje się w jej życiu. W końcu przychodzi dzień, w którym kobieta postanawia zaryzykować, zaszaleć troszkę i... wysiada dwa przystanki wcześniej niż zazwyczaj. Pozwala sobie na spacer nieznanymi dotąd uliczkami. Ta decyzja odmienia jej życie na zawsze. 

Zdarza się, że najtrudniej jest podjąć te najprostsze decyzje. Tymczasem okazuje się, że niewiele trzeba, żeby wziąć życie w swoje ręce i przestać robić to, czego się nie znosi. Wystarczy impuls, Juliette ma być tego przykładem. Jednak wydaje mi się, że jej przypadek został przedstawiony dość banalnie a przez to niewiarygodnie. Główna bohaterka jest do bólu flegmatyczna i infantylna - jeśli komuś pasuje, to prawdopodobnie ten argument uzna za plus ;) Tak na dobrą sprawę niewiele można się dowiedzieć o Juliette. Jej postać nie została wcale rozwinięta,  a przedstawiona tylko powierzchownie. Mam wrażenie, że cała ta historia jest tylko liźnięciem tematu. Zabrakło w niej głębi, rozbudowanych postaci, z którymi można by było poczuć więź. Zupełnie nic.

Zawsze po skończonej lekturze notuję sobie hasłowo przemyślenia, które przychodzą mi do głowy tak zupełnie na świeżo. Tym razem było to wyłącznie: no przeczytałam i w zasadzie to tyle. Dziewczyna, która czytała w metrze nie opowiada o niczym konkretnym i trochę się dłuży, mimo niecałych 200 stron, ale ma genialny klimat, trochę nostalgiczny, trochę magiczny, przyjemny. No i w końcu jest o książkach! Dlatego serce walczy mi z rozumem - z jednej strony chciałabym pokochać tę powieść i zapomnieć o jej gorszych stronach, ale te gorsze są tak wyraźne, że aż bolą. 

Pokochać za wprost wylewającą się z niej pasję do książek. Dziewczyna, która czyta w metrze może oczarować, ale może też zanudzić - przez co nijak nie wiem jak ostatecznie ją ocenić. To pięknie napisana historia o miłości do książek, o znaczących zmianach. Dodajmy do tego tło w postaci Paryża. Robi się prawdziwie romantycznie, mimo, że romansu tu brak. Fabuła raczej nie zapadnie w pamięć - bo właściwie jej nie ma, ale czas poświęcony na lekturę nie będzie czasem zmarnowanym. Polecam zwłaszcza tym, którzy z literaturą mają już ciepłe stosunki, odradzałam czytelnikom dopiero próbującym zaprzyjaźnić się z książkami. 

Jeśli szukacie książki na jeden wieczór, na podróż pociągiem lub takiej, która pozwoli Wam odetchnąć od poważniejszych, mocniejszych tytułów, to zajrzyjcie do księgarni internetowej virtualo.pl po ebooka Dziewczyna, która czyta w metrze - fajnie wpasuje się w lukę między innymi książkami.


M.

Etykiety

.kobiece .podsumowanie A.J. Finn Abbi Glines Adam Christopher Adam Kay Adrian Bednarek Agata Czykierda - Grabowska Agata Przybyłek Agnieszka Lis Alek Rogoziński Alex Marwood Alex Michaelides Alice Clayton Alice Feeney Alison Noel Andrew Mayne Aneta Jadowska Anna Bellon Anna Ekberg Anna Ficner-Ogonowska Anna Kańtoch Anna McPartlin Anna Niedbał Anna Todd Artur Chmielewski Bartosz Szczygielski Belinda Bauer Bonnie Kistler Bonnie Smith Whitehouse Brittainy C. Cherry Brittainy C.Cherry Brodi Ashton C.L. Tylor Camilla Läckberg Cara Hunter Caroline Kepnes Carolyn Egan Carolyne Faulkner Charlaine Harris Chloe Esposito Chris McGeorge Christine Feret-Fleury Claire King Colleen Hoover Corinne Sweet Cynthia D'Aprix Sweeney Cynthia Hand Dani Rabaiotti Daniel Nyari Dolores Redondo Elaine DePricne Elisa Albert Emma Farrarons Erica Spindler Erin Hunter Erwin Thoma Eva Pohler Fiona Barton Francis Duncan Fuminori Nakamura Gabriela Gargaś Gilly Macmillan Girl Online Glenda Millard Gwenda Bond Helen Russell Holly Ringland J. Sterling J.P. Monninger JP Delaney Jacek Dehnel Jakub Ćwiek Janice Y.K. Lee Jem Lester Jenna Evans Welch Jennifer L. Armentrout Jennifer L.Armentrout Jenny Han Jessica Khoury Jill McGrow Joanna Szarańska Jodi Meadows Joe Sugg John Corey Whaley Jojo Moyes Jolene Hart Jonh Anderws Jorge Cham & Daniel Whiteson Josh Malerman K.A Tucker Karen Dionne Karolina Wilczyńska Katarzyna Michalak Katarzyna Misiołek Kate Atkinson Katherine Webb Kayhryn Croft Keith Stuart Kelly Barnhill Kendall Ryan Kim Hlden Kim Holden Kimberly McCreight Kiran Millwood Hargrave Layla Wheldon Leisa Rayven Liebster Blog Award Linda Geddes Linia serc Lisa De Jong Lisa Hågensen Lorena Franco Louise Jensen Louise O'Neill Lucy Vine Mads Peder Nordbo Maeve Haran Magda Stachula Magdalena Witkiewicz Maggie Stiefvater Maja Lunde Marcin Wójcik Marie Benedict Markus Zusak Marta Guzowska Mary Beth Keane Maybe Someday Megan Miranda Meik Wiking Mia Sheridan Michaela DePrince Michał Gaszyński Michele Campbell Michelle Falkoff Michelle Frances Miranda Kenneally Natalia Sońska Natasza Socha Neil Gaiman Neil deGrasse Tyson Nicholas Sparks Nick Caruso Nicolas Sparks Paola Capriolo Paul Grossman Paula Hawkins Paulo Coelho Peternelle van Arsdale Philip Roth Piotr Wilkowiecki R.J.Palacio Rainbow Rowell Regina Brett Remigiusz Mróz Renata Chaczko S. R. Masters Sally Thorne Sandra Orzelska Sarah J. Maas Sarah Vaughan Saroo Brierley Shaun Bythell Stephanie Perkins Stuart Turton Susan Dennard Susan Mallery Sylwia Trojanowska Tammara Webber Tana French Tarryn Fisher Terry Brooks Tony Trixi Von Bulow Ule Hansen Valérie Tasso Wojciech Czusz Yann Martel Zbigniew Zborowski Zoe Sugg dr Richard Shepherd rebecca Donovan
Copyright © Maw reads